— Nie denerwuj się za bardzo, chyba nie chcesz być nielubiana przez popularnego ucznia, nieprawdaż? Ja cię przecież lubię.
Kora tylko zmrużyła oczy, analizując to, co jej powiedział. Jakim prawem on był niby popularny? Zresztą, wcale nie szukała towarzystwa, wolała samotność. No ale, chyba lepiej, żeby inni uczniowie ją lubili, prawda…? Westchnęła, odciągając jego ogon spod nosa.
— Nie brzmisz, jakbyś był miły — zauważyła.
— Bo jeszcze mnie nie znasz, jednak mogę to zmienić. — Uśmiechnął się i zaczął ciągnąć ją do wyjścia. Kora od razu się stawiała, ale oczywiste było, że nie poradzi sobie z siła ucznia. — Pójdziemy do moich przyjaciół, których możesz polubić i poznasz nas wszystkich lepiej w rozmowie — dodał jeszcze, co wcale Kory nie przekonało.
Jednak kotka nic nie powiedziała. Wątpiła, że to cokolwiek da, więc po prostu pozwoliła się starszemu wyciągnąć i zaprowadzić do grona uczniów. Gdy ją przedstawił, pochyliła się tylko bez słowa i usiadła gdzieś z boku. Nie odzywała się za wiele niepytana, siedziała z boku, wsłuchując się w rozmowy uczniów i unosząc brew na durne żarty. To był bardzo nie jej typ towarzystwa… Ale nie narzekała, przynajmniej nie było tu tak nudno, jak w żłobku. Zresztą, dwójka kocurów skupiła na niej swoją uwagę i zaczęli ją o wszystko wypytywać, więc zmuszona była odpowiadać, co też jakoś zabijało czas.
Teraźniejszość.
— Tunele są ciemne, więc nie będziesz nic widzieć — ostrzegła. — Więc czego musisz używać?
— Innych zmysłów.
— Dokładnie! Będę iść trochę przed tobą, abyś miała zapach, ale wyjdę wcześniej. Jak się zgubisz, to poczekaj, znajdę cię — zapewniła, stając przed wejściem do tunelu. — Policz do pięciu i wejdź za mną. Idź za moim zapachem.
— W porządku. — Kora kiwnęła głową.
Mentorka weszła do tunelu, a kotka w głowie odliczała do pięciu, przy okazji z każdą liczbą biorąc głęboki wdech. Wreszcie również wepchnęła się do tunelu i przyłożyła nos do ziemi. Musi się skupić, tam nie było bezpiecznie… Piołunowy Dym ostrzegał ją przed tunelami, gdy ta była jeszcze mała. “Jest tam pełno przejść, które donikąd nie prowadzą. I dziur, w które możesz wpaść!” mówił. Dlatego musiała się skupić, bo nie widziała tego niebezpieczeństwa. Mogla tylko nasłuchiwać… Dlatego z nosem przy ziemi i nastawionymi uszami szła za zapachem mentorki, chociaż zapachy innych kotów jej przeszkadzały. Szybko zgubiła trop, lecz szła przed siebie, nasłuchując. Kotka nie mogła być daleko, bo czasem słyszała jej szurający ogon. Jednak ktoś wpadający na nią totalnie ją rozproszył, krzyknęła przestraszona, a potem spojrzała na zarys nieznajomego kota.
— Ała — miauknęła niezadowolona. — Uważaj, jak chodzisz!
— Jakbyś tylko usłyszała, że nadchodzę, to zrobiłabyś unik, albo cofnęła się do jakiejś szczeliny! — prychnął znajomy głos. No oczywiście, że Dębowa Łapa! Kto inny był tak… Głupi! — A teraz, gdzie jest drugiej wejście do tuneli?
Prychnęła na jego pytanie. Przecież był starszy, czemu ona miała mu pomagać? Sama tu była pierwszy raz! Nie przepadała za tym zbyt pewnym siebie czekoladowym kocurem i tak naprawdę nadal rozmawiała z nim tylko dlatego, że Słota go lubiła.
— Sama nie wiem. Rozproszyłeś mnie. — Wywróciła oczyma.
— To lepiej się odnajdź!
Kora ugryzła się w język, aby nie powiedzieć czegoś niemiłego. Ostatecznie to przez niego teraz rozmawiała z uczniami, a nie siedziała z boku. Znaczy, jasne, towarzystwo nie było jej potrzebne, ale gdy już je miała, to nie chciała go przynajmniej tracić.
— Dobrze — mruknęła za to. — Ale musisz być cicho.
— Tylko znajdź wyjście… — mruknął, ale faktycznie się uciszył.
Kotka znów przyłożyła nos do ziemi i ruszyła w wybraną przez siebie stronę, nasłuchując tylko czy wielki i niezwyciężony, zagubiony w tunelach, Dębek idzie za nią.
<Dębowa Łapo?>
[750 słów + nawigacja w tunelach]
[przyznano 15% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz