Nie było dobrze. Było źle. Czuł się z każdym dniem jak usychająca roślina. Mimo, że miał zapewnione wszystkie potrzebne do życia środki, tonął coraz bardziej w tym bagnie.
Szedł gapiąc się w ziemię pod swoimi łapami. Zatrzymywał się tylko podczas postojów, co dawało pewną ulgę, lecz nie pozbawiało całkiem tego napięcia.
Dni powoli zlewały się w jedność. Nie pamiętał już, kiedy ostatni raz coś poszło nie tak jak powinno. Wsiąkł w tą rutynę, aż nie popadł w dziwne odrętwienie.
Najgorsze chwile były jednak, gdy pojawiała się jego córka. Zajęcza Łapa, ten pomiot Mrocznej Puszczy. Nic więc dziwnego, że zaczął jej unikać, kryjąc się za plecami Rudzikowego Śpiewu. Tylko on mógł go uratować. Wystarczyło tylko, aby został liderem. Wtedy to się skończy. Na zawsze. Winni zostaną ukarani, a on... będzie wolny. Tego teraz pragnął. Śmierci tych samozwańczych liderów, którzy nie byli godni swojego stanowiska.
Walnął głową w drzewo, co go zaskoczyło. Spojrzał na roślinę zdumiony, powodując śmiech Wzburzonego Potoku
- To twój kolejny kochanek? Dobry gust - zakpiła.
Najeżył sierść. Wcale nie romansował z drzewami! Raz mu się zdarzyło pomylić jedno z rudym zastępcą, ale to był raz i nie był pewny, czy to była prawda. Może to był naprawdę on? Spiorunował ją spojrzeniem, dostrzegając za nią Zanikające Echo, która była tego świadkiem. Jeszcze tego mu brakowało, by dowiedziała się, że tulił się ponownie z jej bratem. A może już słyszała plotki? Szybko się roznosiły i nawet dotarły one do jego uszu. Nie był jednak w stanie nic z nimi zrobić. Zresztą... Przestał się tym przejmować, bo oczywiście był już i tak uważany za wariata.
- Cześć... - zwrócił się do siostry zastępcy, patrząc na nią z uwagą, by zorientować się czy miała złe zamiary. Nie chciał, by znów rzuciła się na niego z ryjem i pazurami. - Jak wędrówka?
Podniosła brew, wpatrując się w niego pytającym wzrokiem. No... Znacznie lepsza reakcja niż oczekiwał. Czyli mógł uznać, że był bezpieczny.
- Może być - wymamrotała.- A tobie? Córka znowu ci psuje życie?
Skrzywił się na to pytanie, kiwając głową. Nie lubił tematu liliowej vanki, która zatruwała mu życie niczym trujący krzew. Na samą myśl o niej, czuł się przez nią obserwowany. Dziecko nie powinno wzbudzać w ojcu takiego przerażenia, ale tak naprawdę było. Z każdym dniem, widząc jak dorasta, bał się jej coraz bardziej.
- Tak... Jak zawsze. Staram się jej unikać. - powiedział, wznawiając marsz za klanem. - Ale nie chcę się ode mnie odczepić.
- Mogłeś ją zabić po porodzie, skoro taki wrzód na dupie - odburknęła, nie siląc się nawet na pokrzepiający ton.
Tak. Łatwo jej było mówić. Nie miała dzieci, nie wie jaki to był obowiązek. Gdyby ukatrupił ją wtedy, zresztą nawet miał takie chęci, nie skończyłoby się to dla niego dobrze. Matka tej pokraki by go zamordowała, a po niej sama Krucza Gwiazda.
- A skąd ja miałem wiedzieć, że wyrośnie z niej demon z Mrocznej Puszczy? - fuknął. - Bławatkowy Potok zapewniała mnie, że rodzicielstwo będzie przyjemne i znów nabiorę chęci do życia.
Prychnęła śmiechem. Nie dziwił się. On również nie wierzył w to i miał rację. Dzieci przyniosły mu tylko ból, a nie upragnione szczęście.
- Rzeczywiście, małe biegające dzieciaki są powodem do życia. Ale po jakimś czasie zdałeś sobie sprawę z tego na kogo wyrasta. Zanim nabrała sił mogłeś ją udusić.
- I co wtedy by się ze mną stało? Krucza Gwiazda by mnie wygnała lub zamordowała za zabicie kocięcia. Kodeks jasno mówi, że należy je chronić - przypomniał jej to.
Bardziej jej siadło na mózg? Sądził, że uspokoiła się po tym, jak doszli do porozumienia. No bo on może i był nieco rąbnięty, ale nie aż tak, by mordować bezbronne kocię.
- A czemu sądzisz, że dowiedzieliby się o sprawcy tego jakże haniebnego czynu? Mogliby uznać, że sama się czymś zakrztusiła. Albo mógłbyś zakopać i stwierdzono by, że lis porwał.
To... Brzmiało logicznie. Rzeczywiście. Co stało na przeszkodzie? Można by było wcisnąć taką bajeczkę. Nikt by nie znalazł dowodów. Jesionka przecież pogrzebali, otrutego zwykłą rybą i nikt nie wydawał się tym poruszony. Nie tak jak on. Och! Czemu wtedy Zajączek nie zjadła tego cholerstwa! Wolał poświęcić jej życie za życie syna!
- Nie myślałem nad czymś takim - przyznał szczerze. - Nie mam sił do tworzenia takich zawiłych planów i bawienia się w udawane poczucie winy...
- Cóż. Szkoda, bo teraz się tylko innym wyżalasz, jakie masz złe życie. Byłby problem z głowy.
Jak to innym się wyżalał? Tylko jej, bo nie miał przyjaciół... Chociaż jak tak się nad tym zastanowić, to rozmawiał jeszcze z Rudzikowym Śpiewem i Szafirowym Blaskiem. Z tym drugim wiązał wielkie nadzieję. Chciał, by w końcu spełnił to co mu obiecał.
- A co mi pozostało? Zakończyć to odbierając sobie życie, tak jak one dwie tego chcą? - burknął pod nosem. - To moja jedyna rozrywka w klanie, pomiędzy znoszeniem wyzwisk, a plotkami na mój temat.
- A dla mnie rozrywką jest słuchać tych twoich wywodów. Może od razu podziękujmy temu bachorowi i Kruczej Gwieździe, że odwalają taki cyrk?
Co takiego? Miał im jeszcze dziękować? Nie wydawał się chętny na bicie pokłonów i składowanie darów tym dwom. Wręcz wolał je martwe, a nie triumfujące. Ich uśmieszki zwycięstwa, były ostatnim co chciał widzieć w swoim życiu.
- Niby jak chcesz im podziękować? - Spojrzał na nią zaskoczony, że wychodzi z jakąś inicjatywą. I to taką... dziwną.
- Nie rozumiesz ironii? Na Klan Gwiazd...- syknęła. - Nigdy bym nie dziękowała tej zapchlonej liderce. Niech się wypcha i zostawi wujka w spokoju.
Chwilę się na nią gapił, jakby wolno rozumował, co ona takiego do niego mówi. Czyli nie mówiła tego na serio? O! To dobrze. Chociaż wolał, by Krucza Gwiazda nie zostawiała Niezapominajkowej Gwiazdy w spokoju, bo przecież ten cielak sobie nie poradzi z liderowaniem i co? Klan upadnie. Wolał już, by go zabrała ze sobą do grobu. Problem rozwiązałby się od razu, a Rudzikowy Śpiew awansowałby na lidera.
- Ah... ironia... No ale nie zostawi i co zrobisz? A on... On wydaję się zadowolony z życia u jej boku...
<Echo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz