Chwile obserwował jak się męczyła. Było to bardzo zabawne. Lubił, gdy go o coś błagała. Czuł się wtedy tak cudownie. Jakby nagle posiadł władzę nad jej marnym życiem i był kimś wielkim! Gdzie jego zdanie się liczyło, a gniew powodował drżenie każdego znajdującego się w pobliżu kota.
- Dobrze. Znaj moją łaskę - Podał jej mech, by mogła napić się wody.
Nie mogła przecież bardziej się zepsuć. Kogo by wtedy dręczył? Jak na razie ona jedyna pozwalała mu na taką swobodę. Jej siostra za dużo szczekała, dokładnie tak samo jak Zajęcza Łapa, co mu bardzo się nie podobało. Takie wyrzutki losu, które zostały porzucone powinny dziękować, że w ogóle ktoś się nimi zajął. Szkoda, że tego nie widziały, a co najważniejsze, nie potrafiły tego docenić.
Obserwował jak Paskuda zaczyna łapczywie pić, nie zważając na wszystko inne. Słyszał jej pełne ulgi pomruki, które były bardzo zabawne. Gdy czekał aż ta skończy spijać krople wody, poczuł nagle jak ktoś chwyta go za kark. Poznałby ten smród już z daleka, bo zaznajomił się z nim bardzo... blisko. Nie podobało mu się to, bo nie lubił tego okropnego bezokiego pana. Budził w nim mieszane uczucia, a także niepokój, gdy widział ten pusty oczodół. Brrr... Ale najwidoczniej musieli już ruszać dalej, więc nie mógł marudzić.
- Ona nie może chodzić! Weźcie ją! - Wskazał na Paskudę. Nie mogli przecież jej tu tak zostawić! Potrzebował jej jeszcze! Jego matka spojrzała na jego przyjaciółkę krzywiąc nos, ale zawołała jakiegoś wojownika, który podniósł kotkę w górę.
- R-RA-RATUNKU!!! - wrzasnęła na co się skrzywił. Czemu się darła?! Przecież to nic złego! Nie będą jej przecież mordować!
- Nie rycz! Nikt cię nie chcę zjeść! Po prostu cię niosą, byś nie musiała iść. Spójrz na mnie. Spójrz! - rozkazał. - Zobacz. Mnie też tak trzymają.
Ledwo łapiąc oddech spojrzała na kocurka, jednak nie wyglądało na to, by dodało jej to odwagi. Zaczęła się wiercić, chcąc się wydostać z ucisku nieznajomego.
- A-ale t-to n-nie j-jest f-fajne! N-nie ch-chcę!
- Właśnie jest fajne, bo nie musisz chodzić! Noszą cię za ciebie! Nie marudź. - Przewrócił oczami. - Jak będziesz krzyczeć, to ci mech wsadzą do gardła, więc stul dziób.
Zamknęła w końcu jadaczkę i przerażona dała się nieść, co było wybawieniem dla wojownika, jak i jego biednych uszu.
- No i tak trzymać. Odpocznij - zasugerował, sam ziewając.
***
Ta przeklęta Paskuda na niego doniosła! Nie mógł w to uwierzyć! Na dodatek była już uczennicą, przez co musiał czekać, aż się do niego pofatyguje. Dostanie za swoje. Już wiedział, że kotka sobie z nim pogrywała. Musiała zapłacić! Dlatego też, gdy mama spuściła go z oka, co było dość ryzykowne, wyjrzał z krzaka, w którym tymczasowo mieszkali, czekając na pojawienie się tej wronie strawy.
Dojrzał ją jak szła ledwo żywa. Ciekawe co takiego robili na tym treningu, że padała z łap! Miał jednak nadzieję, że znajdzie siły na wytłumaczenie się przed nim ze swojego zachowania! No bo jak ona mogła, tak bezczelnie złamać swoją obietnicę, że nikomu o tym nie powie?!
Widząc jak czekoladowa przechodzi obok, nawet nie zaszczycając go spojrzeniem, coś w nim pękło. Przecież był widoczny! Czekał na nią! W tym także obiecała, że do niego przyjdzie i co? I pstro! Miała pod ogonem najwidoczniej jego osobę, co skutecznie napędzało jego złość. O nie... Miał dość jej zachowania. Teraz dostanie jej się podwójnie!
- PASKUDO - ryknął, by ta zwróciła na niego uwagę. - Do nogi! Już!
Wrzasnęła, szybko odwracając się w stronę kociaka. Mimo rozkazu nie ruszyła się z miejsca, jedynie nerwowo dygotając całym ciałem.
- Paskudo... - w jego głosie zabrzmiała niebezpieczna nuta. Wbijał w nią wzrok, który jasno sugerował, że jeżeli się nie ruszy, to skończy gorzej niż to co przeżyła na treningu. - Głucha jesteś? Zapomniałaś co mi obiecałaś? Do. Nogi. JUŻ!
Zaskomlała cicho, z trudem zbliżając się. Skuliła się jak najbardziej mogła i zjawiła się tuż przed nim, jak jej kazał.
- Mamy do pogadania! Za mną - Machnął ogonem, dając nim jej po pysku i kierując ją w miejsce, gdzie będą mieli trochę prywatności. Musiał się wyrobić z tym szybko, by matka nie zaczęła mu ględzić, że uciekł ze szlabanu. Warto było jednak tak zaryzykować. Trzeba było przetrzepać tą gnidę. Zatrzymał się w dostatecznym według niego miejscu, biorąc kulkę mchu w łapę, którą sobie wcześniej przygotował.
- Zawiodłaś mnie. Zgrywasz taką potulną i grzeczną, a naprawdę tylko szkodzisz... - zaczął powoli. - Więc dam ci teraz szansę na wytłumaczenie się ze swojego zachowania. Czemu naskarżyłaś na mnie mojej siostrze?! - Podniósł głos, mordując ją wzrokiem. - Przecież miałaś trzymać gębę na kłódkę!
<Paskudo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz