Starała się wyglądać na o wiele większą niż była, kiedy stała naprzeciw lisa. Rude stworzenie łypało złowrogo złotymi ślepiami, wydając przy tym charakterystyczne szczeknięcie, podczas ponownej próby przechwycenia królika. Z pyska Wełnistej Łapy wydobył się ostrzegawcze syknięcie, kiedy lis znalazł się zbyt blisko niej. Był młody, tak samo jak ona, jednak w przeciwieństwie do uczennicy wyglądał tak, jakby od wielu, wielu dni nie udało mu się upolować zwierzyny. Było jej go żal. Gdyby potrafiła się z nim porozumieć za pomocą słów, najpewniej poprosiłaby o to, aby odszedł z ich terenów i spróbował zapolować na terenach niczyich. Niestety nie znała lisiego, nie była wstanie przekazać mu swojej prośby. Próby na porozumieniu się z nim za pomocą gestów nie udały się. Musiała go przegonić i nie pozwolić odebrać jej królika, którym miała zamiar nakarmić jednego ze starszych. W końcu złożyła obietnicę.
Lis niespokojnie poruszył uszami, gdy odgłosy łap pozostałych członków patrolu z każdym uderzeniem serca były bardziej słyszalne. Nie mając nic do stracenia, nim odbiegł, ostatni raz zbliżył swój pysk w stronę uczennicy. Długi pysk z ostrymi zębami kłapnął tuż przy przednich łapach uczennicy, za którymi pod własnym ciałem skrywała martwego szaraka. Zwierzę cofnęło się, odskakując gwałtownie w tył, gdy w zasięgu wzroku dostrzegł sylwetkę mentorki Wróżki, która ruszyła z pomocą swojej uczennicy. Tuż za nią mignęły dwie inne sylwetki dwóch innych wojowników; Koziego Przesmyku oraz Ognistej Piękności. Na widok rdzawej kocicy lis się zatrzymał, być może biorąc ją omyłkowo za jednego ze swoich w nadziei na wsparcie, jednak gdy jej łapa śmignęła mu tuż przed jego długim pyskiem, raniąc go pazurami, ponownie ruszył w kierunku Drogi Grzmotu. Srebrzysty i cętkowana ruszyli za lisem, chcąc się upewnić, że odbiegnie wystarczająco daleko, natomiast Przeplatkowy Wianek zbliżyła się do Wełnistej Łapy. Dostrzegając karcące spojrzenie mentorki, biała skuliła się, spuszczając głowę.– Wełnista Łapo! Czy tobie pająki zasnuły umysł?! – krzyknęła, uderzając łapą w ziemię. – Tak ci spieszno na Srebrzystą Skórę?!
Uczennica wlepiła spojrzenie w ziemię, w miejsce, gdzie widoczny był odcisk łapy mentorki. Nie bardzo rozumiała powód gniewu Przeplatkowego Wianka.
– N-nie... – miauknęła, po czym podniosła głowę i odsłoniła zdobycz, która udało jej się ochronić. – N-nie pozwoliłam zabrać mu zwierzyny...
– Doceniam, jednak to nie był powód, abyś pozwoliła mu się zabrać tak daleko od nas! Co gdyby zamiast w króliku zdecydował się zatopić zębiska w tobie?!
No tak. Wełna nie przemyślała do końca swojego działania. Kiedy udało jej się po raz pierwszy upolować królika, była tak bardzo przeszczęśliwa, że całkowicie zapomniała o świecie dookoła niej. Cieszyła się, że udało jej się przełamać swoje słabości i nie mogła już dłużej być odbierana przez wojowników jako darmozjad. Udało jej się spełnić obietnicę złożoną starszemu. Dzielił ją teraz mały krok od Ceremonii Dorosłości. Zaślepiona radością, nie zdążyła w porę zauważyć mknącego w jej stronę młodego lisa, który próbował ukraść jej zdobycz. W tej samej chwili oboje zatopili zęby po dwóch przeciwnych stronach królika. Silniejszy zdołał pociągnąć za sobą słabszego, który z całych sił próbował nie wypuścić z pyska szaraka.
Dla kogoś z boku ta scena musiała wyglądać tak, jakby to właśnie ją niósł lis, a nie królika. Razem z nim zwisała w okolicach pyska zwierzęcia, którego próbowała się zatrzymać poprzez hamowanie łapami oraz kopniaki wymierzone w pierś. Być może Przeplatka w tamtym momencie wyobraziła sobię rozmowę, jaką musiałaby przeprowadzić z Szarą Skórą.
"Bardzo mi przykro, ale Pana córkę porwał lis. Nie byłam wstanie nic zrobić. Nie żyje."
– Nic mi nie jest... – Wręcz burknęła, czując się źle z tym, że była karcona przez swoją mentorkę. Adrenalina powoli opadała. Zachowała ostrożność, no dobra, nie dokońca, jednak gdyby lis był od niej sporo większy, na pewno by wtedy odpuściła, nie decydując się na walkę. – Postąpiłam dobrze, prawda? Gdybym pozwoliła mu zabrać królika, bardzo możliwe, że wrócilibyśmy do obozu z pustymi łapami... Zwierzyny jest mało, a w dodatku ten królik to moja pierwsza zdobycz. Nie mogłam pozwolić, aby jakiś lis mi go zabrał. Chciałam nakarmić klan. Obiecałam to starszym, nie zrobiłam nic... Au!
Mentorka dotknęła miejsca na łapie uczennicy, które barwiło sierść kocicy na czerwono. Wśród puchatej sierści dało się dostrzec ślad po zębach lisa.
– Głupia. Gdybyś puściła tego królika uznałabym to zdarzenie jako test, który poprawnie byś zdała! Zgodziłabym się na twoje mianowanie... – Na dźwięk słów kocicy pysk Wełny złagodniał, by w jej oczach dało się dostrzec zaskoczenie. Dlaczego? – Powinnaś nauczyć się już kiedy trzeba odpuścić, a kiedy trzeba się uparcie trzymać swoich głupich przekonań! Obietnica była ważniejsza od twojego zdrowia i życia? – Spojrzała się na królika. – Zabierz go do obozu i nakarm starszych. A potem udaj się do medyków, aby opatrzyli ci ranę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz