Chwila po dotarciu do obozu z ciałem Plamistej Łapy
Nie wiedział, czy miał płakać, czy może się śmiać.
Był późny wieczór, chmury leniwie sunęły po nocnym, gwieździstym niebie.Prócz poczucia pustki, słyszał skomlenia brata Plamistej Łapy. Zielone, ciemne i zimne ślepia wpatrywały się w smutne wydarzenie rozgrywające się na oczach wszystkich Wilczaków. Uczeń nawet nie zorientował się, że jego matka zniknęła. Koniczynowa Łapa ciężko westchnął, odwracając głowę.
— Idziemy na trening. Nie ma co marnować dnia. To tylko kolejne nic niewarte życie. — powiedział Krucze Pióro i odwrócił się do wyjścia z obozu, drgając końcem ogona, przekazując mu, żeby za nim szedł.
* * *
— Przeżywasz jej śmierć — zaczął twardo. — Dlaczego? — zapytał młodszego, przeszywając go wzrokiem. — Nawet nie była ci wielce bliska. To tylko znajoma z legowiska, nic więcej. — Zauważył.
Koniczynowa Łapa zacisnął szczęki.
— Nie chcę o tym mówić. Możemy zacząć trening? — wycedził. Czarny spojrzał na niego z zastanowieniem, a zaraz złością. Ach, no tak; Krucze Pióro wiele razy mu krzyczał do ucha, że młodsi według niego nie mieli prawa odmawiać mu odpowiedzi, jednakże Kwaśna Kocanka… była dziwnym wyjątkiem. Na samo wspomnienie tej kotki w Koniczynowej Łapie się gotowało, w końcu ona jest młodsza od Kruczego Pióra!
— Odpowiedz mi na pytanie. Czemu tak bardzo to przeżywasz? — Nie dawał za wygraną.
Koniczynowa Łapa prychnął.
— To nie twoja sprawa, nawet cię to nie obchodzi! — odwarknął mu młodszy, na co Krucze Pióro wstał i obszedł go dookoła.
— Może tylko tak ci się wydaje, ale jest wręcz na odwrót. Wiem, że jesteś słaby, ale chyba nie reagujesz na śmierć każdego kota praktycznie płaczem, prawda? — Obserwował młodszego, krążąc wokół niego niczym głodny drapieżnik. Czujna ofiara patrzyła na niego spod przymrużonych oczu.
Koniczynowa Łapa zesztywniał i szybko się odezwał:
— Nie! Nigdy w życiu. Nie obchodzi mnie jej śmierć, po prostu…
Krucze Pióro zatrzymał się nagle, wyciągając głowę ku młodszemu, który nawet nie mrugnął. Nie mógł, nie powinien; byłby znowu słaby w oczach starszego.
— Po prostu co? Byłeś tam, razem ze swoją matką znaleźliście jego ciało. Co ją zabiło, przyznaj się. Twoja matka po straceniu Niezapominajki nie chciałaby powtórki z rozrywki. Wiesz coś, ale nie chcesz się do tego przyznać. — Krucze Pióro patrzył na niego z wyższością. Koniczyn zmarszczył brwi, patrząc z dołu.
— Tak czy siak nie żyje, więc po co komu wiedzieć jak umarła? — Koniczynowa Łapa wstał teraz i podążał głową za starszym, trzepiąc ogonem.
— A czemu tak bardzo chcesz to zatuszować? — Krucze Pióro nadal krążył, aż uczeń w końcu odwrócił się w jego stronę.
Koniczynowa Łapa nie wytrzymał; wstał i podszedł nerwowo do niego, zatrzymując się tylko o włos od pysku czarnego kota.
— Bo to ja ją zabiłem! — wrzasnął do mentora. Krucze Pióro zatrzymał się, patrząc na niego z nieodgadnionym wzrokiem. Uczeń usiadł z nastroszonym futrem, patrząc na swoje łapy. Kocur pazury wbił w ziemię.
— Zabiłem ją, ja tak bardzo tego żałuję… — odpowiedział cicho. Krucze Pióro natomiast uśmiechnął się pod nosem.
— Zabiłeś ją? Nie spodziewałbym się tego po tobie, Koniczynowa Łapo… Jak myślisz, co teraz powinienem zrobić? — Patrzył na młodszego z chłodnym uśmiechem. Ten wzdrygnął się.
— Chyba nie powiesz nikomu, prawda..? — zapytał ostrożnie. Wyglądał tak, jakby miał się na niego rzucić, jednakże Koniczynowa Łapa był świadomy potężnej siły Kruczego Pióra.
— Nie, Koniczynowa Łapo. Uważam, że jest lepszy sposób, na uhonorowanie twego czynu. Mianowicie zostaniesz mianowany na wojownika. — odpowiedział, patrząc na ucznia z dumą. Ten od razu spojrzał zszokowany na kocura. Nie rozumiał, co usłyszał; mianowany na wojownika? To jakaś kpina?
— Co..? Jak to? Nie ukarzesz mnie? Nie zabijesz..? — Patrzył zmieszany na mentora.
— Nie. To był bardzo honorowy czyn. Pozbyłeś się słabego ogniwa… — Usiadł obok ucznia i oplótł go swoim ogonem. — Uczyniłeś Klanowi Wilka przysługę, jestem z ciebie dumny. Pokazałeś mi nareszcie, że nie jesteś słaby. Gratulacje, Koniczynowa Łapo…
"Gratulacje, Koniczynowa Łapo…"
Serce mu przyspieszyło, wiedząc, co te słowa znaczyły.
— … Twój test na wojownika odbędzie się wkrótce.
— Dziękuję, Krucze Pióro! — odpowiedział od razu ze sztucznym uśmiechem, a gdy dymny wstał, młodszy zerwał się na łapy i strzepnął ogonem, dumnie wypinając pierś. — Nie zawiodę cię, zdam test i zostanę wojownikiem! — dodał z wigorem, szczerząc śnieżnobiałe ząbki. Zaczęła go boleć głowa.
— Nie wątpię w to. Już nie. — odpowiedział i wstał z ziemi. Spojrzał na księżyc, który wyłaniał się zza chmur. Była prawie że pełnia. — Jest późno. Powinniśmy wracać.
— Tak, chyba tak… — wymamrotał. — Nie powiesz nikomu o tym, co zrobiłem, prawda..? — młodszy patrzył na kocura lekko zmartwiony. Czuł, jak jego serce łomotało ze strachu. Nie był dumny, nie dziękował mu… najchętniej by go zabił. Jednakże do tego będzie musiał użyć sprytu i mądrości, a teraz Krucze Pióro mu zaufał. Będzie musiał jeszcze trochę go karmić, aż w końcu tak by go spasł, że Koniczyn wypatroszyłby go z uśmiechem.
"Może zabijanie nie jest takie złe?"
— Nie. Zostawię to dla siebie. — Wojownik wstał, odchodząc w stronę obozu. Po chwili machnął do młodszego ogonem, a ten podążył za nim. Wracali w świetle księżyca, otuleni jednak mrokiem, śmiercią, ciszą. Przerażającą, ale jakże pyszną ciszą. Krucze Pióro żywił się tym; jego potrzeby zostały zaspokojone, lecz jakim kosztem?
Koniczynowa Łapa szedł z tyłu, co jakiś czas badając otoczenie. Nareszcie udowodnił swoją siłę, powodując śmierć, a Krucze Pióro szedł dumnie, wręcz jak Kosaćcowa Grzywa — paw Klanu Wilka w skórze kota.
"Być może nie był tak słaby, jak go niegdyś określał mentor" — Koniczynowa Łapa uśmiechnął się na tą myśl, idąc w stronę Klanu Wilka.
"Być może jego powołaniem było niesienie śmierci."
* * *
Koniczynowa Łapa natychmiast zerwał się na łapy, wyskakując energicznie z posłania.
— Idę! — odpowiedział mu, przechodząc przez śpiące koty.
Gdy znalazł się przy Kruczym Piórze, zaczął rozglądać się za potencjalnym przeciwnikiem.
— Ona czeka — odpowiedział mu mentor — Wstała o wiele wcześniej niż ty.
Koniczynowa Łapa nie zapytał, kim była rywalka. Skinął mu głową i zaczął iść w stronę wielkiego tłumu Wilczaków.
Koniczyn przystanął przed pniem, na którym już siedział Nikła Gwiazda.
Przywódca odchrząknął I zaczął:
— Zebraliśmy się tu nie bez przyczyny. Dziś jest wielkim dniem, a zwłaszcza dla dwóch uczniów — Koniczynowej Łapy oraz Gwiazdnicowej Łapy. Tego ranka dowiemy się, kto będzie miał zaszczyt zostać jednym z naszych lojalnych wojowników.
Koniczynowa Łapa spojrzał kątem oka na siostrę Mglistego Snu. Wyglądała na skupioną, jednakże również na słabą. Koniczynowa Łapa zachichotał. Ona natomiast prychnęła i strzepnęła ogonem.
— A więc, ci dwaj dziś się zmierzą o tytuł wojownika. Koniczynowa Łapo. — Spojrzał na niego, a następnie na drugą uczennicę — Gwiazdnicowa Łapo. Ustawcie się — poinstruował.
Oboje kiwnęli mu głową i ustawili się naprzeciw siebie. Koniczynowa Łapa naprężył mięśnie, skupiając się na celu — Gwiazdnicowej Łapie.
— Zacznijcie! — zawołał donośnie.
Uczniowie rzucili się w dziki taniec, a piękne świergoty ptaków służyły im za muzykę.
Koniczynowa Łapa zrobił pewny krok w przód, wytrącając kotkę z równowagi. Gwiazdnicowa Łapa potrząsnęła głową I natychmiast wróciła do gry, tym razem ruszając na kocura z siłą. Przyszpiliła go, jednakże chwilę później dostała dobrze wymierzonego, soczystego kopniaka w brzuch, przez który zabrakło jej tchu. Gwiazdnicowa Łapa zwinęła się z bólu. Cofnęła się i zaczęła szybko nabierać i wypuszczać powietrze. Wyrwał jej się cichy jęk bolesny, który najwyraźniej zdecydował, kto wygrał ów taniec.
— Koniczynowa Łapo, wygrałeś.
Koniczynowa Łapa spojrzał zmieszany na zwiniętą z bólu Gwiazdnicową Łapę, ale jedynie wzruszył ramionami i ruszył w stronę Nikłej Gwiazdy.
— Ja, Nikła Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, by zdobyć doświadczenie niezbędne do ochrony klanu i jego członków. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Koniczynowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam — odpowiedział mu Koniczynowa Łapa.
— Zatem mocą naszych potężnych przodków nadaję ci imię wojownika. Koniczynowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako… — Nikła Gwiazda zakaszlał. Najwyraźniej jego sędziwy wiek dawał się we znaki.
Koniczynowa Łapa nie mógł się doczekać nowego imienia. Koniczynowy Pazur? A może Koniczynowy Cios!
Gdy Nikła Gwiazda opanował kaszel, wziął głęboki wdech I wydech, po czym zakończył:
— Od tej pory będziesz znany jako Zapomniana Koniczyna! Klan ceni twój spryt i kreatywność oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka.
— Zapomniana Koniczyna! Zapomniana Koniczyna! — krzyczał tłum.
Jednakże Zapomniana Koniczyna stanął dęba, szeroko otwierając oczy w szoku.
Zapomniana… Koniczyna? Niezapominajka?
Kocur miał wrażenie, jakby Nikła Gwiazda z niego szydził. A każdy, kto wypowiadał jego imię — upokarzał. Nazwał mnie po zdrajczyni! Gotował się w środku. Rzuciłby się zaraz na przywódcę; było to widać, jednakże szybko to opanował. Oby zdechł w męczarniach, pomyślał z kamiennym wyrazem twarzy. Wziął głęboki wdech, odwrócił się w stronę tłumu i spojrzał z dumnie uniesioną głową na resztę.
Nienawidził ich całym swym sercem.
W końcu koty rozeszły się, aby wykonać swoje kolejne obowiązki, natomiast Koniczyn od razu wziął swoje posłanie i przeniósł je do legowiska wojowników.
— Mój nowy dom… — wymamrotał i zaczął szukać wzrokiem idealnego miejsca na posłanie. Namierzył wielkie posłanie Kosaćcowej Grzywy, które zajmowało więcej miejsca, niż łaciaty wojownik potrzebował. Zaczął szukać dalej, aż w końcu jego wzrok spoczął na posłaniu Mglistego Snu. Uśmiechnął się i natychmiast kopnął dalej inne, pobliskie legowisko innego kota, robiąc miejsce na swoje. Umiejscowił swe posłanie tak blisko Mglistego Snu, że się stykały. Ziewnął przeciągle, po czym ruszył na polowanie; w końcu był poranek.
* * *
Nagle świeży wojownik usłyszał, jak coś — a raczej ktoś — usadowiło się w posłaniu obok. Otworzył natychmiast zielone oczy i spojrzał na Mglisty Sen. Starszy go zauważył i nieco się zdziwił.
— Witaj, Zapomniana… Koniczyno — wypowiedział te słowa bardzo cicho, jakby z niepewnością, jakby ich konwersacja była teraz zakazana. Młodszy zachichotał. Położył na jego barkach długie łapy, które niegdyś były całe we krwi. Zapomniana Koniczyna zanurzył się w ciemne jak noc futro Mglistego Snu.
— Proszę, mów mi tylko Koniczyn — wymruczał, splatając ich ogony razem. Zamknął oczy I jedyne, co słyszał, to ciche mruczenie Snu. Uśmiechnął się, czując kojący zapach drogiego przyjaciela.
"Sen nie potrzebuje już Niezapominajki. Teraz ma mnie. Na zawsze."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz