Na tym właśnie skupiał się dzisiejszego dnia. Mama Murena wyszła, podobno na patrol, ale Klekotek nie był tego pewien, w końcu i tak nie mógł za nią wyjść. Pani Kotewka zajmowała się doglądaniem kociąt, które bawiły się wspólnie w centralnej części żłobka. Młodszy kociak zdawał się być już przyzwyczajony do tych ciągłych hałasów; miał nawet wrażenie, że potrafił je wygłuszyć własnymi przemyśleniami, które nieustannie krążyły mu w głowie. Znalazł niewielką dziurę w ścianie legowiska, którą delikatnie poszerzył, aby móc więcej przez nią dostrzec. Nie wyglądała na nic specjalnego: kilka krzaków, kamienie pokryte warstwą wilgoci, kilka mokrych patyków... Ale Klekotek był przekonany, że w końcu znajdzie tam coś ciekawego. Problemem był jedynie nieprzyjemny zapach, który stamtąd dochodził, i którym dostawał prosto w pyszczek, kiedy zawiewał silniejszy wiatr. Za każdym razem odskakiwał nieco w tył. W końcu tę powtarzalną sielankę przerwało chrząknięcie. Kocurek momentalnie zdał sobie sprawę z obecności innego kota. Klekotek odwrócił się spokojnie i dokładnie zlustrował wysoką, pokaźną kotkę. Wiedział, że to Pani Ważna, wiedział, że to jego babcia, ale... nie pamiętał jej imienia. Był pewien, że je znał... Na pewno mama mu mówiła, na pewno kotka się przedstawiała...
— Dzień dobry... — powiedział w końcu, zdając sobie sprawę, że ta na pewno na to czeka. Potem od razu wrócił do swojego zajęcia. Był przecież zajęty. On nic od srebrnej nie chciał, więc nie miał zamiaru zaczynać rozmowy; jeśli ta miała ochotę spędzać z nim czas, niech sama coś powie lub robi to, co on.
— Wyłącznie przywitasz się ze mną? Czy tak książę powinien traktować członków swojego rodu, swoją najbliższą rodzinę? — zapytała. Jej ton nie był całkowicie nieprzyjemny, chociaż dreszczyk przebiegł po małym grzbiecie. Położył uszka po sobie i z cichym westchnięciem odwrócił się od dziury w ścianie.
"Teraz na pewno była tam żaba..." — pomyślał i posmutniał.
— Dzień dobry... — powiedział w końcu, zdając sobie sprawę, że ta na pewno na to czeka. Potem od razu wrócił do swojego zajęcia. Był przecież zajęty. On nic od srebrnej nie chciał, więc nie miał zamiaru zaczynać rozmowy; jeśli ta miała ochotę spędzać z nim czas, niech sama coś powie lub robi to, co on.
— Wyłącznie przywitasz się ze mną? Czy tak książę powinien traktować członków swojego rodu, swoją najbliższą rodzinę? — zapytała. Jej ton nie był całkowicie nieprzyjemny, chociaż dreszczyk przebiegł po małym grzbiecie. Położył uszka po sobie i z cichym westchnięciem odwrócił się od dziury w ścianie.
"Teraz na pewno była tam żaba..." — pomyślał i posmutniał.
— N-nie... A-a-ale... — Nie wiedział, co miał powiedzieć. Kiedy mówił Kotewce o płazach, ta wydawała się niezadowolona; czy babcia też się zmarszczy?
— Musisz nauczyć się wysławiać. Nie przystoi ci takie zachowanie. Inne kocięta zdają się mówić znacznie poprawniej i pewniej, powiesz mi dlaczego? — Patrzyła na niego z góry. Nie podobało mu się to. Chciałby, żeby była z nim mama Murena. Ona na pewno zajęłaby czymś kotkę, a on mógłby złapać jej największą żabę w całym Klanie Nocy.
— Są więksi — powiedział w końcu. — Mają większe języki. Żaby też mają wielkie języki, bo jedzą muchy, więc pewnie ładnie mówią.
— Musisz nauczyć się wysławiać. Nie przystoi ci takie zachowanie. Inne kocięta zdają się mówić znacznie poprawniej i pewniej, powiesz mi dlaczego? — Patrzyła na niego z góry. Nie podobało mu się to. Chciałby, żeby była z nim mama Murena. Ona na pewno zajęłaby czymś kotkę, a on mógłby złapać jej największą żabę w całym Klanie Nocy.
— Są więksi — powiedział w końcu. — Mają większe języki. Żaby też mają wielkie języki, bo jedzą muchy, więc pewnie ładnie mówią.
<Babcia?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz