— To dość trafne imię — stwierdziła z lekkim, może nawet rozbawionym tonem. Podniosła się z zimnej ziemi i otrzepała futro, z którego posypały się płatki śniegu. Potem, bez słowa, ruszyła w stronę swojej kryjówki. Mimo to kątem oka zerkała jeszcze na Gałązkę.
— Zaczekaj! — zawołała po chwili czekoladowa kotka.
Jej głos zabrzmiał niepewnie, lecz w tonie dało się wyczuć nutę desperacji. Podniosła się na chwiejne łapy i przestąpiła z jednej na drugą, jakby zbierając odwagę. Czereśniowy Pocałunek odwróciła głowę i zmierzyła ją wzrokiem, nie bardzo rozumiejąc, o co może chodzić tej wychudzonej kotce. Nie chciała tracić czasu. Musiała jeszcze złapać coś do jedzenia — może rybę, może małego gryzonia — zanim zapadnie zmrok. Zimny wiatr niósł ze sobą zapach nadchodzącej nocy, a ona wolała już wtedy być w swojej kryjówce, ukryta przed światem.
— Czekam więc, ale na co? — zapytała w końcu, unosząc brew i drżąc z lekkiej irytacji. Nie lubiła, gdy ktoś trzymał ją w niepewności.
— Ja… ja znam się na ziołach — wyjąkała Gałązka, spoglądając na zadrapania Czereśni, z których chwilę temu sączyła się krew. — A ty umiesz polować… może… może mogłabym pójść z tobą? — dodała cicho, podkulając ogon.
Wojowniczka milczała przez dłuższą chwilę. Chciała odmówić. Przecież nie po to opuściła Klan, żeby teraz tworzyć nowy. Ale gdy patrzyła na wychudzoną, drżącą z zimna kotkę, coś w niej pękło. Od zawsze żyła dla innych. Nigdy nie potrafiła być całkowicie samotna — opieka nad kimś, troska, odpowiedzialność były częścią jej natury, zakorzenione głęboko, jakby w samym rdzeniu jej istoty. Teraz gdy widziała, jak Gałązka kurczy się pod naporem mroźnego wiatru, nie potrafiła jej po prostu zostawić. Wiedziała, że ta mała nie przeżyje zimy sama.
Westchnęła cicho, po czym skinęła głową.
— A więc chodź — powiedziała spokojnie i zamachnęła się ogonem, zapraszając ją bliżej.
Gałązka poruszyła wąsami, jakby nie wierząc w swoje szczęście. Ostrożnie podeszła i przytuliła się do ciepłego boku Czereśniowego Pocałunku. Przez chwilę trwały w milczeniu, wsłuchując się w świst wiatru i odgłos śniegu pod łapami. Po raz pierwszy od dawna żadna z nich nie czuła się już zupełnie sama.
<Gałązko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz