BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

08 października 2022

Od Kruczej Gwiazdy

Krucza Gwiazda siedziała, wpatrując się toczące się życie w Klanie Nocy. Słońce powoli zachodziło na niebie, barwiąc je na krwisty odcień. Ociężałe ciemne chmury wkradły się na nie, niszcząc wcześniejszy ład.
Nocniaki kręciły się niespokojnie po skalanym drzewami i krzewami terenie. Codzienny marsz. Ciągłe zmiany krajobrazów. Każdy z nich miał tego powoli dość. Lecz Gwiazdy dalej ich prowadziły. Niekończącym się paradoksem życia.
Białe futro wyróżniało się na tle zielonych krzewów. Klatka jej uczennicy poruszała się w przyśpieszonym tempie, a ciężki oddech świadczył o zmęczeniu spowodowanym biegiem.
— Krucza Gwiazdo! — Spojrzenie pełne dumy spoczęło na jej osobie. Zajęcza Łapa rozejrzała się, analizując uważnie każdy skrawek otoczenia. — Dobre miejsce na tę rozmowę. Z dala od uszu tych przebiegłych zdrajców. Mam nadzieję, że masz teraz czas, a nawet jest nie, to uwierz mi, sprawa jest na tyle ważna, że nie możesz z nią zwlekać — oświadczyła, strosząc sierść. — Trzymasz pod nosem nie tylko nieudaczników, ale i zwykłych krętaczy. Byłam świadkiem dyskusji na temat obalenia ciebie z władzy.
Czarna poczuła, jak futro jeży jej się samowolnie. Banda niewdzięczników. Nikt nie widział ile pracy i serca włożyła w ten klan. Jak wiele poświęciła. Do czego się dopuściła, by Klan Nocy nie zniknął z powierzchni tego świata.
— Niech zgadnę. Czyżby twój ojciec znów maczał w tym łapy? —prychnęła, choć dobrze wiedziała, że ma rację.
Nikt inny nie uprzykrzał jej tak życia, jak ten nędzny robak ze swoją paczką. Zerknęła na jego córkę. Lekki uśmiech rozkwitł na jasnym pysku. Po chwili jednak gest ten zastąpił wyraz obrzydzenia. Nie wierzyła, że łączy ich krew.
— A kto inny mógłby wpaść na tak durny pomysł? — prychnęła uczennica. — Jest w zmowie z Szafirowym Blaskiem. Próbują dostać się do Niezapominajkowej Gwiazdy i nagadać na ciebie. Mój ojciec sugeruje, że przyczyniłaś się do śmierci Goździkowego Ziela i jakiś tam jeszcze innych staruchów. Gadali, że woleliby widzieć ciebie martwą, aniżeli chociażby w Starszyźnie. Nie byłam w stanie usłyszeć wszystkiego, ale ich kombinowanie trwa już podobno od dłuższego czasu i nie wiem, na jakim etapie swoich żałosnych planów stanęli.
Poczuła, jak coś powoli zaczyna w niej wrzeć. Znów próbowali obrócić przeciw niej Niezapominajka. Chcieli zniszczyć ich miłość. Ich rodzinę.
— Oburzające i obrzydliwe. Zapatrzeni swe herezje próbują zakłamać pod nie rzeczywistość. — prychnęła gardłowo, czując rosnącą w niej frustrację. — Przykro mi, że twój ojciec nieustannie sprowadza coraz większą hańbę na twoją rodzinę. Cieszę się, że w porównaniu do niego jesteś wartościowym kotem przynoszącym dumę naszemu klanowi.
W oczach liliowej zaiskrzyło od dumy z powodu pochwały.
— Co zamierzasz zrobić w takim razie w związku z ich planami? Nie żeby coś, ale ostatnio dosyć często słyszę nieprzychylne opinie na twój temat. Wiem, że większość klanu to puści idioci, ale nie powinnaś pozwalać na takie ubliżanie sobie, gdy jesteś lepsza od nich wszystkich razem wziętych — rzuciła pogardliwie. — Może gdyby poświęcić jednego niewiernika na publicznej egzekucji, reszta nabrałaby większego szacunku do twojej osoby?
Rozluźniła pysk, słysząc tą kuszącą propozycję. Wizja czekoladowego skąpanego we własnej krwi, sprawiała jej niemałą przyjemność. Rozwiązanie wszystkich problemów było tak blisko, lecz zarazem tak daleko. Nieszczęśliwa śmierć jej zgorzkniałego przeciwnika rzuciłaby na nią niejeden cień podejrzeń. A na to aktualnie nie mogła sobie pozwolić. Szkoda.
— Kara śmierci nie jest prawdziwą karą. — odparła młodej kotce. — Pozbawiona jest cierpienia i rozpaczy, którą chcemy osiągnąć. Twój ojciec dotkliwie pozna konsekwencje swego czynu. Zobaczysz. — wyjaśniła, unosząc ogon do góry.
Zamierzała go zniszczyć. Odebrać wszystko na czym mu kiedykolwiek zależało. Obrócić wobec niemu każdego. Zamordować go łapami jego własnej córki.
— Nie każdy jest tak mądry, jak ty Zajęcza Łapo. Idioci zawsze będą paplać. Zawsze będą niezadowoleni. Zawsze będą spiskować. Jedynie inteligentne jednostki potrafią kształtować życie własnymi łapami. Są pod nami. Żerują na naszej doskonałości, gdyż sami nigdy nam nie dorównają. Pamiętaj o tym, gdy następnym razem twój ojciec napatoczy ci się pod łapy. Nie pozwól mu o tym zapomnieć. — wycedziła, przecinając łapą powietrze.
Młodsza kotka lekko zadrżała, jednocześnie potakując głową.
— Masz rację, czasem działam samymi myślami zbyt pochopnie. Rozumiem jednak sens twoich słów i w pełni się z nimi zgadzam — odparła z determinacją kotka, sprawiając, że czarna kiwnęła łbem.. — Twa mądrość Krucza Gwiazdo jest nie do opisania. Będę stosować się do twoich rad i sprawie, że mój ojciec sam będzie marzył o swojej śmierci — zagwarantowała, ustępując na krok. — Był tego bliski, ale przez ten plan i jego... Romans — wyrzuciła z lekkim obrzydzeniem. — Nabrał nowych chęci do życia. Żenujące. Przyrzekam ci, że go ich pozbawię.
Wygięła pysk w uśmiech. Wstała, wpatrując się w klan. Wojowników szykujących się do snu. Uczniów bawiących się szyszką. Niesforne kocięta niechcące kłaść się spać. To tu biło serce Klanu Nocy. Klanu Siły. Fizycznej i psychicznej. Nie mogli pozwolić sobie na kolejny ciąg upokorzeń. Na porażki. Słabość. Musieli odbudować swoje stanowisko na arenie międzyklanowej.
— Liczę na ciebie, Zajęcza Łapo. Wiem, że nie zawiedziesz mnie, jak me dzieci. Twój potencjał nie może się zmarnować. — odparła, mrużąc oczy. Zapatrzona w nią córka zdrajcy była dużym ułatwieniem spraw. Nie mogła jej stracić. Nie dopóki nie zemści się na nim. — ...Romans? Tak szybko znalazł pocieszenie po tym, jak porzucił twą matkę. — mruknęła z udawanym załamaniem.
Obserwowała uważnie liliową kotkę.
— Oh, już podobno w czasie bycia z moją matką kręcił się przy Rudzikowym Śpiewie. Słyszałam, że smarka mu w futro i zamiast polować, tuli mu się do boku — stwierdziła, skrzywiona. — Aczkolwiek w jego przypadku to nie jest miłość. On żeruje na innych, próbuje ułatwić sobie życie, klejąc się do władzy. Gdyby nie ty, na pewno już dawno namieszałby tym pacanom w głowie i obniżył standardy naszego życia — stwierdziła.
Skrzywiła się. Rudy dał się zaprzedać tej kłamliwej czekoladowej bestii. Nigdy mu nie ufała. Nigdy za nim nie przepadała. Okazało się, że i słusznie. Okazał się parszywy, jak reszta swojego rodzeństwa. Przynosił zakałę i wstyd rodzinie Niezapominajka, jak niegdyś Orzechowy Zmierzch. Klan Nocy z każdym księżycem upadał coraz niżej.
Pokręciła łbem, odwracając się do uczennicy. Przyszłość tkwiła w młodych. Nie zamierzała pozwolić jej zniszczyć.
— Wstrząsające. I poniżające. Rudzikowy Śpiew musi być nieświadomy jego brudnych zagrywek. — mruknęła, wysuwając pazury na samą myśl o tamtej migdalącej się do siebie dwójce. Pewnie rudy także maczał łapy w spisku. Nie mogła już nikomu ufać. — Dziękuję ci, Zajęcza Łapo. Za wszystko.
— Jeśli dowiem się o czymkolwiek jeszcze w temacie tych podłych spisków, będziesz pierwszą, której uszy usłyszy o nich — zagwarantowała.
Kiwnęła łbem z uznaniem

* * *

Mrok otoczył wzgórze. Kamienne bryły niczym strażnicy strzegli ich w nocy. Czuła, że kres wędrówki jest bliski. Nie mogła dłużej czekać. Wschody słońca mijały jeden za drugim. Każdy dzień uśmiechu malujący się na pysku Zdradzieckiej Rybki był dniem straconym. Każda nieudolna próba zbliżenia się do Niezapominajkowej Gwiazdy sprawiała, że na jej pysk wkradały się siwe kosmyki. Nie mogła na to pozwolić. Nie mogła dłużej wyczekiwać idealnego rozwiązania. 
Musiała wziąć sprawy we własne łapy. Znów. Dla dobra Klanu Nocy. 
Była kimś więcej niż liderem. Niczym ostateczny kat poświęcała koty ku ich lepszej przyszłości. Litościwe społeczeństwo zezwalało na istnienie słabych jednostek. Litowali się nad nimi, by połechtać własnego ego. Żaden z nich nie miał wystarczająco dużo odwagi i siły, by pozbyć się rosnącego każdego dnia problemu. Wszyscy ignorowali, czekając na wybawienie od Gwiazd. 
Ona była ich Gwiazdą. Mroku i Czerni. Była kotem, którego od księżyców brakowało tej społeczności pozostawionej miękkiej łapie Niezapominajkowej Gwiazdy. 
Patrzyła na śpiącą liliową kotkę. Jej bok unosił się spokojnie. Nie przypominała go. Przynajmniej z pyska. 
Lecz była równie wybrakowana. Za długi ogon wciąż plątał się jej po łapami. Utrudniał polowania. Krótkie i liche kończyny nie pozwalały jej na długo unieść się na powierzchni wody. Zapatrzona w kłamstwa ojca, niedługo sama zacznie je powtarzać. 
Chwyciła kotkę za kark. 
— Mama…? — miauknęła nieprzytomnym głosem. 
— Cii… — mruknęła czarna kojąco. 
Liliowa była cięższa niż sądziła. Kołysała się w jej paszczy. Wgryzła się mocniej w nieprzytomną uczennicę. Zbliżała się do urwiska. Ziemia stała się twardsza. Kamień zastąpił glebę. Jego zimno łaskotało ją w poduszki łap. Chłodniejszy powiew zmierzchwił futra kotek. Poczuła jak mięśnie młodszej spinają się. 
— Co… Co się dzieje… — nieprzytomny głos Liliowej Łapy wypełnił noc. — Aaaa! — pisnęła, widząc dół pod sobą. 
Krucza Gwiazda złapała mocniej rwącą się w jej paszczy kotkę. Smak krwi wypełnił jej pysk. Uczennica wciąż walczyła. Miotała łapami. Piszczała, jak porzucone zajęcze kocię. Musiała ją uciszyć. Szybko. Nim kogoś zbudzi. 
— Lilka…? — usłyszała za sobą. 
Zmroziło ją. Poczuła, jak wszystkie mięśnie jej sztywnieją. Liliowa zaczęła powoli wypadać z jej pyska. 
Znów. Znów ktoś jej przeszkadzał. Znów będzie musiała przeobrażać swój plan. Narażać koty, które nie miały ucierpieć. Lecz los chciał najwidoczniej inaczej. 
— Krucza Gwiazdo? Co ty do cholery robisz z moją córka?! — głośny warkot wybrzmiał z pyska kotki.
— Odstaw ją i porozmawiajmy. — miauknął kolejny kot. 
Skreśliła kolejne imię w swojej głowie. Nie oglądając się za siebie, puściła liliową. Zapłakane niebieskie ślepia obdarowały ją pełnym goryczy spojrzeniem. Cichy płaczliwy pisk opuścił jej gardło nim ciało głucho uderzyło o ziemię. Kamień rozbił łeb kotki na dwie części. Krucza skrzywiła się lekko, zniesmaczona tym widokiem. Bławatkowy Potok zrozpaczona podbiegł do krawędzi. Łzy ciekły po płowych polikach kotki. Śmierdziała słabością. I znała jej sekret. Jej, Kruczej Gwiazdy, Chodzącej Wśród Śmierci. Posłała matce współczujące spojrzenie. Strata dziecka była czymś strasznym. Krucza zamierzała skrócić jej cierpienia. 
— Ty potworze… — urwała szylkretka, tracąc grunt pod łapami.
— Może kiedyś zrozumiesz. — miauknęła kotce na pożegnanie, która skończyła podobnie jak córka. 
Szelest rozległ się za jej placami. Odwróciła się skąpana we krwi do trójki kotów. Wojowników, którzy przysięgali jej służyć. Walczyć o dobro klanu. 
— Żonkilowa Zatoka, idź powiadomić Niezapominajkową Gwiazdę i każdego, kto tylko napatoczy ci się na drogę. Węgorzu, zostań ze mną, nie wiemy, do czego jest zdolna —  mruknął z obawą w głosie kocur, podnosząc wzrok na czarną. — Krucza Gwiazdo... Co jest z tobą nie tak? Z-zabiłaś je…
Uśmiechnęła się lekko. Nie wiedziała, jak pozbyć się całej trójki. Byli liczniejsi. Młodsi. Silniejsi. Skończyły jej się rozwiązania jej problemów. Dowody zbrodni leżały na dole wzgórza. 
— Żonkilowa Zatoko, ani rusz. — krzyknęła do czarnej kotki. 
Wojowniczka zastrzygła przerażona w bezruchu. 
— Myślisz, że wygrasz ze mną? — miauknęła do kocura, powoli zbliżając się do niego. — Już znalazł się taki jeden. Dziś jest uważany za klanowego wariata. Na pewno chcesz takiej przyszłości dla swoich dzieci półkrwi, Trzcinowa Sadzawko?
— Twoje groźby nic tu nie zdziałają. Jesteś morderczynią i twoje zachowanie od pewnego czasu tylko potwierdzało to, że jest z tobą coś nie tak — odparł, spuszczając wzrok na jej łapy i bacznie obserwując jej ruchy. — Nie zbliżaj się. Nie chcę walczyć. Wymiarem sprawiedliwości zajmie się prawowity lider — rzucił.
Zjeżyła futro. To nie mogło się tak skończyć. 
Nie mogło. 
Z pazurami rzuciła się na kocura, lecz nim zdążyła go dosięgnąć została przygwożdżona do ziemi przez wojowników. 
— Zdrajcy! Łajdacy! — wrzeszczała, budząc cały klan. — Nie możecie! Nie możecie mi tego zrobić! 
Coraz więcej zaspanych kotów zbierało się wokół obrazu ciągniętej przez Węgorz i Trzcinę liderki ich klanu. Umorusaną krwią i kurzem. Poniżoną i wściekłą. Ktoś wrzucił w nią kamieniem. Poczuła ciepło spływające jej po poliku. Czyjś śmiech rozległ się w tle. Płacz. Szepty. Wszystko chaotycznie krążyło wokół niej. Syknęła wściekłą w stronę tłumu. 
— Niezapominajku! Niezapominajku! — skomlała żałośnie w stronę zgarbionego vana. 
Jedynie to jej pozostało. Zamydlenie mu łba. Już raz się udało. Mogło i drugi. Nie miała innego wyjścia jeśli nie chciała skończyć żałośnie jak Puszyste Futro. 
Zielone ślepia spojrzały na nią zdezorientowane. Zrozpaczone. Znów niczym przerażone kocie wylewał z siebie potok lęku. Dusiła się nim. Uciekł od niej spojrzeniem, nie potrafiąc wykrzesać z siebie słowa, by spojrzeć na burego. 
Zmarszczyła nos. Nie chciała, by słuchał jego kłamstw. Jego niepoprawnej wizji rzeczywistości. 
— Niezapominajkowa Gwiazda — zaczął Trzcinowa Sadzawka, głosem pełnym ulgi. — Krucza Gwiazda dopuściła się najokrutniejszych czynów, jakie tylko świat mógł widzieć. Obudziły nas piski, a gdy poszliśmy sprawdzić ich źródło, zastaliśmy ją z Liliową Łapą. Trzymała ją nad urwiskiem, a zaraz po tym... — zawiesił się, przełykając głośno ślinę. — Zrzuciła ją. Prosto w dół. Bez serca, nie zwracając uwagi na to, że to tylko niczemu winne dziecko. Chwilę później zepchnęła w dół Bławatkowy Potok. One... One obie nie żyją — doprecyzował.
Znów spojrzał na nią. Przepełniony bólem i obrzydzeniem. Nie mogła tego znieść. To nie mogło się naprawdę dziać. 
— Nie… Nie! — krzyknęła, wyrywając się tamtym. — Nie wierz im. Kłamią. Kłamią… zakłamani zdrajcy próbują nas rozdzielić. Wiedzą, że podzieleni będziemy słabi… Chcą naszej klęski. Trzcinowa Sadzawka podobnie jak reszta tych łajdaków nawet nie są prawdziwymi Nocniakami… Przybłędy… Szpiedzy Klanu Burzy… — próbowała mu przemówić do rozumu. — Niezapominajkowa Gwiazdo, komu ufasz? Bandzie przybłęd, czy mi…? Kto spędził z tobą pół życia? Kto urodził twe kocięta? Niezapominajku, ja… ty dobrze wiesz, że ja… Kocham cię. A ty mnie… Myślisz, że… że śmiałam by ci kłamać prosto w pysk? — załkała, wyrywając się kotom. 
Padła obok jego łap. Spojrzała mu prosto w oczy. Uciekał przed nią. Łamał jej tym serce. Nie wierzyła, że wciąż się wahał. Że nie wyzwał Trzcinowej Sadzawki i reszty od bandy kłamliwych wronich straw. Jej cierpliwość się kończyła. Niepewnie złapała jego łapę. 
— Niezapominajku… Spójrz na mnie… — miauknęła łamiącym się głosem. 
Widziała łzy w zielonych ślepiach. Niepewność, jaka panowała w jego sercu. Miała szansę. Mogła z tego jeszcze wyjść z honorem. Lekki uśmiech wkradł się na zapłakany czarny pysk. Zbliżyła się lekko do lidera. 
— Skończ bredzić. Wszyscy widzieliśmy, jak się zachowujesz. Od początku byłaś łasa na władze i wzięłaś ją wbrew kodeksowi, doprowadzając nas moralnie do ruiny. Trzcinowa Sadzawka nigdy nie kłamie, nikt o zdrowym rozsądku nie uwierzy tobie, mając po drugiej stronie jego słowo. — krzyknął ktoś z tłumu. 
Nie zdążyła dojrzeć się kim było to lisie łajno. Niezapominajek ją odepchnął. Odsunął się. 
Odrzucił ją. 
— Jesteś.. potworem… — wydusił cicho z siebie, nawet nie patrząc na nią. 
Nie wierzyła w to. 
Zdradził ją! 
I on. I on ją zdradził. Pomimo że całe życie mu poświęciła. Zniszczyła i zbudowała go na nowo. Kochała go całym sercem. Nawet gdy był słaby i żałosny. Nawet gdy mylił sny z rzeczywistością. Była przy nim ten cały czas. Nawet gdy tego nie chciał. Trwała przy nim na dobre i na złe. W deszczowe wieczory, jak i w chłodne poranki. Spędziła całe życie ku jego boku. Nie posiadała wspomnień pozbawionych jego zielonych ślepi. Zabiła dla niego niewygodne koty. Zazdrosne lafiryndy chcące złamać jego serce. Urodziła jego kocięta. Przywróciła mu władzę w klanie. Naprawiła go dla niego. Naprawiła świat, by mogli w nim razem być. Szczęśliwi.
A on. 
Mimo tego, mimo tego wszystkiego… odrzucił ją. 
Przepełniony bólem i gniewem ryk opuścił jej gardło. 
Nim ktokolwiek zdążył zareagować przywarła do jego boku. 
— Musisz mi wybaczyć, słońce. — szepnęła do jego ucha. 
Kocur pisnął, czując jej pazury przyłożone do jego gardła. Nie wyrywał się. Uległy i pokorny. Czuła bicie jego serca pod futrem. Łomotało pod wpływem adrenaliny. 
A może jej?
Na samą myśl, że myślał o jej zbrodniach czuła ciepło. Jego mrok słaby i ukryty pod moralnością tego świata tlił się mizernie. Lecz żył w nim. Wraz z Kurką. 
— K-krucza... Dlaczego...? Dlaczego to wszystko zrobiłaś... — znów żałośnie się rozkleił. Zielone ślepia płakały wraz z całą jego duszą. 
Nienawidziła go takiego. Miękkiego. Płaczącego z byle gówna. Ona nie płakała. A ją zdradził. Złamał. Wbił pazury w grzbiet. Nie potrafiła mu tego wybaczyć. Nie w tej chwili. 
Gdy świat się walił. 
Nadchodził koniec czegoś.
Lecz ona nie zamierzała dziś tracić swego życia.
— Ani kroku! Albo Niezapominajkowa Gwiazda skończy jak tamta dwójka! — ogłosiła, pokazując klanowi pazury przy białym gardle. — Jeden ruch, a wasz ukochany żałosny lider zadławi się własną krwią. — zrzuciła niemal rozbawiona. 
Rozejrzała się wokół. Widziała wiele spojrzeń. Kotów. Postaw. Emocji na ich pyskach. Niedowierzenia. Strachu. Lęku. Napotkała wśród nich ich dzieci. Płaczącą niczym ojciec Jaskier. Kurkę przepełnionego podekscytowaniem. Łosia spuszczającego wzrok. Wtuloną w Pszczelą Łapę Mrówkę. 
Aż dostrzegła je w tłumie. Pomarańczowe ślepia przeszywające ją na wylot. Pełne pogardy. Nienawiści. 
Oczekiwała ich. Nie mogła skłamać. W końcu mieli poznać swoje prawdziwe natury. 
Rzuciła im wyzywające spojrzenie. Nie odważy się. Nie, gdy w grę wchodzi życie Niezapominajka. Musiał wiedzieć, że nie blefowała. Słyszał czego dokonała. Jakim potworem była. Nie mógł się ośmielić. 
Mięśnie napięły się pod rudym futrem. Zaskoczona zastygła na uderzenie serca. Pospiesznie zatopiła pazury w krtani lidera, plamiąca białe futro ciepłą cieczą. Strzepnęła krew z łapy. 
Odrzuciła go. Jak zepsutą zabawkę.
Jak on ją.
Chwilę później dostrzegła czyjś ruch. Zbyt szybki, by jej mózg mógł go przetrawić. Zbyt gwałtowny, by mogła zareagować i uskoczyć przed naporem obcego ciała. 
Uderzyła z głuchym łoskotem w ziemię, przygniecione przez cudzy ciężar. Wydawało się, że cisza, która zapanowała, była gorsza, niż ledwo co wymieniane krzyki. 
Poczuła ból w okolicach klatki piersiowej. Jakby coś przeszyło ją na wylot, pozostawiając w niej pustą dziurę. 
— Jesteś, byłaś i zawsze będziesz okrutną tyranką bez serca. Brutalna sadystka. — Pomimo oschłości w jego głosie, czuła w nim zawahanie. Widziała łzy w przygaszonych ślepiach. Ból nie pozwalał jej się skupić, a mimo to zdobyła resztki sił na wrzucenie na pysk perfidny uśmiech. — Nie szczerz się tak bestio, nie zasługujesz na życie. Odebrałaś je innym zbyt wiele razy, by móc bezkarnie korzystać z własnego — syknął, choć jego ciało drgnęło, gdy głębiej wsunął pazury pod jej skórę.
— S-skończeni idioci... Nie jesteście... nie jesteście w stanie docenić... tego wszystkiego co... co zrobiłam dla tego klanu. — wydusiła z siebie, spluwając na niego krwią. — W-właśnie... właśnie... sprowadziliście koniec na ten... klan.
Kocur po raz ostatni zmierzył ją wzrokiem pełnym nienawiści zmieszanej z obrzydzeniem. Nie odpowiedział na jej słowa, ani on, ani nikt inny. Ostatnie, co usłyszała, to przeraźliwy kwik, który wydobył się z jej własnego ciała. 
Zastygła w bezruchu, a powieki momentalnie zaczęły wydawać jej się cięższe. Ogromny ból nie pozwalał jej już na nic. 
Jedyne, czego żałowała, to tego, że ostatnim widokiem, jakim świat raczył ją zaszczycić, był ten żałosny pysk. 

2 komentarze: