Co to za dzień dobroci dla dzieci? Zalotka rzadko spędzała z nią czas, czemu akurat teraz jej się coś odmieniło? Chyba… Chyba że zawsze chciała, tylko znudziło jej się czekanie na moment, w którym Pomrok podejdzie do niej pierwsza. Zadarła lekko podbródek do góry, rzucając spojrzenie na idącego z przodu mentora.
— Nie lubię go — miauknęła krótko.
Brwi starszej szylkretki uniosły się lekko.
— Idzie mi dobrze — kontynuowała. — Świetnie! Tylko nie chce mi tego przyznać. Ciągle narzeka… Ale, ostatnio mówił, że mam potencjał — na jej pyszczek wstąpił krzywy uśmiech.
Zachichotała pod nosem. Może i on też jej nie lubił, ale musiał przyznać, że była uzdolniona! Dreptała tak u boku matki, mniej lub bardziej zadowolona. Może rozmowy z nią wcale nie były takie złe…
***
Słyszała niemal bezgłośny odgłos kroków Bladego Lica. Gdyby jednak odwróciła się, szukając go pomiędzy łysymi konarami, była pewna, że by go nie znalazła.
Test. Nikt jej tego jasno nie powiedział – a tymbardziej on – ale coś wisiało w powietrzu i wiedziała, że musi się postarać. Że ten jeden raz nie może się wygłupiać i narzekać. Czuła na sobie wzrok mentora. Uważny, oceniający jej każdy ruch. Zastrzygła uszami i uchyliła pyszczek, aby zasmakować powietrza. Czy nareszcie zbliżał się koniec jej treningu? Słyszała, że Zalotka przeprowadziła jej siostrze właśnie taki… Sprawdzian. I najwyraźniej musiał on Słocie pójść całkiem dobrze, skoro była już wojowniczką.
Manewrowała między drzewami, niosąc ze sobą już dwie myszy. Była trochę zazdrosna. Czuła, że siostrzyczce należało się takie szybkie mianowanie (w końcu była w tym całym fachu całkiem dobra), ale… Pomrok też nie pogardziłaby już tytułem wojowniczki. Zostawiłaby Cienia w tyle, jako ostatniego. Pokazałaby mu, jak bardzo jest od niego lepsza! Może, gdyby mroczni przodkowie, jak to powiadała czasami Zalotka, byli po jej stronie, braciszek byłby tym, z którym by walczyła? Mogłaby mu zafundować taką samą bliznę, jaką on jej!
Stanęła w miejscu, słysząc szelest. Tym razem była pewna, że nie był to odgłos dochodzący z kierunku, w którym przewidywała, że chował się Blade Lico. Ostrożnie odłożyła zwierzynę na ziemię, tuż obok korzeni drzewa. Kolejna ofiara musiała być blisko. Zawęszyła, kierując się na lewo. Trzepot skrzydeł przykuł jej uwagę… Bingo. Skupiła się na opierzonej sylwetce sójki, grzebiącej leniwie nóżką w leśnej ściółce. Przypadła do ziemi, podkradła się nieco bliżej, zamachała zadkiem… I już w ciągu paru uderzeń serca dorzuciła zdobycz do poprzedniej.
Podniosła głowę i rozejrzała się po okolicy. Jednak zamiast kolejnej zdobyczy usłyszała ciche, szybkie skrobanie pazurów o korę. Sierść na jej karku napuszyła się nieco; zastrzygła uszyma i odwróciła się w stronę dźwięku. Parę drzew dalej dojrzała odwróconego do niej plecami mentora, siedzącego na jednej z gałęzi. Na jej pysk wstąpił cwany uśmiech. Skradając się, podeszła do kocura, zatrzymując się pod drzewem. Zadarła głowę do góry.
— Mam cię.
Sierść Bladego Lica nastroszyła się. Z jej pyska wyrwał się głośny chichot, gdy wojownik zaczął obracać się w jej stronę; jego żółte oczy zmrużyły się.
— Dobra robota.
Wracając do obozu, była cała w skowronkach. Zdała! No, tego jej nie powiedział… Ale na pewno zdała! Zaraz zostanie wojowniczką!
Przecisnęła się przez tunel, z dumą niosąc swoje zdobycze. Blade Lico po paru chwilach zniknął gdzieś z jakimś innym kotem, a ona zbliżyła się do sterty ze zwierzyną. Jej wąsy zadrżały; poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Odłożyła piszczki i uniosła wzrok, aby po drugiej stronie polanki dojrzeć Zalotkę.
Po chwili namysłu przytruchtała do matki. Cóż, aż musiała się z nią podzielić tą wspaniałą wieścią! Wojowniczka zamruczała krótko na powitanie, unosząc lekko brwi na rozemocjonowany pyszczek Pomroku.
— Blade Lico zrobił mi test! — zamiauczała, nie marnując czasu na żadne “cześć”. Uniosła bródkę do góry i spojrzała matce w oczy. — I bardzo dobrze mi poszło!
— Dobra robota.
Wracając do obozu, była cała w skowronkach. Zdała! No, tego jej nie powiedział… Ale na pewno zdała! Zaraz zostanie wojowniczką!
Przecisnęła się przez tunel, z dumą niosąc swoje zdobycze. Blade Lico po paru chwilach zniknął gdzieś z jakimś innym kotem, a ona zbliżyła się do sterty ze zwierzyną. Jej wąsy zadrżały; poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Odłożyła piszczki i uniosła wzrok, aby po drugiej stronie polanki dojrzeć Zalotkę.
Po chwili namysłu przytruchtała do matki. Cóż, aż musiała się z nią podzielić tą wspaniałą wieścią! Wojowniczka zamruczała krótko na powitanie, unosząc lekko brwi na rozemocjonowany pyszczek Pomroku.
— Blade Lico zrobił mi test! — zamiauczała, nie marnując czasu na żadne “cześć”. Uniosła bródkę do góry i spojrzała matce w oczy. — I bardzo dobrze mi poszło!
<mamo?>
[618 słów]
[przyznano 12%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz