Przemykała między drzewami, obserwując cienie pod nimi, w poszukiwaniu czarnej kępy futra. Zniknął gdzieś w okolicy, gdy mieli postój. Pewnie wkręcał ją i obszedł kilka drzew, robiąc szerokie koło i wrócił. Ale Krucza Gwiazda znowu by krzywo na nią patrzyła, więc wołała wyjść i udawać, że coś robi. Wtedy usłyszała ruch. Kroki były głośne, zbyt głośne na dzieciaka. Obcy; nie krył się, byłby wtedy cicho, a to oznaczało, że prawdopodobnie nie miał złych zamiarów. Spłoszył jednak cokolwiek było w tych krzakach.
Spotkali się zbyt blisko jak dla jej komfortu, więc cofnęła się na bezpieczną odległość, dającą jej szansę na odparcie ewentualnego ataku. Jeszcze zadawał pytania; przynajmniej był względnie miły, nie zapomniał o braku terenów.
— Jak ci na imię? Ja jestem Chłodny Omen.
Zastrzygła uszami, szukając innymi zmysłami wrogów, Smarka lub zwierzyny, obserwując go.
Jej odpowiedź była odruchowa; szuka gówniaka tyle razy dziennie, że wysuwa jej się to stwierdzenie na przód, nawet gdy akurat tego nie robi. A teraz się wkopała, chociaż kocur wydawał się zinterpretować to pod tamtą masową halucynację w czasie zgromadzenia; w końcu nie był zaznajomiony z tym, jak nazywa ucznia.
— Źródlany Dzwonek.
— Jakich demonów szukasz?
Oczywiście, że nie powie mu prawdy; mógłby znaleźć Smarka przed nią i zrobić mu krzywdę.
— Uch… takiego jednego z ciemnym odcieniem.
— Nie widziałem tu żadnego takiego demona. Jesteś pewna, że to był duch?
No oczywiście, że nie skoro go nie ma.
— Nie wiem, kierował się w twoją stronę. — machnęła lekko głową w odpowiednim kierunku.
— Nikogo nie widziałem — powiedział. — A co od niego chciałaś?
Nawet jakby był, jakby chciał widzieć ducha? Te klanowe koty i ich dziwne zwyczaje…
— Nie twoja sprawa.
— Wiesz... Nie każdy ściga demony. Może lepiej daj sobie z tym spokój? Jeszcze skończysz gdzieś martwa i twój klan zacznie się o ciebie martwić.
Zastanawiała się, czy powinna się obruszyć na sugestię, że klan zacznie się dopiero wtedy o nią martwić. Nie, nie powinna brać tego do siebie, bo nie miał pewnie tego na myśli.
— Nie każdy? Mówisz, że jest takich więcej?
— Znam jednego wariata, który mówił, że duchy go śledzą.
Prychnęła, rozbawiona.
— Pewnie narzeka też na zerową prywatność?
— Coś w tym stylu. Że niby go obserwują i ryczy po kątach. Ale to były jakieś zwidy. Duchy raczej nie objawiają się żywym.
Mrugnęła, ignorując potencjalną sugestię.
— Czy wiara w Klan Gwiazdy jednak tego nie zakłada?
— Nie spotkałem naocznie klanu gwiazdy. Raz przemówili przez lidera i tyle. Wcześniej jakoś się nie objawiali.
Wydała z siebie jakiś dźwięk, który miał być czymś w rodzaju zgody.
<Kwiatuszku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz