“Czy powinienem powierzyć część obowiązków Miodowej Korze?” – zastanowił się, przystając pod gałęzią, z której ześlizgiwał się biały puch od delikatnego podmuchu wiatru.
Miał wcześniej na oku Pustułkowego Szpona, który wydawał się dla niego bardzo bliskim przyjacielem do tego stopnia, że sam zaczął ignorować fakt, że tamtego rodzicielkami są Makowy Nów oraz Mroczna Wizja. Mglisty Sen powinien być bardziej podejrzliwy i traktować czekoladowego solida, jako kultystę, mimo że nie biła od niego dziwna aura, to nigdy nie mógł mieć pewności, czy kocur nie wybrałby swojej rodziny i nie powiedziałby im o planie ucieczki oraz które koty wierzą w Klan Gwiazdy. Było to przykre, gdyby ich przyjaźń miała się skończyć w taki sposób, jednak Mglisty Sen wolał zostać przy swoim życiu oraz nie ryzykując życiem innych.
“Za to, co z Zapomnianą Koniczyną?”
Bardzo lubił łaciatego wojownika, był mu bardzo bliski i widział, jak starał się tamten sprostać oczekiwaniom Kruczego Pióra, jednak nie chciał go obarczać tak wielką odpowiedzialnością, jaką było powiadomienie innych kotów wierzących w Gwiezdnych o tajnym planie. Mógłby nie sprostać temu zadaniu, zostać całkowicie przygnieciony i przez przypadek powiedzieć to komuś, kto nie powinien tego wiedzieć. Poza tym wydawał się zachowywać coraz dziwniej ostatnimi czasy.
“Na tą chwilę najlepszym kandydatem jest Miodowa Kora”
Więc postanowione.
Słysząc nagły szum, skoczył do przodu, a w miejscu, gdzie przed chwilą przesiadywał spadła kupka śniegu.
“Pora wracać do obozu… Przyszedł czas…”
***
Wszedł do obozu i skierował się w stronę Miodowej Kory, który siedział przy stosie zwierzyny i rozmawiał razem ze swoją ukochaną Iskrzycą Nadzieją. Mglisty Sen nie wiedział, czy wojownik przez ten okres zdołał porozmawiać i przekonać swoją rodzinę do ucieczki z terenów Klanu Wilka, jednak musiał się kiedyś o to upomnieć.
– Miodowa Koro, Iskrząca Nadziejo. – skinął kulturalnie głową – Przepraszam was, że wchodzę wam w rozmowę, jednak potrzebuję porozmawiać z tobą, Miodowa Koro, na chwilę.
Para spojrzała się po sobie. Mógł przysiąc, że widział, jak mięśnie Miodowej Kory przez chwilę spięły się na jego widok, natomiast Iskrząca Nadzieją, niczym ciepłe słońce, posłała mu ciepły uśmiech i wymruczała:
– Oh, Mglisty Śnie, nie ma żadnego problemu.
Miodowa Kora otworzył pysk, jakby miał zaprzeczyć, jednak ostatecznie zdecydował się go zamknąć i posłuchać się żony. Nie zadając żadnych pytań, oboje wyszli do lasu pod pretekstem krótkiego polowania.
Śnieg przyjemnie skrzypiał pod ich poduszeczkami łap, a brak śladów zwierzyny doprowadziłby niejednego wojownika do postradania zmysłów, jednak oni wcale nie wyszli na polowanie. Kiedy dotarli nad zatoczkę, którą skuł lód, Mglisty Sen przystanął i z ciekawością wszedł na zmrożoną taflę wody.
– Więc co było tak ważne, że doprowadziłeś mnie tutaj taki kawał drogi? – powiedział w końcu Miodowa Kora ze słyszalnym zaciekawieniem i niepokojem w głosie.
Liliowy wojownik również wszedł na lód i spojrzał na ich odbicia. Mglisty Sen również spojrzał się w dosłowne lustro, na którym stali. Odbijało się w nim cudownie bielutkie niebo, z którego leciutko prószył śnieżek.
Mimo że nie byli spokrewnieni ze sobą, gdyż Mglisty Sen pochodził spoza Klanu Wilka, tak wyglądali do siebie łudząco podobnie. Byli podobnej postawy oraz oboje mieli krótkie ogony, różnili się kolorem futra, ułożeniem futra na policzkach oraz tym, że Miodowa Kora miał pędzelki na uszach, a on nie.
Czy mógłby być dla niego nowym obrazem ojca?
Pokręcił mocno głową, chcąc wybić z niej tę myśl. Może i byli rodziną, tą przyszywaną, tak nie rozmawiali za dużo i nie znali się całkowicie. Nie powinien aż tak szybko się przywiązywać!
– Mglisty Śnie? – powtórzył cicho Miodowa Kora, przywołując go do rzeczywistości.
– Przepraszam cię Miodowa Koro… Ostatnio się dużo dzieje… Wiesz ta sprawa ze zniknięciem Zaćmionego Horyzontu oraz martwię się nadal o Gwiazdnicową Łapę, Brukselkową Zadrę oraz Wrotyczową Szramę. Widzę, jak ciężko przechodzą jej odejście i nie mogę zaprzeczyć, że ten marazm mocno na mnie oddziałuje… Jednak nie muszę się skupić i potrzebuję twojej pomocy. – odchrząknął, gładząc łapą po swojej brodzie. – Nie wiem, czy nie poinformowałeś o planie Iskrzącą Nadzieję oraz swoje dzieci, jednak potrzebuję cię oraz twoich znajomości w Klanie Wilka, byś również zaczął informować koty, które wierzą w Klan Gwiazdy o ucieczce oraz znaku, jaki interpretowała Jarzębinowy Żar.
Twardym i poważnym spojrzeniem wwiercał się w duszę Miodowej Kory.
– Musimy przeżyć, Miodowa Koro. – dodał po chwili ciszy, jaka między nimi nastała.
< Miodowa Koro? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz