Wędrowali. Szli i szli, a on tracił nadzieję, że Krucza Gwiazda po drodzę gdzieś się zagubi lub zdechnie. Była już przecież taka stara! Niech ją piorun łupnie i będzie po problemie. Marzył też o chorobie zesłanej na nią przez sam Klan Gwiazdy. Czemu na tym zgromadzeniu przeżyła? Nie wiedział...
Idąc ze smętnie zwieszoną głową, natrafił na Szafirowy Blask. Pamiętał ich ostatnią rozmowę. To on będzie tym, który ich wszystkich uwolni. Tylko... czemu mu tak długo na to schodziło? Mógł ją zabić i już by było po problemie.
- I jak tam plan? - mruknął ponuro.
- Planuje porozmawiać z Niezapominajkiem, gdy nikt nie będzie zwracał na niego uwagi. Może się to okazać jednak ciężkie do zrealizowania - odparł kocur.
- Mi się udało... Wystarczy, że Kruczej Gwiazdy nie ma w pobliżu. Ktoś może odwrócić jej uwagę, byś mógł spokojnie porozmawiać z liderem - zasugerował.
Był ciekaw czy mu się uda. Trudno było przemówić vanowi do rozsądku. To już nie był kot, którego wszyscy znali. Uległ tej jędzy, co budziło w nim odrazę do jego osoby, jak i złość.
Szafir pokiwał głową.
- Pytanie, kto zdoła odwrócić jej uwagę. Ty raczej byś tylko ją zdenerwował i nie wiadomo, co by z tobą uczyniła - miauknął, zastanawiając się nad rozwiązaniem.
O tak... On nie zamierzał do niej podchodzić. Już wystarczająco się jej naraził. Nie mógł jeszcze bardziej jej podpaść, bo skończy gorzej niż zwykły trup. Musieli zdobyć sojusznika. Jedyne kto przychodził mu na myśl, to rudy zastępca. No jasne! Przecież był do tego idealny!
- Wiem kto mógłby nam pomóc... Rudzikowy Śpiew - Wskazał na kocura, który gdzieś tam krył się wśród klanowiczów. - Jest zastępcą, więc musi zdawać raporty liderom. Nie będzie w tym nic podejrzanego. Może zająć przez chwilę Kruczą Gwiazdę rozmową, a wtedy ty dorwiesz Niezapominajkową Gwiazdę.
- Dobry pomysł - przyznał szczerze brat Bławatkowego Potoku. - Myślisz, że jak bym teraz go o to poprosił, to by się zgodził?
- Sądzę, że tak. On mało co odmawia, jeżeli ktoś potrzebuje pomocy. Nie potrafi się postawić. Łyknie to. Na pewno - miauknął, szukając wzrokiem rudego.
Znał go nieco i wiedział, że był dobrym kotem, który nie odmawia potrzebującym. Sam fakt, że uległ Bażanciemu Futru, by go popilnował wiele księżyców temu na to wskazywał. Wtedy przecież się bardzo nie lubili.
Szafirowy Blask uśmiechnął się do niego lekko.
- Ufam ci. - Odparł, starając się wypatrzeć wspomnianego kota w tłumie.
Ufał mu... Ufał. Te dwa niby nic nie znaczące słowa, a jak wielką miały moc. Dobrze było coś takiego usłyszeć. Czuł dzięki temu, że był komuś potrzebny. Po tym jak wszyscy się od niego odwrócili, przyjaciół mógł wyliczyć na pazurach jednej łapy.
Skinął łbem, rozluźniając przez chwilę swoje spięte ciało.
- Jestem ciekaw co ci powie... i czy w ogóle zechcę cię słuchać - mruknął, przypominając sobie, jak jego rozmowa z liderem przebiegła fatalnie. Mroczne wspomnienia znów zalały jego umysł. Nie. Stop. Musiał przestać o tym myśleć, bo znów jego psychika wywinię koziołka.
- Miejmy nadzieję, że będzie chętny do rozmowy - mruknął kocur.
- Możesz zawsze powiedzieć, że to coś ważnego... - zasugerował, nie za bardzo wierząc, że w taki sposób zachęci lidera do rozmowy. Gdy on do niego mówił, widział że nie był zbyt na to chętny, ale uległ. Nie wiedział czemu, ale to się stało. Skoro teraz było z nim lepiej niż wtedy, to jaką mieli szansę na to, że się zgodzi?
- Coś się wymyśli, oby tylko przekonać go do rozmowy. Będzie ciężko, ale poradzę sobie - odparł wojownik, cicho wzdychając.
Kiwnął głową.
- A ja... Ja poczekam. Nic mi więcej nie pozostało. - Zwiesił łeb. - Te księżyce mijają, a czuje się tak, jakby nic się nie zmieniało. Wszystko jest takie samo jak za panowania samej Kruczej Gwiazdy. Miałem nadzieję, że uwolnienie Niezapominajka coś zmieni. Oni oboje nie nadają się na liderowanie. Powinni odejść już na emeryturę... - gdybał. - Ciekawe czy tego się doczekamy. Widzisz ty Kruczą w starszyźnie? - zaśmiał się. - Zabijała starszych, bo byli ciężarem dla klanu. Ciekawe czy i siebie zabiję, bo uzna, że tak będzie dla nas lepiej. - rozmarzył się.
Ta wizja była piękna. Czemu to nie mogło się ziścić? Kiedy ta jędza zdechnie i wyzionie ducha? Niech już opuści ten świat. Da im wszystkim odpocząć...
- Szczerze, wolałbym widzieć Kruczą martwą niż w Starszyźnie - ściszył głos wojownik. - Też chciałabym, aby się zabiła, ale niestety szanse na taki czyn w jej wykonaniu jest bardzo mało prawdopodobny - westchnął, oglądając otoczenie. Szli już tak dobre parę księżyców, a końcówki wędrówki wciąż nie było widać.
Prawda. Taki potwór jakim była, raczej nie przysłuży się światu, który chcę się jej pozbyć. Było to smutne, ale realistyczne podejście. Trzeba było jej więc w tym pomóc.
- Marzyć zawsze można - rzucił. - W ogóle to jak tam ci się układa w życiu? Tak tu sobie knujemy, a nie opowiadasz jak ci się żyję w klanie - zauważył.
<Szafir?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz