Świt leniwie wpełzał między drzewa, rozlewając na liściach srebrzyste krople rosy. Obozowisko Klanu Wilka dopiero budziło się do życia — w powietrzu unosił się zapach wilgotnej ziemi, igliwia. Gdzieś w oddali odezwała się sójka, a echo jej krzyku odbiło się od pnia starej sosny. Wilczy Skowyt przeciągnął się w legowisku wojowników, czując przyjemne ciepło poranka muskające jego futro. To był ten dzień. Jego pierwszy dzień jako mentora. Przez chwilę po prostu leżał, wpatrując się w bladą poświatę słońca, która powoli wspinała się po krawędzi obozu. W żołądku czuł dziwny ścisk — mieszankę dumy i nerwów. „Nie zepsuj tego, Wilczy Skowycie,” pomyślał z przekąsem, otrzepując sierść z resztek ściółki. „Po prostu bądź sobą. To tylko młody uczeń. Mały, przyjazny, grzeczny kociak. Co może pójść nie tak?” Wyszedł z legowiska, a jego oddech zamienił się w parę w chłodnym powietrzu. Obozowisko było jeszcze spokojne. Kilka kociąt bawiło się przy wejściu do nory uczniów.
— Dzień dobry, Wilczy Skowycie — mruknął ospale inny wojownik.
— Dzień dobry. — Skowyt odwzajemnił skinienie, ale myśli miał już gdzie indziej. Ruszył w stronę nory uczniów, czując, jak serce bije mu szybciej z każdym krokiem. We wnętrzu panował półmrok. Kilka młodych kotów spało jeszcze zwiniętych w kłębek, mrucząc cicho. Wilczy Skowyt nachylił się, szukając wzrokiem znajomej sierści.
— Kamienna Łapo — szepnął cicho. — Czas wstawać.
Z kłębka futra poruszyły się uszy, potem uniosła się mała głowa o jasnych oczach. Kamyczek ziewnął szeroko i przeciągnął się, aż zatrzeszczały mu stawy.
— Już świt? — wymamrotał, ale gdy tylko zrozumiał, kto stoi nad nim, natychmiast się ożywił.
— Wilczy Skowycie! Naprawdę dziś zaczynamy?
Wilczy Skowyt nie mógł powstrzymać uśmiechu. W oczach ucznia iskrzyła taka ekscytacja, że trudno było nie poczuć ciepła w sercu.
— Tak, mały. Dziś zaczynamy. Zjesz coś, a potem ruszamy.
Kamienna Łapa poderwał się na łapy szybciej, niż zdążyłby pomyśleć. Uczesał językiem futerko, starając się wyglądać jak najporządniej, po czym wyskoczył z nory prosto w chłodne powietrze. Świat wydawał mu się tego ranka piękniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Świt rozświetlał obóz, a woda w źródełku błyszczała jak płynne srebro. Kamyczek chwycił niewielkiego wróbla z kupki świeżych zdobyczy i usiadł obok swojego mentora. Jedli w ciszy, ale w powietrzu czuło się coś uroczystego — jakby cała puszcza wstrzymała oddech, obserwując ich pierwszy wspólny poranek.
— Gotowy? — spytał Wilczy Skowyt, gdy Kamyczek skończył.
— Tak! — odpowiedział natychmiast, jego oczy aż lśniły. — Dokąd idziemy?
— Dzisiaj pokażę ci coś wyjątkowego — odparł Skowyt z lekkim uśmiechem. — Teren, którego mało kto zna tak dobrze, jak Wilczaki. Stare tunele.
Kamienna Łapa zamrugał. — Tunele? Pod ziemią?
— Tak. To część naszych ziem. Kiedyś korzystali z nich wojownicy do ukrywania się i zwiadu. Dzisiaj nauczę cię, jak się w nich poruszać i jak się nie zgubić.
Kociak zadrżał z emocji, ale nie ze strachu — z podziwu. Czuł, jak jego serce bije szybciej, jakby wzywała go sama ziemia. Ruszyli w las. Szli przez gęste paprocie, między krzewami jałowca i mchami, które miękko uginały się pod łapami. Światło słońca przenikało przez korony drzew w delikatnych smugach. Kamyczek co chwilę rozglądał się, chłonąc każdy dźwięk, zapach i ruch liści.
— Wilczy Skowycie, a ty też kiedyś się zgubiłeś w tunelach? — zapytał nagle z czystą ciekawością. Wilczy Skowyt parsknął cicho. — Kiedy byłem uczniem? Oczywiście. Wpadłem w błotną pułapkę i musiała mnie wyciągać moja mentorka… — Kamyczek zaśmiał się z wyobraźni tego widoku.
— To na pewno było zabawne!
— Dla niego, może — mruknął Wilczy Skowyt, ale jego oczy błyszczały rozbawieniem. Po chwili dotarli do niewielkiego zagłębienia w ziemi. Między korzeniami starych dębów znajdowało się wejście — ciemne, wąskie, niemal niewidoczne, gdyby nie wilgotny zapach ziemi, który stamtąd dochodził. Wilczy Skowyt skinął głową.
— To tutaj.
Kamienna Łapa podszedł ostrożnie i zajrzał do środka. Ciemność wyglądała jak coś żywego, jakby zapraszała ich do środka.
— Wygląda trochę… tajemniczo — mruknął cicho.
— I właśnie dlatego musisz się nauczyć ją rozumieć — odparł jego mentor. — Ciemność to nie wróg, jeśli wiesz, jak się w niej poruszać.
Zeszli powoli, jeden za drugim. W tunelu pachniało gliną i wodą. Krople spływały ze ścian, echo ich kroków odbijało się głucho. Kamyczek był zachwycony — wszystko tu brzmiało inaczej, głębiej, jakby ziemia sama szeptała.
— Zawsze dotykaj ściany lewą łapą — pouczył go Wilczy Skowyt. — Wtedy, nawet jeśli zabłądzisz, będziesz mógł wrócić po własnych śladach.
— Dobrze! — odparł Kamyczek, przykładając łapkę do gliny.
Szli coraz głębiej, aż nagle tunel rozszedł się na dwie odnogi. Kamyczek spojrzał pytająco na swojego mentora.
— Którędy teraz?
Wilczy Skowyt przystanął, obwąchując powietrze. — A to już twoje zadanie. Spróbuj zgadnąć.
Kamienna Łapa zmrużył oczy, skupiając się. W jednej odnodze czuł silniejszy przeciąg, delikatny zapach świeżego powietrza. W drugiej było bardziej duszno, ale słychać było kapanie wody.
— Tamtędy. — Wskazał ogonem. — W lewo. Tam czuć powiew.
Wilczy Skowyt uśmiechnął się z uznaniem. — Dobrze. Pamiętaj, zawsze słuchaj i wąchaj. Twoje zmysły są twoją mapą.
Wkrótce dotarli do większej komory. Z góry sączyło się światło przez szczelinę, oświetlając kałużę pośrodku. Kamyczek stanął oczarowany.
— Jak tu pięknie… — wyszeptał.
— Tak. — Wilczy Skowyt mówił cicho, z dumą w głosie. — Tutaj kiedyś ćwiczyli młodzi wojownicy Klanu Wilka. W tym miejscu uczono ich, jak ufać sobie i ziemi pod łapami.
Kamienna Łapa przysiadł, wpatrując się w drgające refleksy światła. Po chwili spojrzał na swojego mentora z błyskiem w oczach. — Czy ja też kiedyś będę mógł szkolić ucznia?
Wilczy Skowyt zamrugał, zaskoczony pytaniem. — Jeśli będziesz trenować tak, jak dziś… to jestem pewien, że tak.
Kociak uśmiechnął się szeroko. — Obiecuję, że będę najlepszym wojownikiem, jakiego Klan Wilka kiedykolwiek miał!
— Wierzę w to. — Czekoladowy skinął głową, patrząc na niego z czułością, jakiej sam się po sobie nie spodziewał. Jeszcze przez dłuższą chwilę siedzieli razem w ciszy, słuchając kapania wody i szmeru ziemi. Światło z góry tańczyło na ich futrach.
<Kamienna Łapo?>
[915 słów — trening Kamiennej Łapy, nawigacja w tunelach]
[przyznano 9%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz