Męczyło ją gadanie z tym idiotą. Nie lubiła go, był dla niej tylko durniem, który na siłę wrzynał się w jej życie i rodzinę. To nie było też tak, że go nienawidziła. Jej nastawienie do niego to była akceptacja, bo w końcu… Nie miała z kim gadać. Niegdyś koty z nią nie rozmawiały przez to, że sama tego nie lubiła, a obecnie każdy miał ją gdzieś, uznawając niezgodnie z prawdą za zdrajcę.
- Nic nie zrobię. Nie mam na nic sił. Ledwo co dycham, a ty myślisz, że coś będę robić? I on na pewno nie jest zadowolony, wyprała mu mózg. Kiedyś był inny...
- Wiem coś o tym... - przyznał, wzdychają głęboko. - To nie jest przyjemne uczucie. Ale... To już nie wróci. On przepadł. Jedynie ich śmierć jest w stanie zmienić nasz los
- Wiesz, zawsze można przyspieszyć ten proces... Nie żałowałabym Kruczej. Jedynie gdyby to samo spotkało wujka, to... Na pewno bez niej wróciłby, do stanu sprzed jej władzy. Jestem tego pewna.
Gdyby umarła Krucza Gwiazda… Byłoby wspaniale. Bez tej szui życie byłoby o wiele piękniejsze, zamieniło się w istny raj.
- Ja... nie dam rady, wiesz o tym. A ktoś kto chcę, na razie nie daje mi znaku, że na pewno tego chcę. Jedynie Klan Gwiazdy może ją przedwcześnie zabrać ze świata, zsyłając jej chorobę. - powiedział.
- Na pewno się ktoś znajdzie- wzruszyła ramionami.- Mam nadzieję tylko, że przed moją śmiercią. Chciałabym to zobaczyć...
- Na pewno się tego doczekasz. Nie jesteś tak wiekowa jak nasza liderka
Nawet wołała nie wspominać mu, że jest opcja, że umarłaby z innego powodu niż ze starości. W końcu… Każda chwila tutaj była zmarnowana. Już od dłuższego czasu myślała, czy może by nie zakończyć tego i dać sobie spokój… Ale miała tu Rudzika, o którego musiała dbać.
- Może- wymamrotała tylko cicho.- Masz rację. Dożyję.
Ten idiota oczywiście znowu wykazał się swoim intelektem i uważnością, prawie wywracając się na wystającym korzeniu. Co za dureń! Powstrzymała się od wyśmiania go. W końcu… Nie wypadało.
- Prawdziwa dzicz w tym lesie - skomentował to tylko.
- Albo ty jesteś niezdarny- prychnęła, wpatrując się w niego zdziwiona.- Ciągle na coś wpadasz.
- W-wiesz nie wiem czemu tak się dzieję. Czuję się... dziwnie. To może to? - miauknął. - Ostatnio źle sypiam. Znowu... - westchnął cierpiętniczo. - Może jak dojdziemy na miejsce, to mi się polepszy...
Czuła się strasznie dziwnie, wysłuchując ciągle tego jak się wyżala. Nie chciała tego słuchać, sama też miała problemy i przytłaczało ją to. Sama nie potrafiła sobie radzić a ten co, myślał, że zacznie mu okazywać wsparcie?
- Możliwe. Albo po prostu tak masz przez swoje problemy. Nie potrafisz się uspokoić i w ogóle...- mruknęła cicho, wpatrując się w ziemię. Zaśmiał się, zaczynając nagle wylewać łzy. Łapy mu zadrżały, przez co zmuszony był się zatrzymać. Co z nim było nie tak?! Co się z nim działo! Był już totalnym wariatem, skoro odwalał taką manianę.
- Doskonale wiem co się dzieję! Nie musisz mnie pouczać! - wydał z siebie ni to pisk, ni to jęk, biorąc głębokie oddechy. - To takie śmieszne wiesz? - zachichotał nagle. - Że wiesz, ale nie umiesz tego zwalczyć. A ona mi obiecała... Obiecała, że będzie dobrze. Chciałem by przyszła do mnie znowu, ale... Ale nie przychodzi. Brak mi jej... Czy to moja wina? A może Krucza Gwiazda jej coś nagadała? A ty... Czemu nagle mnie lubisz, skoro wiem, że nie lubisz mnie?
Była bardzo zaskoczona jego nagłym wybuchem. Co mu się działo? Próbowała poukładać sobie to wszystko w głowie.
- Czekaj, kto do ciebie miał przyjść? Masz romans czy co? I nie, nie rozmawiała pewnie z tą gnidą ktokolwiek to był i to, że cię wysłuchuję, nie znaczy, że cię lubię, ja cię akceptuję i tyle- warknęła, mając dość jego dziwnego zachowania.
Zdradziecka Rybka pokręcił łbem i starł łzy łapą, kontynuując wędrówkę przed siebie.
- To... Ciekawe. - powiedział, jeżąc się na grzbiecie. - Mam tak samo. Czyli jesteśmy przyjaciółmi?
- Jakimi znowu przyjaciółmi?- syknęła zdziwiona.- Ja... Nie mam przyjaciół. Jesteśmy tylko znajomymi i słucham tego co mi gadasz do ucha.
- Rozumiem. Jesteś nieśmiała... - stwierdził. - Ale nie martw się. Powinno ci to przejść. Ja gadam? Ciągle ty do mnie mówisz - prychnął, kręcąc nosem. - Już wiem! Pewnie ci się nudzi. Chcesz pójść coś porobić?
- Uh... Okej?- mruknęła cicho, przebierając niemrawo łapami, nie mogąc zrozumieć co tak nagle strzeliło mu do głowy. Nagle chciał gdzieś wyjść? Nienormalne… Całą ich wycieczkę przerwała grupka pilnująca Rybki.
- Ej dokąd wy idziecie? - zawołał Orzech, powodując, że musieli się zatrzymać.
- O nie... Weź im coś powiedz. Niech nas zostawią...
Spłaszczyła uszy. Zapomniała, że miał swoich opiekunów.
- Idziemy gdzieś indziej, bo śmierdzi od was wronią karmą- prychnęła zirytowana. A co innego miała powiedzieć? Miała dość tych idiotów. Całe szczęście, że nie przeszkadzali im tak bardzo.
- Coś ty powiedziała?! - warknął kocur, podchodząc do niej. Oho. Cyklop się wkurzył. - Zważaj na słowa, bo wronią karmą to jesteś ty!
Słowa Orzecha jej nie ruszyły w przeciwieństwie do czekoladowego, który już uciekł za nią. Tchórz.
- Może aż tak od ciebie zalatuje, że sam wciągasz te odory i zwalasz na innych. Żałosne...- odsunęła się do tyłu, próbując nie wpaść na Rybkę.- Weź się odsuń, bo się uduszę.
- Wracajcie natychmiast na drogę - zarządził kocur, posyłając jej wrogie spojrzenie okiem.
- Właśnie, Zanikające Echo. Nie chodź w krzaki z kimś takim. Sądziłam, że jesteś mądrzejsza - zawtórowała Wzburzona.
- Nie chciałam iść z nim w krzaki!- wrzasnęła wściekła na Wzburzoną. Co ona sobie myślała?! Że chciała robić… TO z takim kimś?- Nie lecę na kocury, weź się zamknij! To obrzydliwe!
- Tak? To wracajcie na drogę i zachowujcie się jak dorośli - prychnęła. - Bo jeszcze ktoś sobie coś pomyśli i co? - spojrzała na czekoladowego. - Tak zdradzać swojego kochasia z jego siostrą, nieładnie Rybko.
- Co?!- teraz krzyknęła na Rybkę.- Romansujesz z nim?! Ty gnido!
Kocur skulił się na jej krzyki. Co on sobie znowu wymyślił?! Przytulali się, całowali?! Nie potrafiła przyjąć do myśli tego, że mógł być w związku z jej bratem! Taki oszołom?!
- N-nie! To kłamstwa!
- Mhm... A kto się do niego tulił? Wyznawał miłość? - grała dalej w to kotka. Szczerze, teraz była bardziej wściekła na Wzburzoną niż na czekoladowego. Przynajmniej on nie gadał jakichś głupot! A wojowniczka wcześniej zarzuciła jej romans z kocurem… Fuj!
- Zamknij się! Mój brat ma gust i nie jest idiotą, by chodzić z takim kimś! Jesteś tylko cholerną mendą! Wypchaj się!- wydarła się na nią, chcąc się jej tylko rzucić do pyska. Chętne by to zrobiła, gdyby nie późniejsze problemy i brak szans.
Kotka zaczęła dalej na nią krzyczeć, a jej “przyjaciel” uciekł z rykiem w las. Co mu się działo?! Miała w dupie paplaninę Wzburzonej, więc tylko wypatrywała kiedy czekoladowy wróci wraz z jednookim. Z syknięciem spojrzała na wracającego Rybkę. No w końcu! Chociaż mógł tam zdechnąć…
- Zostaw mnie już idiotko!- wrzasnęła tylko do Wzburzonej, podchodząc szybkim krokiem do kocura.
- Spadajmy stąd- wyszeptała mu do ucha.- Mam dość tych mysich straw.
Szybkim krokiem powędrowali za klanem, zostawiając tą dwójkę w tyle.
- Oni kłamią, kłamią. Nie wierz im. To złe koty.
- No dobra już, nie spinaj się tak- mruknęła, próbując się uspokoić po wybuchu złości.- O dziwo, wierzę ci. Mogłam na nich nie krzyczeć, to byśmy może mogli gdzieś pójść, a teraz... Trochę nie wyszło. Może później.
- T-t-tak później, później - pokiwał szybko głową. - Ale... Ale wiesz... Ja nie... Nie chciałem cię porwać ani nic
- A co chciałeś?- podniosła brew. Miał na myśli coś konkretnego? Planował to czy jak?
- Porobić coś innego niż chodzenie. Może jakieś polowanie? Bieganie? - wymieniał.
- Nudzi ci się chodzenie? Mi też. To byłoby fajne, ale zawaliłam. Przepraszam.
- T-tak prawda. Zawaliłaś - westchnął. - Lepiej dogońmy resztę
Przyspieszyła nieco kroku, chcąc nadrobić straconą odległość.
- Ale należało mu się, za bycie dupkiem. I jej za takie idiotyczne teksty.
- Nic nie zrobię. Nie mam na nic sił. Ledwo co dycham, a ty myślisz, że coś będę robić? I on na pewno nie jest zadowolony, wyprała mu mózg. Kiedyś był inny...
- Wiem coś o tym... - przyznał, wzdychają głęboko. - To nie jest przyjemne uczucie. Ale... To już nie wróci. On przepadł. Jedynie ich śmierć jest w stanie zmienić nasz los
- Wiesz, zawsze można przyspieszyć ten proces... Nie żałowałabym Kruczej. Jedynie gdyby to samo spotkało wujka, to... Na pewno bez niej wróciłby, do stanu sprzed jej władzy. Jestem tego pewna.
Gdyby umarła Krucza Gwiazda… Byłoby wspaniale. Bez tej szui życie byłoby o wiele piękniejsze, zamieniło się w istny raj.
- Ja... nie dam rady, wiesz o tym. A ktoś kto chcę, na razie nie daje mi znaku, że na pewno tego chcę. Jedynie Klan Gwiazdy może ją przedwcześnie zabrać ze świata, zsyłając jej chorobę. - powiedział.
- Na pewno się ktoś znajdzie- wzruszyła ramionami.- Mam nadzieję tylko, że przed moją śmiercią. Chciałabym to zobaczyć...
- Na pewno się tego doczekasz. Nie jesteś tak wiekowa jak nasza liderka
Nawet wołała nie wspominać mu, że jest opcja, że umarłaby z innego powodu niż ze starości. W końcu… Każda chwila tutaj była zmarnowana. Już od dłuższego czasu myślała, czy może by nie zakończyć tego i dać sobie spokój… Ale miała tu Rudzika, o którego musiała dbać.
- Może- wymamrotała tylko cicho.- Masz rację. Dożyję.
Ten idiota oczywiście znowu wykazał się swoim intelektem i uważnością, prawie wywracając się na wystającym korzeniu. Co za dureń! Powstrzymała się od wyśmiania go. W końcu… Nie wypadało.
- Prawdziwa dzicz w tym lesie - skomentował to tylko.
- Albo ty jesteś niezdarny- prychnęła, wpatrując się w niego zdziwiona.- Ciągle na coś wpadasz.
- W-wiesz nie wiem czemu tak się dzieję. Czuję się... dziwnie. To może to? - miauknął. - Ostatnio źle sypiam. Znowu... - westchnął cierpiętniczo. - Może jak dojdziemy na miejsce, to mi się polepszy...
Czuła się strasznie dziwnie, wysłuchując ciągle tego jak się wyżala. Nie chciała tego słuchać, sama też miała problemy i przytłaczało ją to. Sama nie potrafiła sobie radzić a ten co, myślał, że zacznie mu okazywać wsparcie?
- Możliwe. Albo po prostu tak masz przez swoje problemy. Nie potrafisz się uspokoić i w ogóle...- mruknęła cicho, wpatrując się w ziemię. Zaśmiał się, zaczynając nagle wylewać łzy. Łapy mu zadrżały, przez co zmuszony był się zatrzymać. Co z nim było nie tak?! Co się z nim działo! Był już totalnym wariatem, skoro odwalał taką manianę.
- Doskonale wiem co się dzieję! Nie musisz mnie pouczać! - wydał z siebie ni to pisk, ni to jęk, biorąc głębokie oddechy. - To takie śmieszne wiesz? - zachichotał nagle. - Że wiesz, ale nie umiesz tego zwalczyć. A ona mi obiecała... Obiecała, że będzie dobrze. Chciałem by przyszła do mnie znowu, ale... Ale nie przychodzi. Brak mi jej... Czy to moja wina? A może Krucza Gwiazda jej coś nagadała? A ty... Czemu nagle mnie lubisz, skoro wiem, że nie lubisz mnie?
Była bardzo zaskoczona jego nagłym wybuchem. Co mu się działo? Próbowała poukładać sobie to wszystko w głowie.
- Czekaj, kto do ciebie miał przyjść? Masz romans czy co? I nie, nie rozmawiała pewnie z tą gnidą ktokolwiek to był i to, że cię wysłuchuję, nie znaczy, że cię lubię, ja cię akceptuję i tyle- warknęła, mając dość jego dziwnego zachowania.
Zdradziecka Rybka pokręcił łbem i starł łzy łapą, kontynuując wędrówkę przed siebie.
- To... Ciekawe. - powiedział, jeżąc się na grzbiecie. - Mam tak samo. Czyli jesteśmy przyjaciółmi?
- Jakimi znowu przyjaciółmi?- syknęła zdziwiona.- Ja... Nie mam przyjaciół. Jesteśmy tylko znajomymi i słucham tego co mi gadasz do ucha.
- Rozumiem. Jesteś nieśmiała... - stwierdził. - Ale nie martw się. Powinno ci to przejść. Ja gadam? Ciągle ty do mnie mówisz - prychnął, kręcąc nosem. - Już wiem! Pewnie ci się nudzi. Chcesz pójść coś porobić?
- Uh... Okej?- mruknęła cicho, przebierając niemrawo łapami, nie mogąc zrozumieć co tak nagle strzeliło mu do głowy. Nagle chciał gdzieś wyjść? Nienormalne… Całą ich wycieczkę przerwała grupka pilnująca Rybki.
- Ej dokąd wy idziecie? - zawołał Orzech, powodując, że musieli się zatrzymać.
- O nie... Weź im coś powiedz. Niech nas zostawią...
Spłaszczyła uszy. Zapomniała, że miał swoich opiekunów.
- Idziemy gdzieś indziej, bo śmierdzi od was wronią karmą- prychnęła zirytowana. A co innego miała powiedzieć? Miała dość tych idiotów. Całe szczęście, że nie przeszkadzali im tak bardzo.
- Coś ty powiedziała?! - warknął kocur, podchodząc do niej. Oho. Cyklop się wkurzył. - Zważaj na słowa, bo wronią karmą to jesteś ty!
Słowa Orzecha jej nie ruszyły w przeciwieństwie do czekoladowego, który już uciekł za nią. Tchórz.
- Może aż tak od ciebie zalatuje, że sam wciągasz te odory i zwalasz na innych. Żałosne...- odsunęła się do tyłu, próbując nie wpaść na Rybkę.- Weź się odsuń, bo się uduszę.
- Wracajcie natychmiast na drogę - zarządził kocur, posyłając jej wrogie spojrzenie okiem.
- Właśnie, Zanikające Echo. Nie chodź w krzaki z kimś takim. Sądziłam, że jesteś mądrzejsza - zawtórowała Wzburzona.
- Nie chciałam iść z nim w krzaki!- wrzasnęła wściekła na Wzburzoną. Co ona sobie myślała?! Że chciała robić… TO z takim kimś?- Nie lecę na kocury, weź się zamknij! To obrzydliwe!
- Tak? To wracajcie na drogę i zachowujcie się jak dorośli - prychnęła. - Bo jeszcze ktoś sobie coś pomyśli i co? - spojrzała na czekoladowego. - Tak zdradzać swojego kochasia z jego siostrą, nieładnie Rybko.
- Co?!- teraz krzyknęła na Rybkę.- Romansujesz z nim?! Ty gnido!
Kocur skulił się na jej krzyki. Co on sobie znowu wymyślił?! Przytulali się, całowali?! Nie potrafiła przyjąć do myśli tego, że mógł być w związku z jej bratem! Taki oszołom?!
- N-nie! To kłamstwa!
- Mhm... A kto się do niego tulił? Wyznawał miłość? - grała dalej w to kotka. Szczerze, teraz była bardziej wściekła na Wzburzoną niż na czekoladowego. Przynajmniej on nie gadał jakichś głupot! A wojowniczka wcześniej zarzuciła jej romans z kocurem… Fuj!
- Zamknij się! Mój brat ma gust i nie jest idiotą, by chodzić z takim kimś! Jesteś tylko cholerną mendą! Wypchaj się!- wydarła się na nią, chcąc się jej tylko rzucić do pyska. Chętne by to zrobiła, gdyby nie późniejsze problemy i brak szans.
Kotka zaczęła dalej na nią krzyczeć, a jej “przyjaciel” uciekł z rykiem w las. Co mu się działo?! Miała w dupie paplaninę Wzburzonej, więc tylko wypatrywała kiedy czekoladowy wróci wraz z jednookim. Z syknięciem spojrzała na wracającego Rybkę. No w końcu! Chociaż mógł tam zdechnąć…
- Zostaw mnie już idiotko!- wrzasnęła tylko do Wzburzonej, podchodząc szybkim krokiem do kocura.
- Spadajmy stąd- wyszeptała mu do ucha.- Mam dość tych mysich straw.
Szybkim krokiem powędrowali za klanem, zostawiając tą dwójkę w tyle.
- Oni kłamią, kłamią. Nie wierz im. To złe koty.
- No dobra już, nie spinaj się tak- mruknęła, próbując się uspokoić po wybuchu złości.- O dziwo, wierzę ci. Mogłam na nich nie krzyczeć, to byśmy może mogli gdzieś pójść, a teraz... Trochę nie wyszło. Może później.
- T-t-tak później, później - pokiwał szybko głową. - Ale... Ale wiesz... Ja nie... Nie chciałem cię porwać ani nic
- A co chciałeś?- podniosła brew. Miał na myśli coś konkretnego? Planował to czy jak?
- Porobić coś innego niż chodzenie. Może jakieś polowanie? Bieganie? - wymieniał.
- Nudzi ci się chodzenie? Mi też. To byłoby fajne, ale zawaliłam. Przepraszam.
- T-tak prawda. Zawaliłaś - westchnął. - Lepiej dogońmy resztę
Przyspieszyła nieco kroku, chcąc nadrobić straconą odległość.
- Ale należało mu się, za bycie dupkiem. I jej za takie idiotyczne teksty.
<Rybka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz