Burzowe Chmury pragnął dram w klanie i je dostał.
Słoneczny Fragment z bólem serca spoglądał na swojego ucznia, który nie tyle co stracił swoją matkę, a w dodatku młodsze rodzeństwo. Srebrzysty siedział u boku swoich braci, kiedy Zawodzące Echo udzielał informacji dotyczących ustaleń w sprawie śmierci Rozkwitającej Szanty i Koziego Przesmyku. Jedno było pewne, morderstwo. I to najprawdopodobniej z łap jednego z pobratymców; samotnicy nie traciliby czasu, aby zacierać ślady. Słoneczny Fragment zmrużył oczy, starając się pozbierać myśli.
"Czy śmierć Pajęczej Lili to naprawdę był wypadek, tak jak wszyscy uważali?"
Czy może śmierć medyczki była przedsmakiem morderstw, które tak naprawdę nieuchronnie na nich czekały, na każdego z nich. Czy istniało między tajemniczymi śmierciami powiązanie? Czy gdyby kremowy nie porzucił swojego własnego prywatnego śledztwa, starszy oraz wieczna królowa byliby żywi?
Te i inne pytania dręczyły umysł kocura. Nie znał na nie odpowiedzi. Nie mógł cofnąć czasu i udaremnić tych zbrodni. Mógł jedynie mieć nadzieję, że duszom zmarłych udało się zaznać spokoju.
Dłuższa sierść wokół szyi, jak i ta na grzbiecie nastroszyła się, kiedy Zawodzące Echo poinformował klan, o kotach, które były podejrzane w sprawie zabójstwa. Wśród nich pojawiło się imię pewnej kocicy, która jako jedna z pierwszych znalazła ciało Pajęczej Lili. Dryfujący Fluoryt. Słoneczny Fragment spojrzał w stronę niebieskiej kocicy, wcześniej wymieniając porozumiewawczo spojrzenie z Burzowymi Chmurami. Jednak kiedy usłyszał imię syna Rozkwitającej Szanty padające z pyska "kuzyna", spojrzał się na czarnego z niedowierzaniem. Nawet jeśli rudy znajdował się w okolicy, gdy doszło do morderstw, Słoneczny Fragment na miejscu Zawodzącego Echa nie uznałby go za podejrzewanego. Tak samo członków rodziny zmarłej. Wszyscy wśród nich, którzy byli uznani za podejrzanych wydawali się być ze sobą blisko. Jednak co jeśli tak naprawdę między nimi również były konflikty, jak między Norniczym Śladem oraz Przpelatkowym Wiankiem?
To samo dotyczyło członków ich rodziny. Nie, nie ich rodziny. Rodziny Zawodzącego Echo. Szakłakowa Barwa nie był mordercą, tak samo Barszczowa Łodyga; Słoneczny Fragment był tego pewien. Brązowy kocur na własne oczy widział, co znaczy utrata partnerki, matki oraz dziecka. Nie zrobiłby tego nikomu innemu, widząc przez co przechodzi Królicza Gwiazda po śmierci bliskich.
– Może powinniśmy poradzić się przodków? – spytał cicho, zbyt cicho, aby jego głos się przedarł przez tłum. Jednak Kwiecista Knieja znajdowała się na tyle blisko swojego ucznia, aby podchwycić jego propozycję. Z jej pyska padło parsknięcie; gdyby Gwiezdnych naprawdę obchodził Klan Burzy, to już dawno by zainterweniowali.
Kocur mimo, że trzymał nerwy na wodzy, martwił się, jak rozwinie się ta sytuacja. Wśród nich znajdował się morderca. Być może był tu teraz wśród nich, słuchając przemowy niebieskookiego. Czy jego imię padło, kiedy Zawodzące Echo informował wojowników o głównych podejrzanych?
Przeniosł spojrzenie na Poczciwego Dziwaczka, Szakłakową Barwę, Słodką Dziewannę i Wieleni Szlak, stojących obok Szarej Skóry i jego potomstwa. Zdecydował się przenieść bliżej grupy znajomych. Czuł na sobie spojrzenie liliowej szylkretki, kiedy zajął miejsce przed dwoma z podejrzanych; tak jakby próbował ich osłonić przed rzuceniem oskarżeń przez koty, mogące wytknąć ich pochodzenie i fakt, że nie byli duszami towarzystwa.
Poczciwy Dziwaczek przylgnął do Słodkiej Dziewanny, szeptając jest coś na ucho, na co kocica mimo smutku malującym się na pysku w odpowiedzi przytaknęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz