BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

02 grudnia 2023

Od Judaszowcowej Łapy CD. Bożodrzewnej Łapy

Podniósł się z ziemi, pokasłując. Słyszał wiwat Bożodrzewnej Łapy i zanim jeszcze pył zdążył opaść wysyczał:
— Oszustka! To nie była wygrana! — zaprotestował, po czym po raz kolejny głośno zakaszlał. 
— Ojoj, czyżby ktoś się nie umiał pogodzić z tym, że przegrał? – zamruczała przekornie Bożodrzew, mrużąc oczy z czystą złośliwością. Nie mógł tego znieść. Naprężył łapy i tak samo szybko, jak pojawił się uśmiech białej, tak też zniknął – z jej pyska wydarł się niespodziewany pisk, kiedy przygniótł ją do ziemi, przetoczył się po niej i na powrót przyszpilił kotkę, upewniając się, że czuje przez cienką skórę jego pazury. Uspokoił się trochę, spodziewając się natychmiastowego sprzeciwu wojowników, ale odezwał się jedynie Kania – kątem oka Judaszowcowa Łapa zauważył, że kocur chciał coś krzyknąć, ale powstrzymał go Dzwonek, szepcząc coś niezrozumiałego. Czyżby miał tak dość swojej uczennicy? Nie dziwił mu się.
— Dobrze, Judasz! Popal jej! — warknął z wyczuwalnym rozbawieniem mentor jego siostry, upewniając go w tym przekonaniu. Nie musiano mu dwa razy powtarzać. Czekoladowy wgryzł się (pozostając przy tym na swój sposób delikatny) w jej szyję, wywołując wężowe, przerażone ruchy Bożodrzewnej Łapy. Pozwolił się jej wyrwać z jego uścisku, ale uczennica była zbyt powolna, aby mu oddać. Czmychnął od jej łapy zanim ta zdążyła choćby go musnąć. I znowu. I znowu.
— Tylko na tyle cię stać? 
— Pilnuj języka! — odparowała Bożodrzew, wystrzelając do przodu. Przewaliła brata, ale na krótko, bo ten i tak z dziecinną łatwością zrzucił i przybił ją do twardej ziemi. Poczęła kopać go w brzuch, ale zaciskając zęby na wardze z bólu Judaszowiec utrzymywał ją w jednym miejscu. Musiał przyznać, że te pazurzaste, brudne łapy sprawiały mu ból, ale nadal stał, boleśnie szczypiąc kotkę pazurami. W końcu ta straciła siły.
— Ojoj, czyżby ktoś się nie umiał pogodzić z tym, że przegrał? — powtórzył własne słowa Bożodrzewnej Łapy w jej stronę. Ta syknęła mu prosto w twarz. Ten dźwięk był muzyką dla jego uszu. 
— Dobra, dość — zakończył ich pojedynek Przyczajona Kania. Judaszowiec posłusznie zszedł z siostry, która wstała i czym prędzej zaczęła otrzepywać swoją burą sierść z osiadłego na niej pyłu, aby ta odzyskała swój śnieżnobiały kolor. — Judaszowcowa Łapo, dobra robota. Bożodrzewna Łapo...
Pojawił się obok niego Dzwonkowy Szmer i wciął się zastępcy w zdanie.
— ...musisz popracować. Widzisz, twój brat rozpoczął trening w tej samej chwili co ty, a dzielą was chyba długości drzewa! Ale szybko go nadgonisz. Ja już o to zadbam. Prawda?
Bożodrzewna Łapa skrzywiła pysk, ku uciesze czekoladowego ucznia.
— Tja — odparła, liżąc swoją łapę, jak gdyby nic jej nie obchodziło. 
— Dziękuję, Przyczajona Kanio, za użyczenie mi swojego ucznia — podziękował mentorowi Judaszowca wojownik, uśmiechając się. — Mógłbyś ją wcisnąć do wieczornego patrolu?
Przyczajona Kania nie podzielał jego entuzjazmu. 
— Znajdzie się dla niej miejsce — odpowiedział jedynie. — I również dziękuję. Judaszowcowa Łapo, chyba możemy wracać?
— Oczywiście. — Kocur otrzepał się sam z brudu i poszedł za mentorem, zostawiając Bożodrzew samą z mentorem. I swoją irytacją.

***

Ledwo co zasnął. Miał ciężki dzień, męczący przede wszystkim. Kania mówił mu, że wyrobił niezłą masę mięśniową i umiejętności i prawie nie wystawiał do treningów walki z młodziakami. Uczeń podejrzewał, że ten nie chciał, by po raz kolejny kogoś boleśnie sprał. Tym razem nawet Judaszowiec oberwał i do samego końca szczypało go za uchem krwawe obtarcie. Musiał poprosić Czereśniową Gałązkę, aby mu tam nałożyła opatrunek. Jego upragniony sen jednak został szybko przerwany. Śnił przez chwilę, a teraz coś go rozbudziło. Nie otwierał jednak oczu. Miał nadzieję, że zaraz znowu zaśnie. 
Coś było nie tak. Zauważył to po chwili, że już czuł się całkiem wypoczęty, pomimo uprzedniego wyczerpania. Przeciągnął się, głośno ziewając i nareszcie otworzył ślepia. 
Znajdował się... w lesie? Gdzie kamienne ściany legowiska? Gdzie chrapiąca Bożodrzewna Łapa u jego boku? Został naćpany i porwany? To wszystko dlatego? Co się stało???
To nie był las, który znał, ten, który rosnął na terenach klifiaków. Przeróżna mieszanka lasu liściastego i iglastego otaczała go, robiąc miejsce na niewielką, łąkową polanę. Była noc, jednak wyjątkowo jasna, jak gdyby rozświetlona tysiącem gwiazd. Gdy spojrzał w niebo ujrzał lawendowy, snujący się od jednego horyzontu pas, znikając pośród czubków sosen. Patrzył się przez chwilę z rozwartym pyskiem – nigdy w życiu nie widział czegoś podobnego. Przyjmowane przez nią barwy, przeróżne kształty, jak gdyby ktoś rozsypał po nieboskłonie kosmiczny pył i skupił w nim wszystkie widoczne normalnie gołym okiem gwiazdy, pomnożone przez tysiące. Obserwację przerwał mu cichy szmer wychodzący zaraz z naprzeciwka. Zwrócił ku jemu źrenice. Spomiędzy grubych dębowych pni wyłaniała się coraz lepiej widoczna kocia sylwetka, błyszcząca się delikatnie w świetle księżyca i gwiazd, zostawiając za sobą połyskujący ślad. Odebrało mu to na chwilę w płucach dech. Nie bał się obcego, bo już doskonale wiedział, gdzie się znalazł. Na terenach Klanu Gwiazdy.
— Witaj, śmiertelny. — Jasny (niemożliwego do rozpoznania koloru futra w nocnej poświacie) kocur z małymi, migoczącymi punktami utkwionymi między jego futrem płynął po falującej trawie, idealnie falując wraz z nią. Judaszowcowa Łapa aż wstrzymał z wrażenia oddech. Im bardziej gwiezdny się do niego zbliżał, tym większy się zdawał. Czy taki był od początku, czy rósł w jego oczach? — Cieszę się, że mam możliwość z tobą porozmawiać.
W końcu duch zatrzymał się, a czekoladowy musiał podnieść znacząco brodę, by móc spojrzeć mu prosto w twarz. Dopiero teraz zauważył, że spod jego przednich łap unosi się światło i zwrócił ku nim na chwilę wzrok. W pazurach, zaciśniętych na nim jak łapa orła, trzymał piorun wypuszczający z siebie jasne iskry, które opadały jednak na ziemię nie wywołując ognia. Nie potrafił oderwać oczu. Wiedział, że jest wyjątkowy. Wiedział, że jest wybrany! A nikt mu wcześniej nie wierzył! Nikt! W końcu otrząsnął się z początkowego szoku i opuścił z szacunkiem głowę.
— W-witam — po raz pierwszy w życiu czuł się, jakby zabrakło mu słów. — Dlaczego mnie odwiedzasz? Z jaką informacją do mnie przybywasz?
— Przychodzę w imieniu całego Klanu Gwiazdy, Judaszowcowa Łapo. Wszyscy z nas tam znają cię bardzo dobrze — miauknął, a echo jego głosu roznosiło się po całej polanie, brzmiąc nierealnie, jak za mgłą lub szkłem. Mówił  beznamiętnie, ale uczniowi zdawało się, że na jego pysku może zobaczyć... uśmiech? — Me imię brzmi Potrójny Majestat. Byłem medykiem jednego z klanów przed wielu laty, twardo trzymającym się naszych zasad i wyznania. Czekaliśmy na ciebie — przyznał duch i na chwilę zrobił pauzę. Judaszowcowa Łapa nie miał zamiaru mu przerywać, milczał, wpatrując się w jego wielkie, rozjarzone oczy. — Zostałeś wybrany.
— Wybrany? Do czego? — wyślizgnęło mu się z ust i zanim mógł pomyśleć, już było za późno. Trójka nie okazał jednak po sobie niczego, co by wskazało, że został tym urażony.
— Do powstrzymania zła — mruknął, a jego głos rozbrzmiał jak błyskawica, którą trzymał w łapie. — Tego zła, którym klany zostały przesiąknięte. Tego, które nad nimi czyha. 
Judaszowcowa Łapa przełknął nerwowo ślinę. Miał powstrzymać niebezpieczeństwo? Jakie niebezpieczeństwo? Miał w głowie tyle pytań! W końcu zdecydował się na choć jedno z nich:
— Czy powinienem zostać medykiem? — zapytał. Nie nurtowało go to pytanie wcześniej, lecz... skoro Potrójny Majestat odezwał się do niego, był za życia uzdrowicielem i sam przyznał, że Judaszowiec był przepowiedziany, może powinien podążyć jego szlakiem?
— Krocz w stronę, którą uważasz za słuszną — odparł bez wahania duch. — A ja będę cię prowadził. Zapamiętaj mnie.
Judaszowiec zamrugał. Nie spodziewał się takich słów z jego ust. 
— Zapamiętam — zapewnił uczeń, gorliwie przytakując głową. — Chcesz mi powiedzieć coś jeszcze? Ostrzec przed kimś, Potrójny Majestacie? Kiedy następnym razem się spotkamy? — zaczął dopytywać i nawet poniósł się głos ducha, jednak rozmazany i niezrozumiały. Sama jego sylwetka zaczęła się rozrzedzać, tracić swą masę i powoli zatapiać w otaczającym ją lesie. Nawet jeśli Judaszowcowa Łapa chciał zostać tu na dłużej i więcej porozmawiać z gwiezdnym, jego pole widzenia zaczęło się rozjeżdżać, a własne łapy ciążyć. Opadł na miękką, zroszoną trawę i zupełnie utracił swą senną przytomność.

***

Tak szybko, jak jego głowa uderzyła o ziemię po drugiej stronie, tak po tej czekoladowy momentalnie ją uniósł, otwierając szeroko oczy. To nie był zwykły sen. To nigdy nie były zwykłe sny. Wiedział, że był stworzony do rzeczy wyższych i teraz się o tym przekonał! Teraz wszyscy musieli mu uwierzyć! 
— Psst!! Bożodrzew! — syknął tak cicho jak potrafił Judaszowcowa Łapa do siostry, która spała jak kamień. Musiał podzielić się z kimś informacjami. — Bożo. Bożo. Bożo! — w końcu sprzedał jej uderzenie między oczy i dzięki bogu, biała kotka rozbudziła się bez piśnięcia, a jedynie przykryła twarz łapami i zaczęła się przeciągać. To nie był jej pierwszy raz, gdy brat budził ją w ten sposób. 
— Czego? — wymruczała, na wpół jeszcze we śnie, rozmasowując obolałe miejsce.
— MUSZĘ ci o czymś powiedzieć — szepnął, rozglądając się po śpiących uczniach. Nie chciał jednak, by podsłuchiwały ich takie półgłówki, zwłaszcza pokroju Gorączkowej Łapy. Chciałby wyjść z legowiska, najlepiej nawet obozu, ale jak, kiedy strzegł go strażnik? Myśląc jeszcze warknął do Bożodrzewnej Łapy: — Ugh, pierdoło, czemu musiałaś mieć białe futro!
Kotka zamrugała zdezorientowana, widocznie jeszcze jedną łapą w sennym świecie. Zerknęła na śpiących wokół uczniów.
— Po jakiego grzyba mnie budzisz? Myślałam już, że jakiś borsuk na nas napadł. Idź spać — poleciła mu, opuszczając głowę i wygodnie rozkładając się raz jeszcze na swoim mszystym legowisku. — Nie chcę słuchać i wspierać twoich urojeń. 
Judaszowiec już uniósł na nią łapę, zastanawiając się jakim cudem tak długo wytrzymał z tym mysim bobkiem, ale wziął głęboki wdech i ponownie zaczął analizować.
— Kto dzisiaj stoi na straży? — zapytał Bożodrzewnej Łapy, która niechętnie otworzyła po raz kolejny jedno oko, myśląc, że to już koniec rozmowy.
— Jakiś rudas. 
— Nie mamy w klanie rudych kotów.
— Naprawdę? — zdziwiła się Bożo. — A to heca.
Judaszowcowa Łapa głęboko westchnął, czując wypełniającą go aż po końce uszu irytację.
— Z tobą się nie da normalnie pracować — zawarczał, już zrezygnowany kładąc się na własne posłanie, choć był przekonany, że nie da rady zasnąć. Kiedy tylko zamykał oczy miał przed oczami tą wielką posturę, a w uszach odbijał się nadal boski głos Potrójnego Majestatu.
— Bławatkowy Wschód.
Podniósl z zaciekawieniem jedno ucho, słysząc nieoczekiwanie głos Bożodrzewnej Łapy.
— Co?
— No jest strażnikiem! Na Klan Gwiazdy, na mnie narzekasz, a sam masz mysi móżdżek... — pufnęła. — Co planujesz?
Już zacierał łapy. Bławatek, z jakiegoś powodu, go lubił, więc łatwo mu będzie go przekonać, aby ich wypuścił. Na chwilkę. Nie obrazi się prawda? Otwierali razem kraby, spali w jednym legowisku jeszcze pół księżyca temu, na pewno się zgodzi.
— Chodź — rozkazał Bożodrzewnej Łapie, która z ogromną niechęcią ześlizgnęła się ze swojego łoża. — Tylko cicho — dodał. Nadal nie chciał, aby ktokolwiek się obudził.
Wyszedł z legowiska uczniów, cicho stawiając za sobą kroki. Starał się poruszać tak cicho, by nawet nie było słychać, że w ogóle tu jest. Bożodrzewna Łapa szła za nim już z mniejszą dyskrecją, co przeklinał w głowie. Wyszli i momentalnie utkwiło na nich spojrzenie ciemnych, ale jarzących się w mroku oczu Bławatkowego Wschodu, który nie spodziewał się ich obecności.
— Co wy tu robicie? — mruknął, a zanim biała zdążyła powiedzieć coś głupiego Judaszowcowa Łapa wetknął jej w pysk końcówkę ogona i sam otworzył pysk.
— Jest taka sprawa, bardzo szybko ją załatwimy, naprawdę — mówił do niego, starając się brzmieć szczerze. — Wiem, że nie gadamy bardzo dużo, ale proszę, wypuść nas z obozu, tylko na krótką chwilę. Zaraz wrócimy. 
— Po co? — liliowy sprawiał wrażenie bardzo zdezorientowanego. Judaszowiec wiedział, że za nim Bożodrzew, gdyby nie utkanie, rzuciłaby jakąś głupotą. — Przepraszam, ale...
— Bławatkowy Wschodzie, hej — zwrócił się do niego, już z nieco twardszym głosem. — Chcesz mi pomóc, czy nie? Wrócimy zanim zdążysz się odwrócić.
Wojownik nie wyglądał na przekonanego. Widocznie się wahał.
— Jeśli wam się coś stanie, będzie wszystko na mnie.
— Sam Przyczajona Kania mówi, że zaraz będę mianowany. — Nie mówi. Ale czy Bławatek musi o tym wiedzieć? — Zaufaj mi. Nic nam serio nie będzie.
— No... dobrze — dał w końcu za wygraną. Ogon Judaszowca uniósł się, wywijając z pyska siostry.
— Wiedziałem, że można na ciebie liczyć — miauknął, kierując się w stronę wielkiego wyjścia i szumiącego wodospadu. — Uderzenie serca i będziemy z powrotem.
Kocur niepewnie skinął mu głową, widocznie niezadowolony z podjętej decyzji, ale Judaszowcowa Łapa dostał już to, czego chciał. Po prostu wyszedł, pozwalając, aby siostra go dogoniła. Odchodził od obozowiska, wpatrując się w morze pod klifem jak zaczarowany. Dosięgnął wzrokiem także las na terenie nocniaków, co przypomniało mu o swoim śnie. Zatrzymał się nagle.
— Pająki uwiły ci już sieć w mózgu? — zapytała Bożodrzew, nie podzielając jego spokoju ducha i zadowolenia, która na niego wpadła. — Wyciągasz mnie z obozu w środku nocy, wymykasz się jeszcze i to po to, aby w ciszy sobie patrzeć na wodę. Wszystko tam w porządku z twoim móżdżkiem? — warknęła. Judaszowcowa Łapa zmierzył ją wzrokiem, od góry do dołu i wypuścił powietrze.
— Już ci mówię. Ale to sekret! Największy! — ostrzegł ją, wpatrując się prosto w jej brązowe ślepia. — Jak komuś powiesz, to cię przerobię na karmę dla wron. 
— Mówisz mi to codziennie — parsknęła Bożodrzew, całkiem niewzruszona. — I jakimś cudem nadal mnie nie rozdziobały.
— Teraz mówię naprawdę. Przysięgnij mi! 
— No dobra! — odskoczyła nieco, machając ogonem. — Przysięgam. Znalazł się...
— To słuchaj. Odwiedził mnie duch z Klanu Gwiazdy — powiedział poważnie, nadal czując w kościach tą bijącą od niego energię.
— Znowu? — zachichotała Bożodrzew. Bez namysłu Judaszowcowa Łapa pacnął ją łapą.
— To nie jest żart! Nazywa się Potrójny Majestat. Znalazłem się na polanie, wokół las, a nade mną... zamiast ciemnego, nocnego nieba piękny gwiezdny pas... nigdy czegoś takiego nie widziałem — przyznał, mówiąc jak zaczarowany. — I się pojawił duch i był ogromny, jak drzewo, a w łapie trzymał piorun. I powiedział mi, że jestem wybrańcem, zniszczę wiszące nad klanami zło a on mnie będzie prowadził...

<Bożodrzewna Łapo?>

[trening wojownika; 2186 słów]
[Przyznano 44%]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz