Przeszłość
Dzień ten miał być zwyczajny… Kolejne noce spędzone w lecznicy Cisowego Tchnienia, ubijając mech pod łapami, zanudzona mamrotaniem pozostałych kotów. Z każdą chwilą ta kulka mchu starała być się coraz mniej wygodna… Taka twarda i sucha.
— Dzień dobry, Cisowe Tchnienie! Wilczy Skowyt mnie przysłał, żebym pomógł! — Do lecznicy wkroczył kocur o czekoladowym pręgowanym futrze i żółtych oczach. Rozpoznała go. Był to Kamienna Łapa, dziwny kocur, który z obcych jej przyczyn zawsze miał uśmiech na pysku… — Przyniosłem mech na nowe posłanie dla kociąt. Będziesz teraz miała czyściutkie legowisko i będzie ci się lepiej spać. Patrz, jaki miękki mech! — dodał kocurek, poprawiając swoje potargane futro, a następnie formując nowe legowisko dla kotki.
Łezka poruszyła się lekko, gdy usłyszała zbliżające się do niej kroki, odbijające się echem od ścian lecznicy. Dźwięk ten był obcy i rytmiczny. Kocur pachniał lasem i deszczem, a przez dłuższą chwilę jedyne co Łezka robiła, to wbijała swoje ślepia w sylwetkę ucznia. Z lekkim opóźnieniem do niej dotarło, że to kocur do niej mówił.
— Dzień dobry... — szepnęła cicho, prawie że bezgłośnie.
Dymna powoli przekierowała swój wzrok na mech, który kocur starannie układał w legowiskach. Robił to dokładnie, a świeży i miękki mech był idealny pod jej łapkami. Przesunęła po mchu łapy, pozwalając, by zielony kłębek otarł się o jej poduszeczki łap.
— Jest on... Miękki — wydukała. Nieśmiało podniosła swój wzrok, dostrzegając zmęczone spojrzenia kocura. Podziwiała to, jak ten dalej chętnie wykonywał swoją pracę, mimo że zmęczenie go wyżerało od środka, jednak nie potrafiła zrozumieć tego, dlaczego ten się dalej uśmiecha.
— Dziękuję... — dodała krótko koteczka.
— Nie ma za co — mruknął, zatrzymując się na młodszej wzrokiem. Taka drobniutka była Łezka, krucha i delikatna. Wygląd jej przypomniał kocurowi o jego własnym dzieciństwie, jednak ten szybko się otrząsnął z tych myśli. Chciał z nią porozmawiać. — Musisz… Wyzdrowieć — powiedział niezręcznie, jakby nie wiedząc, czym powinien zacząć dyskusję z kociakiem. W końcu, o czym kociaki rozmawiają? — Wtedy będziesz mogła robić dużo fajnych rzeczy, na przykład bawić się z rodzeństwem i poznawać nowych przyjaciół… — mruknął. Kocur złapał ostatnie świeże legowisko, kładąc je w pobliżu Łezki. — Lubisz się bawić? — rzucił.
Łezka niepewnie podniosła wzrok, lądując nim na kocurze, gdy ten się ponownie odezwał. Głos jego był ciepły, ale mimo wszystko w uszach jej brzmiał jak coś daleko, niczym echo za mgłą. Starała się go słuchać, jednak nie wszystkie słowa zrozumiała.
— Bawić się...? — powtórzyła cicho, jakby testowała to słowo na swoim języku. — Ja... Nie pamiętam. Nie pamiętam, kiedy się ostatnio bawiłam — dodała, wtulając się w swoje nowe, ciepłe legowisko. Myśl o spędzaniu czasu z innymi kotami była tak obca, tak nowa... I jednocześnie tak straszna.
— Dzień dobry, Cisowe Tchnienie! Wilczy Skowyt mnie przysłał, żebym pomógł! — Do lecznicy wkroczył kocur o czekoladowym pręgowanym futrze i żółtych oczach. Rozpoznała go. Był to Kamienna Łapa, dziwny kocur, który z obcych jej przyczyn zawsze miał uśmiech na pysku… — Przyniosłem mech na nowe posłanie dla kociąt. Będziesz teraz miała czyściutkie legowisko i będzie ci się lepiej spać. Patrz, jaki miękki mech! — dodał kocurek, poprawiając swoje potargane futro, a następnie formując nowe legowisko dla kotki.
Łezka poruszyła się lekko, gdy usłyszała zbliżające się do niej kroki, odbijające się echem od ścian lecznicy. Dźwięk ten był obcy i rytmiczny. Kocur pachniał lasem i deszczem, a przez dłuższą chwilę jedyne co Łezka robiła, to wbijała swoje ślepia w sylwetkę ucznia. Z lekkim opóźnieniem do niej dotarło, że to kocur do niej mówił.
— Dzień dobry... — szepnęła cicho, prawie że bezgłośnie.
Dymna powoli przekierowała swój wzrok na mech, który kocur starannie układał w legowiskach. Robił to dokładnie, a świeży i miękki mech był idealny pod jej łapkami. Przesunęła po mchu łapy, pozwalając, by zielony kłębek otarł się o jej poduszeczki łap.
— Jest on... Miękki — wydukała. Nieśmiało podniosła swój wzrok, dostrzegając zmęczone spojrzenia kocura. Podziwiała to, jak ten dalej chętnie wykonywał swoją pracę, mimo że zmęczenie go wyżerało od środka, jednak nie potrafiła zrozumieć tego, dlaczego ten się dalej uśmiecha.
— Dziękuję... — dodała krótko koteczka.
— Nie ma za co — mruknął, zatrzymując się na młodszej wzrokiem. Taka drobniutka była Łezka, krucha i delikatna. Wygląd jej przypomniał kocurowi o jego własnym dzieciństwie, jednak ten szybko się otrząsnął z tych myśli. Chciał z nią porozmawiać. — Musisz… Wyzdrowieć — powiedział niezręcznie, jakby nie wiedząc, czym powinien zacząć dyskusję z kociakiem. W końcu, o czym kociaki rozmawiają? — Wtedy będziesz mogła robić dużo fajnych rzeczy, na przykład bawić się z rodzeństwem i poznawać nowych przyjaciół… — mruknął. Kocur złapał ostatnie świeże legowisko, kładąc je w pobliżu Łezki. — Lubisz się bawić? — rzucił.
Łezka niepewnie podniosła wzrok, lądując nim na kocurze, gdy ten się ponownie odezwał. Głos jego był ciepły, ale mimo wszystko w uszach jej brzmiał jak coś daleko, niczym echo za mgłą. Starała się go słuchać, jednak nie wszystkie słowa zrozumiała.
— Bawić się...? — powtórzyła cicho, jakby testowała to słowo na swoim języku. — Ja... Nie pamiętam. Nie pamiętam, kiedy się ostatnio bawiłam — dodała, wtulając się w swoje nowe, ciepłe legowisko. Myśl o spędzaniu czasu z innymi kotami była tak obca, tak nowa... I jednocześnie tak straszna.
<Kamienna Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz