BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?

W Klanie Nocy

Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.
Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 7 grudnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

12 listopada 2025

Od Zawodzącego Echa

 Gdzieś w oddali rozlegał się trajkot zięby. Wiatr świstał w legowiska, miotał krzewami otulającymi burzackie posłania; rozchwiany, roztańczony biegał po niebie, wciskał się we szparki, rozwichrzał gęste futra kotów, wspomagał i przeszkadzał przy polowaniach. Pora nagich drzew, przypominająca bardziej żmudną, nijaką końcówkę pory opadających liści - ale może w tym był jej urok?
Spadł na niego ciężar. Odpowiedzialność, o którą nigdy nie prosił; która sama przyszła mu w udziale wraz z oczekiwaniami, wraz z niepohamowanym pragnieniem za normalnym życiem, za bezpieczeństwem, którego Burzacy od dawna już nie odczuwali.
Nie winił nikogo za te oczekiwania, ale winił siebie, że tak ciężko było mu im sprostać.
Prowadzenie śledztwa dotyczącego śmierci Rozkwitającej Szanty i Koziego Przesmyku teraz w całości leżało na nim. Nie było to łatwe zadanie, bo poza mylną intuicją i tym skrawkiem informacji, które dostarczyły mu ciała, nie miał żadnych dowodów ani niczego, co pomogłoby jasno wyznaczyć sprawcę. Nie mógł skazać nikogo opierając się na "swojej intuicji". Nie wybaczyłby sobie, gdyby choć jeden niewinny kot został zmuszony do opuszczenia klanu, zwłaszcza w taki mróz. 
Dlatego zdecydował się na przeprowadzenie głosowania. Wysłuchał każdego kota, który miał coś do powiedzenia w sprawie tych śmierci - nawet samych oskarżonych, bo przecież odbieranie im głosu byłoby zwykłą niesprawiedliwością. 
Nie zamierzał opierać swojej decyzji wyłącznie na tym głosowaniu, które - nawet, jeśli żądał uzasadnienia decyzji i wyraźnych argumentów, dlaczego ktoś uważał danego kota za mordercę - wciąż było tylko zbiorową wymianą opinii. A opinie nie zawsze były racjonalne i nie zawsze pokrywały się z rzeczywistością. Chciał też przemyśleć to, co on sam zaobserwował wśród członków klanu i co uważał za bardziej prawdopodobne. Ale on też mógł się mylić.
Klanie Gwiazdy... że też jemu przyszło zajmować się takimi sprawami. W młodości nigdy by nawet tego nie rozważał. Bardziej interesowały go hulanki i sprawy, które teraz określiłby jako niepoważne. 
Westchnął głęboko i położył po sobie uszy, prawie jak skarcone kocię, gdy wstąpił do Skruszonego Drzewa i podążył na górę w kierunku legowiska jego ojca. Nie wiedział, dlaczego wciąż liczył na jakąkolwiek inną odpowiedź. Dlaczego wciąż przychodził. Dlaczego po prostu nie zmusiłby ojca do przejścia do starszyzny, dla jego własnego dobra i dla dobra klanu. W tym jednym nie potrafił być stanowczy.
Wszedł do środka, nie alarmując nawet swojej obecności żadnym zwykłym, prostym "cześć" czy "witaj, tato" - ale Królik i tak, zdawałoby się, był świadomy, że tu przyszedł. Nawet, jeśli nie obrócił głowy, nawet, jeśli nie wstał z posłania. Ledwo skubnięty królik leżał gdzieś w środku kamiennej jamki. 
— Tato... — świeży zastępca, przyszły lider, a pisnął jak niedoczekana mysz. Gardło ścisnęło mu się w jednym momencie. 
— Nie patrz na mnie. Nie chcę, żebyś patrzył.
— Przestań gadać głupoty. Żyjesz tak długo, przeżyłeś tyle kotów, i zamierzasz poddać się po śmierci mamy? I Kruka? Daj spokój. Oni by nie chcieli, żebyś po nich płakał i leżał w legowisku, nie ruszając się z miejsca. 
Nie odpowiedział. Echo westchnął głęboko i zirytowany machnął ogonem.
— Odejdź do starszyzny. Nie musisz nieść tego ciężaru. Należy ci się odpoczynek, jak Przepiórce. 
— Odejdę do starszyzny, a wtedy co? Co wtedy, Echo? Nie dostaniesz wszystkich żyć, bo wciąż będę dychać, jak ten parszywy, nieużyteczny, nieprzydatny szczur. Byłbyś dobrym liderem. Zasługujesz na to, by mieć dobry początek, by dostać dary, które pomogą ci chronić klan. A ja odebrałbym ci coś, na co zasługujesz. I miałbym żyć, będąc ciężarem? Wiedząc, że moja śmierć przyniosłaby więcej pożytku, niż moje życie? Powinienem...
— Przestań — przerwał mu natychmiast Echo, w nagłej, gorączkowej złości. 
Królicza Gwiazda wzruszył ramionami.
— Sam widzisz — skwitował. — I w ten sposób tkwimy w błędnym kole. 
— Zwariowałeś i gadasz bzdury — fuknął Echo. — Świat się nie skończył. Wstań na nogi i zrób coś, choć raz, dla tego klanu, na Gwiezdnych! Wiesz w ogóle, co się dzieje?!
— Śmierć, śmierć, śmierć... Wszędzie gdzie nie spojrzysz. Ataki samotników, ataki Burzaków na Burzaki, a teraz kolejne dwie ofiary. Poczekaj ze dwa sezony, nikogo już tu nie będzie.
— Z takim "liderem" to bardzo prawdopodobne! — wrzasnął Echo, straciwszy cierpliwość. Zaraz odetchnął, policzył w głowie do dziesięciu i spojrzał na ojca już łagodniejszym spojrzeniem. — Wybacz. Martwię się o ciebie, tato. Jesteś niepodobny do siebie. 
— Zawsze byłem słaby. Może niepotrzebnie przyjmowałem do klanu te samotniczki. Pożarowa Łapa jest tu ledwie od kilku świtów, a teraz morderstwa...
— A mielibyśmy zostawić je, by się wykrwawiły? Wtedy nie różnilibyśmy się od bandy dzikich włóczęgów. My mamy honor, a honorowy wojownik nie zostawia na śmierć umierającego kota. Wojownik nie zabija bez potrzeby. Czy pozostawienie kogoś, kto umiera, sobie samemu, nie jest zwyczajnie pośrednim morderstwem?... — zawiesił głos, nie oczekując odpowiedzi. — Nie, to nie Pożar. Czemu miałaby to robić? Mści się? A może... Ech, sam już nie wiem.
Królicza Gwiazda nie odpowiedział, ale spojrzał na niego długim, pozbawionym wyrazu spojrzeniem. Echo odebrał to jako skwitowanie rozmowy. Wiedząc, że niczego więcej już nie wskóra, spuścił głowę, odwrócił się i zszedł na dół Skruszonego Drzewa, by znów wyjść do obozu. Ledwo jego głowa wyłoniła się z półmroku, a wszelkie spojrzenia już obeszły go jak stado pająków. Nie po to, by poklepać go po głowie, pogratulować awansu - po to, by zacząć domagać się wyjaśnień, rezultatu przesłuchań i głosowania. Co było więcej niż zrozumiałe. Ale taka fala oczekiwań dla tak młodego, świeżego zastępcy była wręcz przygniatająca.
— Kto. Kto jest odpowiedzialny za śmierć mojej siostry?! — domagał się odpowiedzi Kminkowy Szum.
— A co ty taki rozgorączkowany? — powiedział w jego stronę Świerszczowy Skok. — Unikałeś odpowiedzi na zadane ci pytania. Gdzie się włóczyłeś o zmroku? Może to ty jesteś odpowiedzialny za jej śmierć?
— Lisie Łajno!... Myślisz, że bym zabił swoją siostrę? Od tych twoich dramatów rodzinnych ci się w głowie poprzestawiało, ot co! Pewnie chcesz zrzucić na mnie podejrzenia, bo sam zabiłeś. No dalej, możesz się przyznać, Świerszcz. Wszyscy znamy twoją naturę!
— Brata w żałobie oskarżać o morderstwo!... — sapnęła Szafirkowy Wiatr najwyraźniej w szoku. — Klanie Gwiazdy, to już okrucieństwo...
— Macie mnie za wariata. Nigdy nie zrobiłbym czegoś takiego.
— Dziwne, bo ty miałbyś najwięcej powodów, by to zrobić.
W klanie wrzało od przepychanek i konfliktów. Zawodzące Echo miał wrażenie, że zaraz wszyscy siebie rozszarpią, a w powietrzu zaczną latać kłęby futra. Każdy próbował siebie przekrzyczeć. Wrzaski przyćmiewały jego próby uspokojenia sytuacji.

Już byście dawno wszystko wiedzieli, 
niech mi w to każdy wierzy -
- gdybyście choć trochę pomyśleć umieli, 
że na tym mordercy zależy.

Już by każdy z was wszystko wiedział,
gdyby słuchać się nauczył pierwej, nim gadać
już by z nami wrogi ton nie siedział,
co na nic, gdy brat bratu woli rany zadać.

Już by każdy z was wszystko wiedział,
gdyby pomyślał, nim powiedział;
już by z was każdy wszystko wiedział,
czyj głos najokrutniejszy akt poprzedzał
siarczyste słowa, srogie przekleństwa
cierpka mowa, gniewne szaleństwa
zawsze lepsze łatwe odpowiedzi?...

Kto milczy, ten ma głosu najwięcej;
Kto milczy, ten ma najzdrowsze oczy
Kto milczy, ten w mowie niemej
Widzi każdą najlepszą intencję.

Wędrujące Niebo wyłonił się gdzieś z wysokich traw, by stanąć pośród skłóconych Burzaków. Czuwająca Salamandra stała tuż koło niego; zwykle zażenowana kompanem, teraz jednak jakby popierała jego słowa. Kiwała głową, wskazywała na niego, nawet otworzyła pysk, z którego rozległo się jedynie bezdźwięczne, bezkształtne chrząknięcie. 
— A co ty możesz wiedzieć?— mruknął cicho Świerszczowy Skok. — Nie czas teraz na głupie wierszyki. Nie potrzeba nam teraz kronikarza prawiącego morały oplecione w rymowane bajdurzenie, tylko zastępcy, który wskaże nam winnego.
— Na nic mi żadna, najszczersza nawet bajka była, gdy największa - koniec końców - zawsze będzie głupców siła. 
Świerszcz spojrzał na niego chłodno, ale nie zdążył odpowiedzieć.
— Dziękuję, Wędrujące Niebo — Echo skinął kronikarzowi głową. — Dziękuję.
Tłum wreszcie wyciszył się nieco, a wszelkie głosy, szepty i spiski zniżyły się o solidny ton, pozwalając mu skupić myśli. Wyminął koty koczujące w trwodze pod Skruszonym Drzewem, nie zwracając uwagi na zniecierpliwione i głodne wyjaśnień spojrzenia, które omiatały go coraz ciaśniej z każdym krokiem. Pytania niemal toczyły mu drogę. 
— Kto jest mordercą?
— Co wynikło z głosowania?
— Powiesz nam wreszcie, co się dzieje?
— Czy powiedziałeś nam wszystko?
— Odpowiedz nam wreszcie na pytania! Gdzie ty się wybierasz? — syknęła zniecierpliwiona Śnieżycowa Chmura, gdy zignorował już któreś pytanie z kolei. 
— Nie jestem jeszcze pewien — powiedział, zmierzając do środka wieży.
— To się pospiesz! Zanim ty nabierzesz pewności, już dawno wszyscy będziemy zakopani pod ziemią! Albo na drodze grzmotu! — fuknęła Ognista Piękność. 
Znowu zbył wszystkie te głosy milczeniem. Nie był w stanie racjonalnie odpowiedzieć na którekolwiek z tych pytań. Nie w tym momencie, nie w takim tłoku, ścisku i nerwach; wszyscy byli zdenerwowani, nikt nie myślał trzeźwo. Wszyscy skakali sobie do gardeł, bo każdy, najbliższy nawet kot mógł być odpowiedzialny za śmierć tamtej dwójki. 
Teraz wątpił już nawet we więzy rodzinne. Nie wierzył już, że ma jakiekolwiek znaczenie, czy ktoś jest synem, bratem, kuzynem czy ojcem ofiary. Chomik pokazała im, że wspólna krew nie chroniła przed niechybną śmiercią. Czasem nawet była zapalnikiem. 
Nie chciał już dzisiaj wyznaczać mordercy. Całe to śledztwo opierało się na ślepej intuicji i niemej nadziei na znalezienie sprawcy ze szczątkowymi dowodami. Oczywiście; jeśli dużo kotów miało zastrzeżenia do konkretnej osoby, szansa na to, że to właśnie ona była odpowiedzialna za zbrodnię była dużo wyższa. Ale nigdy nie mogli mieć pewności. 
Niecierpliwość klanu zmusiła go do podjęcia decyzji wcześniej, niż zamierzał. Wszyscy zagłosowali niemalże jednogłośnie. Choć on wciąż czuł się, jakby brakowało mu elementu układanki.
Co miałoby go popchnąć do czegoś takiego?
Wstąpił na górę Skruszonej Wieży. Ojca już tam nie było. Musiał pójść do medyków po zioła uspokajające. Echo westchnął głęboko. 
Spojrzał w bladziutkie, skąpe światło pochmurnego nieba wpadające przez otwór wieży. Podszedł do jego krawędzi, z dołu widząc cały klan niecierpliwie czekający na wyrok. Nigdy nie przypuszczał, że kiedykolwiek będzie musiał radzić sobie z taką sytuacją. 
— Klanie Burzy. Świt temu naszą świętą ziemię otwartą na gwiezdne niebo splamiła krew. Krew przelana przez jednego z nas. Śmierć ponieśli Kozi Przesmyk, nasz najstarszy wojownik, który do samego końca oddał się służbie... i Rozkwitająca Szanta. Nasza wieczna królowa, która wychowała i opiekowała się tyloma kociętami, a jednak każde potrafiła kochać tak samo. Niestety, jak część z was już słyszała, mogłaby zaopiekować się kolejnymi kociętami, gdyby tylko nie ten jeden niefortunny dzień. Szanta była w ciąży. 
W oczach tych, którzy już wiedzieli, na nowo rozbłysły ogniki gniewu żądne wyjaśnień i surowej kary. Ci, którym nie było wcześniej wiadome o ciąży Szanty, znieruchomieli, szeptali między sobą, dopytywali się innych wojowników o szczegóły.
— Medycy przygotowują ciała do pogrzebu. Odbędzie się dzisiaj pod nocnym niebem. Niech ich dusze, a także dusze nigdy nienarodzonych kociąt, zaznają odpoczynku u boku zawsze polujących wojowników w Klanie Gwiazdy.
Tłum ucichł, jakby w skromnym i symbolicznym sposobie wyrażenia żałoby z powodu śmierci szanowanych dość kotów w klanie. 
— Wszyscy dobrze wiecie, że oddałem wam głos w sprawie wyznaczenia winnego. Wierzę, że zeznania i uwagi całej grupy mają większą wartość od decyzji podejmowanych przez jednego kota. Poprzez dzielenie się obserwacjami dojście do właściwego wniosku jest dużo łatwiejsze. Nie jestem zadowolony z tego, że muszę stać tu, przed wami, i wybierać winowajcę spośród twarzy, które były dla mnie - mniej lub bardziej - miłe i życzliwe. Nie jestem zadowolony z tego, że muszę wybierać spośród moich braci. Ale morderca musi ponieść karę za swoje zbrodnie. 
Wystąpił naprzód. Gdy już wypowie to imię, nie będzie odwrotu. Nie będzie mógł się wycofać. Obóz znowu zagrzmi krzykiem i awanturą, a w słabym zimowym słońcu zalśnią kły i pazury.
— Mordercą jest Świerszczowy Skok.
Cały klan jakby zaparł dech; jakby nagle całe powietrze uleciało z obozu. Wszystkie spojrzenia zwróciły się w stronę Świerszczowego Skoku, który znieruchomiał w całkowitym szoku i otępieniu. Zaraz potrząsnął głową, a na rozszerzonych ze zdumienia oczach pojawił się wyraz gniewu przemieszanego ze strachem. 
— Co... Co to wszystko ma znaczyć? Macie w ogóle jakieś dowody?! — syknął, kładąc po sobie uszy. — Nikogo nie zamordowałem. To wszystko niepoparte niczym domysły! To przecież absurd. Nie zrobiłbym tego. Za kogo wy mnie macie?
— Zabiłeś już kota.
— Norniczy Ślad! — bronił się zawzięcie Świerszczowy Skok. — Norniczy Ślad, która zabiłaby Przeplatkę i Klan Gwiazdy wie, kogo jeszcze, gdyby nie ja! Czy wy wszyscy jesteście ślepi? Nie widzicie, jak gra się wam na nosach? To ona! To ona musiała zabić! — wskazał na Pożarową Łapę. —  Nie widzicie? Dołącza z tą swoją Saharą i ledwie kilka dni później dwa koty giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Trzeba być głupcem, by tego nie zauważyć. Nie pamiętacie już, że już wcześniej była karana za atak na kota? Decyzja o przyjmowaniu jej z powrotem do klanu sama w sobie już była durna.
Zbliżył się w desperacji do Pożarowej Łapy, ale Ognista Piękność zagrodziła mu drogę. 
— Odczep się od mojej córki. Z nas wszystkich to ty tu jesteś najbardziej podejrzany! — rzuciła w jego stronę. — Wszyscy wiemy, jakie masz pokręcone relacje z Zawilcową Koroną. Wszystko masz wypisane na swoim pysku. Może specjalnie chciałeś zamordować jego siostrę, co? Chciałeś mu dopiec? No, przyznaj się. Masz obsesję, każdy ślepy by to zauważył! I jeszcze śmiesz oskarżać moją córkę, żeby się wywinąć!
— Bądź. Cicho — rzucił chłodno kocur. — Nigdy bym ich nie zaatakował. Nigdy. Nie miałem w tym żadnego celu. Jaki miałbym mieć cel?
— Czyli jakbyś miał cel, to byś zaatakował?
— Łapiesz mnie za słówka.
— To musiała być Pożarowa Łapa — wtrącił się Rumianek. — Skąd macie pewność, że sama nie skrzywdziła tej swojej Sahary, żeby umożliwić sobie zostanie w klanie, hę? Wiedziała, że nie przyjęlibyśmy jej z powrotem, i wiedziała też, że nie porzucilibyśmy na pastwę losu umierającego kota. Zastanawialiście się, dlaczego Sahara jest tak ranna, że nie jest nawet w stanie wybełkotać słowa medykom, a Pożar jakimś cudem wróciła tu w kawałkach? Naprawdę myślicie, że to przypadek?
Burza głosów narastała. Do rozmowy wtrącił się Ruda Lisówka.
— Nie wykluczam, że to może być Świerszczowy Skok, ale spójrzcie chociaż na Kminkowy Szum. Kto inny mógłby wiedzieć o ciąży Szanty, jeśli nie rodzony brat? 
— Pozostali bracia jakoś nie wiedzieli — mruknęła Śnieżyca.
— Widziałem, jak rano wychodził z obozu. Czy on przypadkiem nie zeznawał, że wyszedł w południe? Gubi się we własnych zeznaniach. I wcale nie odpowiedział na to, gdzie był o zmierzchu! To jest zachowanie nieumiejętnego mordercy.
—  Możecie przestać oskarżać mnie o zamordowanie mojej własnej siostry ze szczególnym okrucieństwem? —  warknął w końcu Kminkowy Szum, dotąd  milczący. —  Nawet nie wiecie, jaki to jest szok ze świtu na świt przeżyć coś takiego. Dziwicie się, że miesza mi się w głowie? Ja już nawet nie pamiętam, co robiłem dziś rano! Nie spałem od jej śmierci. Chcecie mordercę - macie Świerszczowy Skok. To on jest za to odpowiedzialny. To on zabił. Jeśli był w stanie zabić Nornicę, to czemu nie Szantę? Nie Kózka? Już nam pokazał, że potrafi to zrobić. 
Na chwilę ucichli, gdy odezwał się Szepcząca Pustka. Kto mógł wiedzieć więcej niż kot, który żył tak długo, że widział już niemal wszystko?
— Macie krótką pamięć, moi kochani. Zapomnieliście już, co się stało z Pajęczą Lilią? Wszyscy ucichli tak szybko po jej śmierci. Oczywiście, wtedy można było myśleć o przypadku, ale teraz?... Wszystko nabiera sensu. Spójrzcie: Dryfujący Fluoryt już dwukrotnie była w pobliżu miejsca zbrodni w momencie ich popełnienia. Najpierw znalazła Pajęczą Lilię, a teraz - między wschodem, a szczytowaniem słońca przebywała najpierw nieopodal Upadłego Potwora, a potem na Wrzosowych Polanach. Nie uważacie tego za dziwne? — zrobił krótką, wymowną pauzę. — Ale to nie wszystko. Pajęcza Lilia została odnaleziona w Przybrzeżnym Oku. Jej ciało było zatopione w wodzie po same brzegi. A teraz znaleziono ciało Szanty, przemoczone do kości; w dodatku pozostawione na Drodze Grzmotu niedaleko rzeki. To musi być Dryfujący Fluoryt. 
— No... Nawet imię się zgadza. "Dryfujący"... — zamyślił się Cyklonowe Oko. — Może zrobiła sobie z tego znak rozpoznawczy.
— Jak możecie oskarżać mnie o takie rzeczy... — szepnęła Fluoryt, aż ścisnęło jej się gardło.
— Dość! — zagrzmiał wreszcie głos Zawodzącego Echa, który był już poddenerwowany tymi wszystkimi dyskusjami. — Decyzja jest ostateczna. Niemal wszyscy jednogłośnie uznali, że Świerszczowy Skok jest odpowiedzialny za zbrodnię. Pokazał nam już, że potrafi zabić, a jego skomplikowane relacje z Zawilcową Koroną, bratem zabitej, potwierdzałyby tę tezę. Kozi Przesmyk mógł zwyczajnie znaleźć się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie i zostać szybko zabity, by morderca mógł zająć się Szantą, która stanowiła większe wyzwanie. 
— To jest... To jest... — głos Świerszczowego Skoku przycichł, jakby w zaskoczeniu. — Nie daliście mi się wytłumaczyć.
— Świerszczowy Skoku, czas najwyższy, abyś odpowiedział przed Klanem Gwiazdy i przede wszystkim - przed zamordowanymi, za swoje zbrodnie. W imieniu całego klanu skazuję cię na...
— Zawodzące Echo?
 Niepewny głos przebił się przez huk rozmów. Skowroni Odłamek, dotąd siedzący w całkowitym milczeniu i z oddali przysłuchujący się debacie, wreszcie się odezwał; w jego oczach malowało się czyste przerażenie, wzrok błądził po tłumie kotów, a ogon drgał nerwowo.
— Jeśli w jakiś sposób... przyczyniłem się do śmierci któregoś z kotów... ja również chciałbym zostać ukarany — przerwał, aby przekręcić nieznacznie głowę i rzucić krótkie spojrzenie za obóz. Poruszył się niespokojnie, a jego żałośnie wyglądająca sylwetka zarysowała się pod zjeżonym futrem.
"...Wygnanie."
Nie pamiętał, czy dokończył wypowiadać słowa wyroku. Ale nie miało to znaczenia, bo Klan Burzy wybrał już sobie sposób rozliczenia się ze sprawcą.
Samosąd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz