— I czym ty się niby tu zajmujesz? — spytała, mierząc Kunią Łapę nieprzyjemnym wzrokiem.
— Leczę chorych, pomagam. Gdy Ośnieżona Łąka — urwała na moment — mnie do czegoś potrzebuje, wykonuję jej polecenia. Zbieram zioła na przykład.
— Czyli jesteś takim jej palantem?
— Chyba... chyba można tak powiedzieć. — speszyła się, śmiejąc nerwowo. Nie lubiła nigdy Łasiczej Łapy. Wydawała się jej być jakaś... Dziwna. A ta rozmowa tylko to potwierdzała.
— Gryź ten patyk — poleciła Ośnieżona Łąka — a ty idź, zajrzyj do żłobka. Może tam ktoś cię potrzebuje. — strzepnęła uchem, zanim w ogóle się zmyła, tak szybko jak pojawiła. Kunia Łapa westchnęła. To będzie długi dzień.
***
Im bliżej końca, tym gorzej się czuła. Tym bardziej męczyły ją wspomnienia przeszłości. A te wszystkie dobre chwile, jakby przeleciały między palcami.
Deszczowa Chmura wiedział, że nie jest dobrze. Ale wciąż myślał, że to przez te przykre sytuacje. Przez przeprowadzkę, przez wojnę z Mroczną Puszczą, terrora-lidera i "samobójstwo" mentorki. A ona nie mogła mu wyznać prawdy. Nie mogła zawieść ostatniego, który naprawdę ją kochał i na nią liczył. Kuniej Norce wydawało się, że jej mentor ma ostatnio naprawdę dobry humor. Nie chciała być egoistką. Znienawidziłby ją bardziej niż ktokolwiek inny. Trenował ją tak długo, a co miał dostać w zamian? Nie nie nie, nie mogła mu tego powiedzieć. Teraz, gdy jej sekret był bezpieczny w pojedynkę, nie mogła dopuścić, by zobaczył światło dzienne. Nigdy, przenigdy.
— Kunia Norko, jesteś... wolna? — usłyszała niepewny, nieco znudzony głos. Wkrótce wyłonił się zza rogu Mysikróliczy Ślad i rozejrzał się. Ruchem ogona zaprosiła go do siebie.
— Jestem.
— Co tam? — miauknął, liżąc się po łapie i siadając blisko swojej siostry.
— Jakoś leci. — westchnęła, odwracając wzrok, by znów wbić go w rozchmurzone niebo. Wydawało się być takie szczęśliwe i pełne życia. Mogłaby mu tak zazdrościć. A to już schyłek lata i zaraz pojawi się jedynie szara, mętna pokrywa chmur. Przysłoni słońce i wszystko, dzięki czemu ziemia wydaje nowe plony. I skuje się lodem.
— ...wtedy tak strasznie zaczęło mnie boleć. Możesz mi z tym pomóc?
— Chwilka, jeszcze raz? — położyła po sobie uszy. — Przepraszam, zamyśliłam się.
— Ząb i głowa mają ze mną wojnę.
— Ah, to trzeba było tak od razu! — starała się otrząsnąć. Kora olchy i po problemie. Podała Mysikróliczemu Śladowi rozkruszoną korę.
— Jedz. Tak jakby. Bardziej obłóż bolący ząb, jeśli wiesz co mam na myśli.
— Chyba... Dziękuję, Kunia Norko. — zamruczał, po czym przyjął leki. Przy wejściu znowu kłębiły się koty. Zadziwiające było, jak kilka z nich mogło przyjść w jednym i tym samym momencie, a poza tym wcale. Jakby musieli tu chodzić całymi stadami...
— Kunia Norko, coś mnie wzięło. Zwykły katar, jednak...
— Spokojnie, zajmuję się tym — przerwała, krzątając się w poszukiwaniu czegoś na objawy kataru. Cóż, coraz zimniej z każdym dniem. Wrotycz z podbiałem był jedyną opcją. Gdyby miała wybór oczywiście padłoby na ogórecznik, ale szczęście podczas poszukiwań im nie dopisywało. To był zły omen.
— Wrotycz zjedz, podbiał przeżuj. Podbiał to to białe. — rzuciła, stawiając na ziemi zioła. Kotka szybko je skonsumowała (cóż, w jedzeniu nie ma zbyt wielkiej filozofii), a Kunia Norka szukała wzrokiem trzeciego pacjenta.
— Zająłem się Dziczą Siłą, Kuno. Możesz być spokojna. — zaszedł ją od tyłu Deszczowa Chmura, strasząc burą. — Brzydkie skręcenie łapy... ciekawe jak ona sobie to aż tak zrobiła.
— Wojownicy są czasami niemożliwi. — uśmiechnęła się słabo. — Powinniśmy chyba przynajmniej w kupki pozbierać te wszystkie zioła. Jutro z rana znów nie będzie czasu.
— Masz rację. — przyznał, po czym energicznym krokiem zaczął zbierać i sortować resztki ziół. Blisko siedziała Szpetny Pysk, córka lidera.
— Hej, potrzebujesz czegoś? — spytała, nie do końca pewna, czy potrzebowała zaczerpnąć medycznej pomocy, czy zwyczajnie zechciała posiedzieć pod chmurką.
<łasiczko?>
Wyleczeni: Mysikróliczy Ślad, Dzicza Siła, Frezjowy Płatek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz