Łapy uczennicy prędziutko się zabłociły, a mokre podłoże chlapało jej na wszystkie strony świata. Dyszała, a z każdym wydechem wydobywała się ciepła chmurka, przeganiana przez koteczkę. Każdy krok odbijał się w glebie mocno, ogonem wywijała niczym wygłodniały lis. Wreszcie, znalazłszy się wystarczająco blisko, wyskoczyła, najwyżej jak mogła, a potem wylądowała na zdobyczy, która piszczała i wiła jej się pod łapami zawzięcie, niczym wąż o śliskich łuskach. Zwinnym ruchem wgryzła mu się w gardło, czując, jak słodki posmak krwi rozpływa jej się na języku. Wierzganie słabło z każdym kolejnym uderzeniem serca, Słotę roznosiła wręcz energia, a to wszystko przez to, że jej się udało. Wreszcie jej się udało! Wszystkie te treningi z Zalotką jej się tak bardzo opłaciły! Będą jej tak zazdrościć, wszyscy!
…
Las był spowity gęstą, chłodną mgłą. Szylkretka wracała dumnym krokiem u boku własnej mentorki. Gdyby nie miała zajętego pyska, nawijałaby do niej aż do momentu, w którym nie przekroczyłyby bariery serca Klanu Wilka.
Przechodząc przez tunel, uniosła łeb wysoko, dumnie, łapy stawiała pewnie, a ogon miała uniesiony do góry. Zastrzygła wąsami, kładąc zdobycz na stercie zwierzyny. Taki królik starczy im na jakiś czas, z pewnością komuś niezwykle posmakuje.
— Słotna Łapo! Ty sama go upolowałaś? — zapytała Korowa Łapa, podchodząc do znajomej. Szylkretka nadal miała na policzkach krew, już nieco zaschniętą. Oblizała się szybko, czyszcząc też futerko na piersi. Jeszcze trochę będzie musiała włożyć w pielęgnację, by wyzbyć się tego czystego szkarłatu.
Zamachnęła ogonem z wielkim zadowoleniem, następnie uśmiechnęła się chytrze. — Tak! Oczywiście, że ja — odparła bez krzty wahania. W końcu po to ćwiczyła. Właśnie po to, by złapać królika. Pamiętała o słowach, jakie wypowiedziała na zgromadzeniu, a także tym, co mówiła Kocimiętkowa Łapa. Wreszcie znalazła łatwiejszy sposób na to, by na nie polować.
— Jeśli chcesz, to mogę ci opowiedzieć, jak to było — dodała, przysiadając na chwilę. — Weź sobie coś ze sterty może, jeśli jesteś głodna i chodź — poleciła brązowooka, sama chwytając wątłego ptaka za skrzydło i niosąc go w pysku, aż się odsunęły nieco. Paru wojowników z podziwem spojrzało na nowo upolowaną zdobycz. Z pewnością byli dumni ze Słotnej Łapy!
— Czemu nie weźmiesz tego królika? W końcu to ty go upolowałaś — miauknęła Korowa Łapa z widocznym zdezorientowaniem na pyszczku.
Słotna Łapa pokręciła głową. — Nie jestem aż taka głodna, niech inni skorzystają — odparła brązowooka, na co młodsza jedynie skinęła łbem, idąc za towarzyszką.
— Więc słuchaj, to było tak — zaczęła, gestykulując przy tym łapami. — Najpierw należało go oczywiście wyczuć, wiesz to. Potem gdy już złapałam zapach, zbliżyłam się nieco, przybierając pozycję myśliwską. Wszystko idealnie, wiadomo. Będąc wystarczająco blisko, wyskoczyłam i potem goniłam go tak prędko, jak tylko potrafiłam. Wreszcie, po chwili pogoni, znalazłam się tak bliziutko niego, że sam wyskok przypominał niczym lot ptaka, tak się czułam, jakbym leciała! — zachichotała, naprawdę było jej wtedy lekko, mimo całego tego brudu i trudu. — Wylądowałam na nim, a następnie pozbawiłam życia. Potem przytargałam do obozu, żebyście mogli się najeść — dorzuciła, nie pozwalając szylkretce przerwać jej historii ani razu. Brzmiało to tak, jakby dla uczennicy było to banalne, jakby upolowała takich królików już dziesiątki. Korowa Łapa nie tak dawno temu sama została mianowana na uczennicę. Ciekawe, czego się uczyła podczas tych treningów?
— Korowa Łapo, a ty czegoś się już nauczyłaś? — zapytała Słotna Łapa szybko, zabierając się za jedzenie. Oskubała zdobycz sprytnie, a gdy tylko dokopała się do mięsa, zanurzyła w nim kły, ciesząc się każdym kęsem. Początkowo nie słuchała towarzyszki, jakby całkowicie pochłonięta jedzeniem, jednak z czasem mimo wszystko dźwięk zaczynał do niej docierać dużo wyraźniej. — Bałaś się podczas tej nocy samotnie spędzonej w lesie? Bo, wiesz, ja wcale nie. Wiedziałam, że sobie poradzę, więc wystarczyło to jedynie przeczekać. Nie rozumiem, jak możecie się tego bać. Wystarczy trochę sprytu i pomyślunku, a nic wam się nie stanie. — dodała Słota, znowu nie czekając na odpowiedź koleżanki.
Korowa Łapa wywijała nerwowo ogonem, jednak szylkretka nie zwróciła na to najmniejszej uwagi. Z góry przyjęła, że młodsza z pewnością się bała. Nawet mimo ich wspólnej rozmowy o tym jakiś czas temu. Pewnie bała się tak bardzo, jak jej brat, Cienista Łapa. Na pewno łapy jej się trzęsły z przerażenia!
— … No i potem… — opowiadała Korowa Łapa, co jakiś czas biorąc kęsy ze zdobyczy i przełykając je, następnie opowiadając dalej. Słotna Łapa wiedziała, że mentorką jej znajomej była Dyniowa Skórka, ta kotka, która przyniosła ze sobą Kocimiętkową Łapę i Makową Łapę. Nadal była jej ciekawa. Może Korowa Łapa by coś o niej wiedziała? W końcu była pod jej czujnym okiem.
— Hej, Koro, a wiesz coś o swojej mentorce? A dokładniej, może… o jej przeszłości? — zapytała z zaciekawieniem, specjalnie czekając, aż szylkretka przestanie mówić. Co jakiś czas potakiwała jej głową, na szczęście nie było to nic, co by wymagało od niej jakiejś obszernej odpowiedzi. Dzisiaj coś nie szło jej w ogóle słuchanie innych.
— Nie… nie jesteśmy tak blisko, nie uczy mnie tak długo, ale za to mogę ci powiedzieć, że jest naprawdę miła. Dobrze uczy, chociaż czasami potrafi nakrzyczeć, ale to nie jest wielki kłopot! — odpowiedziała wesoło kotka, poruszając ogonkiem co jakiś czas.
Słotna Łapa pokiwała głową. Niestety, czyli od Korowej Łapy też się na razie nie dowie za wiele… no nic, może to nie było aż takie ważne.
— Korowa Łapo, mam dla ciebie wyzwanie — miauknęła, zyskując w ten sposób całą uwagę koteczki.
Korowa Łapa spojrzała na nią niecierpliwie. Pręguska specjalnie przedłużyła chwilę milczenia, żeby zbudowała się między nimi nowa atmosfera.
— Złap większego królika od tego mojego — dopowiedziała, chociaż brzmiało to tak, jakby nie skończyła, jednak nie dodała do tego nic więcej.
— I co wtedy, jak mi się uda? — zapytała Korowa Łapa, na co Słotna Łapa się wyszczerzyła szerzej.
— Powiem ci, gdy ci się uda — zachichotała starsza, wywijając ogonem na boki.
< Wchodzisz w to, Korowa Łapo? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz