— Tak! Widzę go Księżycek! — odmruknął Kołysanek, po czym przypominając sobie, co mówiła mu o kradzieży mama, dodał: — Ale tak nie ładnie zabierać czyiś mech… Mama mówi, że nie ładnie kraść…
— No to ich nie bierz — odpowiedział Księżyc, któremu niezbyt musiało to robić różnice.
— Ale… — powiedział Kołysanek nieco zbyt dramatycznie, po czym dodał: — Wiesz co! W takim razie się nie bawię!
— Ale to ty chciałeś się bawić — pisnął lekko zdezorientowany Księżyc.
— Ale… — Kołysanek przez to poczuł się trochę zawstydzony.
Kołysanek nie wiedząc, co zrobić, postanowił uciec sobie od brata i go zignorować. Swoimi małymi łapkami szybko przemierzył żłobek i dotarł do jego ściany. Postanowił przy niej usiąść i być cicho mając nadzieje, że brat go nie znajdzie z powodu jego ślepoty. Zdezorientowany Księżyc mówił coś jeszcze przez chwile. Ignorowany jednak dłuży czas przez Kołysanka przestał. Minęło jeszcze jednak wiele bić serca, zanim ktoś postanowił zabrać małego pręgusa z miejsca, w którym siedział.
***
Było już coraz ciemniej. Słońce już zachodziło, lecz wschodzącego na niebo księżyca widać nie było, został przysłonięty przez chmury. Z których swoją drogą leciały płatki śniegu, przykrywając wszystko, co znalazło się na ich drodze ku ziemi. Sceneria ta zapierała dech siedzącemu na skraju legowiska uczniów Kołysankowej Łapie. Rudzielec nie spał, śnieg wydawał mu się zbyt piękny, by móc to robić. Kocurek czuł, że ledwo podtrzymuje swoje łapy przez szaleńczym wybiegnięciem z obozu ku zaśnieżonemu krajobrazowi. Pora nagich liści, choć surowa wydawała mu się piękna. Jak by same gwiazdy spadały z nieba, błogosławiąc, okolice… A może tak i było? Sam kocurek nie był tego pewien. Nie wiedział do końca, jak działa ten świat, chociaż gdyby mógł, dałby się chętnie, porwać na drobniutkie strzępy żywcem, by się dowiedzieć! Nawet za mały skrawek tej wiedzy… Oczywiście, dopóki było to coś, czego normalnie nie mógłby się dowiedzieć. Wizja bycia rwanym na strzępy za powszechną, lecz nieznaną mu jeszcze wiedze nie wydawała mu się z wiadomych względów najmilsza. Siedział tam więc zamyślony pięknem tego świata. Walcząc z chęcią wybiegnięcia z obozu i śpiewania na całe gardło jakiejś piosenki… A co gdyby tak po prostu spróbować wyjść przed obóz? Kołysankowa Łapa miał już wstać, gdy usłyszał cichy głos.
— Kołysankowa Łapo, nie idziesz spać? — mruknął Księżycowa Łapa.
Po tych słowach nastała chwila ciszy. Kołysankowa Łapa wpadł też na pewien pomysł. Co, gdyby zabrać brata ze sobą? Przeszedł parę małych kroków, w jego kierunku, po czym rzekł:
— Hej bracie? Chciałbyś wyjść ze mną przed obóz? Poza obozem jest tak pięknie… Chciałbym móc pospędzać z tobą chwilkę przy okazji obserwowania śniegu! — rzekł rudy, przystawiając swoją puchatą rudą kitę do srebrzystego pyska brata, by ten mógł ją złapać.
<KSIĘEEEEEEŻYC?>
[429 słów]
[przyznano 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz