*dawno temu, przed mianowaniem na wojownika*
Stanął, gdy kotka zatrzymała się i skierowała nagle głowę ku bratu. Spróbował delikatnie wywinąć swój ogon spod jej uścisku. Nie chciał, by Lukrecja widział ich w takim dwuznacznym położeniu. Przecież to był jej brat! Co jeśli go pobiję za to, że dostawiał się do jego siostry? Chociaż... Wydawał się już bardzo zły, ale nie na niego, a właśnie na szylkretkę.
- Ale widzisz, że on nie chce się z tobą tulić? Ze mną chciał - mruknął kremowy, wysuwając pazury.
No to go zamurowało na to wyznanie. Spalił buraka pod sierścią, przypominając sobie jak zmuszał go do tulasów. Było to... miłe oraz przyjemne, to fakt, lecz kocur go krzywdził, co bardzo mu nie odpowiadało w tym wszystkim.
- Tia. Na pewno. Bo tak przyjemnym jest, jak go bijesz, szarpiesz mu uszy i strącasz z gałęzi, taaaaaaaaaaak ‐ przeciągnęła - Gdyby mu się podobało, to by teraz ci się nie stawiał. To po pierwsze. Po drugie, nie mówiłby mi, że to robisz. Po trzecie, Niktuś jest po prostu nieśmiały, może przez to, jak łączyłeś ból z "czułościami" - miauknęła, po czym bez ogródek polizała czarnego arlekina za uchem, mrucząc przy tym cicho.
Czy naprawdę kłócili się o niego? To... Było dziwne. No bo z jakiej racji? Co w nim było takiego wyjątkowego? Był oszpecony przez mentora, stał najniżej w klanowej hierarchii i uznawano go za śmiecia. A ta dwójka... Chciała się z nim zadawać. Miodunkę to jeszcze rozumiał, bo była dziwna od początku ich znajomości, ale Lukrecja? Może zazdrościł, że siostra zabierała mu zabawkę do dręczenia?
- N-no to bicie nie było fajne... - mruknął cicho, czując jak zalewa go wstyd spowodowany całusem kotki.
- Nie śliń go, paskudo - syknął arlekin - A tego Niktusia to możesz sobie w zad wsadzić, to zdrobnienie jest co najmniej okropne. - Zjeżył się.
- A wypchaj się - odparła szylkretka, prostując się dumnie.
Położył po sobie uszy. Widać było, że atmosfera gęstniała z każdym wypowiedzianym przez nich słowem. Wolał się stąd zmyć, nim dojdzie pomiędzy nimi do jakiejś bójki. Nie zamierzał się wtrącać w te sprawy. Co powiedział, to powiedział i musiało mu to wystarczyć.
- J-ja chyba już sobie pójdę... - miauknął, wycofując się
- Jesteś głupia, wiesz? - syknął nieprzejęty jego słowami syn Plusk, zwracając się dalej do kotki.
Na jego słowa liliowa prychnęła tylko pod nosem, odwracając się w jego stronę.
- Masz rację, Nikt. Lukrecja nie jest wart naszego czasu - fuknęła, po czym poprowadziła ich w stronę legowiska uczniów.
Nie za bardzo chciał tam iść, bo wiedział, że Miodunka zacznie go znów obmacywać. Teraz żałował, że nie pobili się, czy coś, bo mógłby uciec spod jej łap i nacieszyć się chwilą spokoju. W tym celu rzucił Lukrecji spojrzenie, mając nadzieję, że ten będzie dalej ciągnął temat. On jednak tylko wytknął do liliowej język. Westchnął, zwracając się do kotki.
- A... Nie chcesz pogadać z bratem, a ja sobie pójdę do legowiska? Wiesz... Nie musimy wszędzie chodzić... razem.
- Nie. Już dość na niego czasu zmarnowałam. Następnym razem od razu pójdziemy z tym do liderki. - miauknęła, ocierając się o niego i zaciągając go do legowiska, ignorując tym sposobem kremowego brata.
***
*dawno temu, stare tereny, Pora Nagich Drzew*
Szli przez las. Nie mógł uwierzyć, że dał jej się tam zaciągnąć! Powinien wymigać się wzmianką o jakimś treningu, by go nie napastowała, ale... No właśnie. Tylko tyle potrafił. Myśleć zamiast robić.
Mróz szczypał go w nos, przez co nie zorientował się jak wyszli nieco poza tereny Owocowego Lasu, bo to tam Miodunka znalazła ciekawe miejsce, w którym jak mówiła, mogli spędzić czas. Była to kłoda, gdzieś między terenami Klanu Nocy, a Owocowym Lasem. Opowiadała mu radośnie jak znalazła ją podczas polowania, przewracając się prosto na nią. Było to intrygujące miejsce, posiadające ślady dawnej kociej obecności. Zapach jednak dawno wywietrzał, pozostawiając tam tylko delikatną woń mięty. Na korze były ślady małych pazurków, a w środku znajdowała się masa starego, acz miękkiego mchu.
Wszedł tam niczym skazaniec, wiedząc co go czeka. Skrzywił pysk. Nie podobało mu się to. Bardzo. Zwłaszcza jak wpadł całym ciałem na mech, zostając bezceremonialnie popchnięty, czując zaraz przy sobie Miodunkę.
- M-miodunko... w-wiesz ja nie wiem czy chcę... - miauknął do niej, powoli próbując przeczołgać się do wyjścia.
Kotka widząc co wyczyniał przygniotła go, uniemożliwiając jego żałosną próbę ucieczki.
- Niktusiu, ale popacz, jak tu fajnie! Odpowiednio dużo miejsca dla nas dwojga - miauknęła, liżąc leżącego pod nią czarnego arlekina między uszami.
Cofnął lekko głowę w bok.
- N-no tak. Dużo tu miejsca. A-ale... ale jesteśmy chyba za młodzi na takie... randki...
Jego serce zabiło szybciej. Modlił się do... w zasadzie nie wiedział kogo, by zesłano mu wybawienie. On nie chciał, nie chciał. Potrzebował stąd jak najszybciej się ulotnić! I gdy już myślał, że to koniec. Że Miodunka zacznie znów go tulić i lizać, usłyszał głos, na którego dźwięk ucieszył się jak nigdy w życiu.
- Co robicie? - Lukrecja włożył łeb do środka.
Wybawiciel, na którego nie zasługiwał...
<Lukrecjo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz