Uśmiechnął się szeroko i wstał.
– Jasne! Dla kochanego brata zawsze! – zaśmiał się, jednak nie miał nic złego na myśli. – Co dokładnie chciałbyś przećwiczyć?
Na pysku Kamiennej Łapy pojawił się szeroki uśmiech, kiedy usłyszał słowa zgody padające z jego strony. Zastanowił się tamten przez chwilę, po czym miauknął:
– No... Na przykład atak na tylnych łapach? Albo... Albo jakieś takie ruchy z zaskoczenia?
– Ooo lubię takie! – zaśmiał się, czując, że podoba mu się, w jaką stronę idą z bratem.
Pewnie Kamienna Łapa też lubił kreatywne niespodzianki oraz ataki. Czyli jego rodzeństwo może nie miało aż tak okropnego gustu, jak pozostałe Wilczaki, no i koty z innych Klanów. Na jego pysku odruchowo pojawił się szerszy uśmiech, kiedy tylko przypomniał sobie, jak to zaatakował szpiegującego ucznia na granicy z Klanem Burzy. To było coś przepięknego. Głupi uczeń pewnie zapomniał, że przy granicy są drzewa i po prostu podłożył się na jego atak. Pewnie te królikojady nie umieją wspinać się na drzewa, gdyż nie mają żadnych na swoim terytorium.
"Ale z nich mysemóżdżki… Ciekawe, jakby sobie z takim Burzakiem poradził Kamienna Łapa?"
– Dobra to spróbujmy zawalczyć! Rzuć się na mnie, a ja postaram się cię jakoś ze mnie zedrzeć. Spróbuję techniki na tylnych łapach! – miauknął do brata, stając w odpowiedniej odległości od niego.
Kamienna Łapa przestąpił z łapy na łapę, a w jego oczach błysnęła lekka niepewność, po chwili jednak kocurek przypadł do ziemi, machając ogonem na boki.
— Dobra, to… Bądź gotowy! — miauknął i przez chwilę krążył wokół brata, aż w końcu wyskoczył w powietrze, celując na grzbiet cętkowanego. Oczywiście pazury miał schowane i pilnował się, aby na pewno przypadkiem nie zadać Dąbkowi nawet najmniejszego bólu.
Dębowa Łapa, czując, jak jego brat ląduje na jego plecach, wierzgnął zadem. Kiedy poczuł, jak Kamienna Łapa poluzował chwyt, stanął na tylnych łapach, a jego przeciwnik spadł z łoskotem na ziemię. Odwrócił się do niego.
– Żyjesz?
Partner do sparingu ociężale podniósł się z ziemi i powoli pokiwał głową.
– Nie było najgorzej… Spróbuję jeszcze raz…
– Dajesz! – krzyknął do niego Dębowa Łapa, chcąc rozpalić ten płomyczek rywalizacji w swoim bracie – Jestem ciekaw, czy dasz mi radę. Pokaż mi, czy jesteś lepszy od Wilgowej Łapy!
Mina Kamiennej Łapy się drastycznie zmieniła, jakby Dębowa Łapa trafił w jakiś dziwny i czuły punkt brata, jednak szczerze nie wiedział, co dokładnie nim było. Chodziło o to, kto jest najlepszy z rodzeństwa? Na pewno był to on, a najgorszym Wilgowa Łapa. Za to Kamienna Łapa był po prostu średni. Może brat chciał zawalczyć o jego pozycję w rodzinie? Na tę myśl źrenice Dębowej Łapy się zwęziły. Czy na pewno był to zwykły sparing, a może Kamienna Łapa chciał wybadać, jak bardzo Dębowa Łapa jest słaby?
"Co jeśli Kamienna Łapa jest lepszy?" – przekrzywił łepek, widząc, jak jego brat szykuje się do skoku – "Nie. Nie jest lepszy, to ja tutaj mam nad nimi władzę…"
Zmarszczył pysk i również się skupił. Teraz koty dookoła mogły poczuć napięcie, z jakim dwóch braci walczyło. Żadne się nie odzywało między szybkimi wymianami ciosów oraz unikami. Prychali na siebie i czasem pojawił się jakiś zduszony syk, jednak ani Kamienna Łapa, ani Dębowa Łapa nie robili sobie przerwy. Tym bardziej że robili niezłe widowisko dla Wilczaków, które właśnie w przerwie między patrolami i ćwiczeniami, przyglądali się ich sparingowi przy dobrym jedzeniu oraz dzieleniu się językami.
– Dębowa Łapo! Dębowa Łapo! Załatw go! – Było słychać głos kibicujących uczniów, w którym przebijały się głosy Tropiącej Łapy i Tygrysiej Łapy.
– Dajesz Kamienna Łapo! – Nagle zabrzmiało kilka kolejnych głosów, w których mógł usłyszeć ten jedyny.
Głos Słotnej Łapy.
"NIE MOŻLIWE, ŻE ONA KIBICUJE MU!"
Spiął się cały i szybko zerknął w małą gromadkę uczniów, którzy bacznie ich obserwowali. Rzeczywiście w tłumie futer znalazł to, którego miał nadzieję, że nie znajdzie. Słotna Łapa siedziała blisko przy Tygrysiej Łapie i wpatrywała się w Kamienną Łapę, z iskierkami podekscytowania w oczach.
Ta krótka chwila dezorientacji wystarczyła jego bratu, by wyprowadzić mocny cios tylną łapą w jego żuchwę. Oszołomiony cofnął się o krok i łapą ucisnął piekące z bólu miejsce.
"Jak śmiesz Kamienna Łapo!" – w jego żyłach zapłonęła złość.
Bez większego zastanowienia się, Dębowa Łapa zamachnął się z całej siły łapą i z wysuniętymi pazurami uderzył brata w klatkę piersiową, zostawiając krwawe ślady. Powalił go na ziemię i zadawał kolejne ciosy.
– Dębowa Łapo! Co ty wyrabiasz?! – warknął na niego Kamienna Łapa, zszokowany jego zachowaniem. Starał się bronić przed jego uderzeniami, więc również wysunął pazury.
– Zobaczysz, kto jest tutaj lepszy! – prychnął Dębowa Łapa, nie przestając drapać brata, gdy nagle ktoś złapał go od tyłu za kark i ściągnął go z brata.
Do Kamiennej Łapy podbiegł Pszczeli Rój, pomagając tamtemu wstać, a zza pleców Dębowej Łapy ukazał się jego własny ojciec, który zastawił mu drogę do jego brata.
– Nie tego się spodziewałem po tobie Dębowa Łapo! – prychnął Miodowa Kora, patrząc na niego z zawodem – Marsz oboje do lecznicy! Cisowe Tchnienie się wami zajmie!
Wytrzymał niezadowolony wzrok swojego ojca i posłał wściekłe spojrzenie swojemu bratu i tłumowi swoich kolegów i koleżanek, którzy właśnie po kryjomu śmiali się z głupiego sparingu dwóch braci, który rzeczywiście przerodziła się w bójkę.
Teraźniejszość
Pora Nagich Drzew nie była wcale taka piękna, jak mogło się wydawać, jemu, kiedy zasiadywał jeszcze w żłobku. Śnieg szybko topniał i zamieniał się lód, a piękna biel po niektórych śnieżycach od razu przemieniała się w brązową breję, która lepiła się do wszystkiego. Od sparingu z Kamienną Łapą, minęło trochę czasu, a w dodatku zadziało się tak wiele rzeczy, że nie umiał się do niektórych zmian przyzwyczaić. Jego starsza wojownicza przyjaciółka – Zaćmiony Horyzont uciekła z Klanu Wilka i z tego, co zdołał podsłuchać, to nawet jej rodzina nie wiedziała nic na temat jej ucieczki. To było naprawdę samolubne ze strony rudej! Przecież też go zostawiła, a tak świetnie ze sobą rozmawiali i sobie dokuczali! Śmierć jednej ze starszych uczennic, też wprawiła wiele kotów w konsternacje… Nikt nie chciał umierać, zanim zostałoby się wojownikiem, a tu proszę… Plamista Łapa pewnego dnia została tak po prostu przyniesiona martwa do obozu, jakby gdyby nigdy nic, a w dodatku Klan Wilka nie wydawał się jakoś bardzo przejęty jej stratą. Nie, żeby sam Dębowa Łapa, jakoś ubolewał nad jej losem, gdyż nie znał kotki i wcale nie wydawała się jakoś ciekawa na tyle, by zacząć z nią jakąś głębszą rozmowę. No i nie zapomnijmy o mianowaniu Słotnej Łapy na wojowniczkę. Jego przyjaciółeczka panieneczka zawalczyła z Wilgową Łapą, który niczym kocię na sam koniec popłakał się przy swoim mentorze. Szczerze miał bardzo mieszane uczucia do tamtego wydarzenia. Cieszył się z tego, jak udowodniono, w końcu przed wszystkimi Wilczakami, jak beznadziejny jest Wilgowa Łapa i to na jego własne życzenie, natomiast co do Ognistej Słoty, strasznie jej zazdrościł. On nadal był uczniem, a młodsza panieneczka tak po prostu teraz mogła biegać sobie sama po lesie i chodzić na patrole. Dębowa Łapa też chciałby już zostać wojownikiem i wyrywać koleżanki, by powspinać się z nimi na drzewa! Nie musiałby przestrzegać wszystkich obowiązków, które nakłada na niego Miodowa Kora.
"Przynajmniej nie spadnę już tak nisko, jak Wilgowa Łapa." – pocieszył się w myślach.
Nie dało się bardziej sknocić swojego wizerunku niż jego brat, który przed wszystkimi pokazał, jak to jest, kiedy uważa się za kota, który jest mądrzejszy od swojego mentora. Nie, żeby Mglisty Sen był, jakimś wyjątkowym i mądrym wojownikiem, gdyż był jednym z młodszych i niedoświadczonych – tak przynajmniej podsłuchał rozmowy od Bladego Lica z Sowim Zmierzchem.
– Dębowa Łapo, jesteśmy na miejscu. – powiedział w końcu Miodowa Kora, który zabrał go na miejsce Czarnych Gniazd, gdzie czekali na nich Wilczy Skowyt razem z Kamienną Łapą oraz Mglisty Sen z Wilgową Łapą.
"Wspaniale…" – westchnął i zmierzył uważnie wzrokiem swoich braci.
Nie chciał mieć z żadnym z nich sparingu. Nadal nie lubił Wilgowej Łapy, a po dawnym incydencie podczas walki z Kamienną Łapą – nie był pewien, jaką ma z nim relacje. Ciągle czuł gorycz ze wspomnieniem, jak to Słotna Łapa dopingowała jej brata.
– Dobrze więc, zróbcie rozgrzewkę i zaczynamy walkę! Musicie się postarać, jeśli chcecie zdać test na wojownika! – przemówił Miodowa Kora, patrząc surowo na każdego z jego synów.
Dębowa Łapa niewzruszony stał blisko dwójki swoich braci i z ukosa mierzył ich oceniającym wzrokiem. Nie możliwe, żeby chociaż jeden, z nich dał mu rady! Wiedział, że to on jest tym najlepszym z miotu i najbardziej lubianym przez swoich rodziców, jak i kumpli z legowiska uczniów.
[1386 słów + udział w pojedynkach uczniów]
< Kamienna Łapo, walczymy? >
[przyznano 28% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz