*początek pory nagich drzew, przed morderstwami*
Przewodnik przełamał się i postanowił podzielić się swoim podchodzeniem ze swoim uczniem, jak i przyjacielem. Kocur nie wydawał się być zaskoczony tym faktem, w końcu sam kiedyś w żartach podsunął taki scenariusz. Kiedy kremowy jak zbity pies siedział że spuszczoną głową, niebieski położył końcówkę ogona na jego barku.
– Ile się zbierałeś do tego wyznania? – spytał
– Długo, za długo. – Przymknął oczy. – Pajęcza Lilia była pierwszym kotem, której postanowiłem powiedzieć o tym, że tylko dzięki kłamstwom matki i... Nagietkowego Wschodu z łatwością dołączyłem do Klanu Burzy i dołączyłem do ich rodziny. Ty jesteś drugim. – Otworzył oczy i spojrzał na byłego samotnika. – Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że doskonale o tym wiedziała. I to od samego początku. Wujowie i pozostałe ciotki, jak i reszta wojowników prawdopodobnie nie znali prawdy. Miałem razem z nią porozmawiać na ten temat z Króliczą Gwiazdą, jednak odeszła... A sam, nie mam chyba na tyle odwagi, aby zdecydować się zniszczyć to co otrzymałem dzięki kłamstwom rodziców...
– Nie jesteś pierwszym, ani nie ostatnim podrzutkiem. Spójrz chociaż na Skrzypiącego Skrzypa. Albo lidera i jego brata. Matki ich nie chciały, podrzuciła go na tereny waszego klanu i proszę, nie wzdychają tak jak ty. Jeden z nich został przywódcą, drugi został ojcem kociąt z sojuszniczego miotu, a Skrzyp potrafił się ustawić i kręci się wokół białych dziwadeł... Tylko ty wyglądasz, jakbyś zjadł nieświeżą piszczkę...
– Bo jest między nami jest zasadnicza różnica. Ja przez cały kocięcy i uczniowski czas wierzyłem w to, że jestem synem Nagietkowego Wschodu. Wierzyłem, że należę do jego rodziny! Ich nikt nie oszukiwał! Dopiero podczas akceptacji przy Sadzawce przez byłych członków Klanu Burzy przodek Pajęczej Lili zdecydował się mnie uświadomić, że jestem tylko znajdą... Nadal nie wiem dlaczego to zrobił. – Dlaczego Drżąca Ścieżka nie decydował się milczeć, jak inne koty, które brały udział w jego akceptacji na przewodnika? – Mimo śmierci mamy, cieszyłem się, że mam rodzinę. I to taką liczną! Chyba tylko dlatego nie popadłem w otchłań smutku i przygnębienia jako kociak. A teraz... tak naprawdę nie mam nikogo w klanie... Pajęcza Lilia była mi z nich wszystkich najbliższa.
– Ej, a ja to co? – Burza zmarszczył brwi. – A Wielena? Słodka i Strzępotek? Dziwaczek? Zresztą to z nami spędzasz więcej czasu niż z pożal się wspaniałą rodzinką. – Uniósł łapę do piersi, wygładzając nią futro. – Wcale nikomu nie musisz mówić o tym, że jesteś jakąś znajdą, którą twój przybrany ojciec zdecydował się przygarnąć. No bo po co? Czy coś to tak naprawdę zmieni? Czy naprawdę musiałbyś być jego synem, abyś mógł zostać w klanie? Wydaje mi się, że nie. Płomienny Ryk tak czy siak cię nie lubi, a Królicza Gwiazda nie ma powodu, aby być na ciebie zły, że został okłamany. Zresztą to nie ty go okłamałeś tylko zmarli, więc jeśli chcesz to im powiedz, a jeśli nie czujesz takiej potrzeby to nie. – Wzruszył barkami. – Będąc na miejscu matki pewnie tak samo byś postąpił, chcąc dla swojego kociaka jak najlepiej... Mimo kłamstwa pragnęła zapewnić ci bezpieczeństwo i dom...
– Pewnie tak... – miauknął, zastanawiając się czy to naprawdę był jedyny powód, dla którego Gaja okłamała własnego syna i pozostałe koty w klanie
Otrzepał się. Zrobił mały krok, dzięki któremu poczuł odrobinę ulgi, ciesząc się, że znowu, tak jak kiedyś, nim ruda medyczka odeszła, miał kogoś kto pojmował co zaprząta mu głowę. Nie był w tym sam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz