Nowe informacje przyjmowała z istnym podekscytowaniem. Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd? Brzmiało superancko, ale zarazem strasznie. Niemalże codziennie patrzyła w gwiazdy, więc jak mogłaby zaakceptować ich brak na niebie? Przynajmniej uspokajające było to, że mieszkały tam dobre koty. Po śmierci, o której nawet jeszcze nie myślała, nie będzie musiała się martwić tymi wariatami, co tam nie trafią! Mimo wszystko Szakal nie rozumiała jeszcze całej istoty kultu - musiała wiedzieć więcej.
– Nie umiem tego pojąć - dlaczego większość społeczeństwa widzi mroczną puszczę jako coś złego?
– Wiara w Klan Gwiazdy jest tak pradawna, że zapewne nasi najstarsi nie pamiętają genezy jej powstania. Koty będące za gwiezdnymi są po prostu samolubne i zacofane. Nie akceptują tego, że coś mija i coś się zaczyna. - Bielicza łapa wbiła pazury w ziemię tak mocno, że przeraziło to Szakala. Jej napięte mięśnie wskazywały na ciężką pracę, jakiej się podejmowała każdego dnia. - Lecz nie martw się, nasz kult wciąż się rozprzestrzenia jak korzenie tamtego drzewa. - Pazurem wskazała na niedaleką roślinę, na której rozkwitały kwiaty wraz z zielonymi liśćmi. - Dla nas nastała dopiero wiosna i jeszcze wiele przeszkód napotkamy na drodze, ale pewnego dnia będziemy na tyle silni, że nawet najpotężniejszy wiatr nas nie pokona. - uśmiechnęła się pod nosem. - Jesteśmy podwaliną dobrobytu, ty i ja. Mam nadzieję, że niedługo razem zasiądziemy w kręgu najlepszych, w kręgu tych, co nas akceptują.
– Ja też na to liczę! - Szakal podskoczyła radośnie i zaraz zaczęła biegać wokół Bieliczej Łapy, jakby była niewyżyta. - Już nie mogę się doczekać naszych wspólnych obrzędów i przygód!
– Ja również. - Zaśmiała się. - Kiedyś nadejdzie ten dzień.
– I pamiętaj - wtrąciła się Irgowy Nektar - kultystami jesteśmy my, twoja siostra, matka oraz Mroczna Gwiazda, Słodki Kwiatuszek, Szpetny Pysk, Wiśniowy Świt, Sosnowa Igła, Trójoka Wrona, Szczurzy Cień, Gęsia Łapa i Chryzantemowa Łapa.
Szakal w ciszy wyliczała imiona jej sprzymierzeńców - pierwszy, drugi, trzeci, czwarty… za dużo! Jak miała to wszystko zapamiętać? Tyle nazw zostało podanych w tak krótkim czasie. Z szeroko otwartymi oczami patrzyła na swoją babcię, błagając ją w duchu o litość. Nie chciała jej zawieść na pierwszej lekcji. Jeżeli Irga zapyta się o wymienienie kultystów, to z pewnością zawali przy odpowiedzi.
– Wiem, że jest ich naprawdę wiele - Kontynuowała. - więc ułatwię ci pracę. Wojownicy wyznający Mroczną Puszczę mają naderwane lewe ucho, to taki nasz znak rozpoznawczy - mrugnęła porozumiewawczo - z kolei z kojarzeniem kilku uczniów nie będziesz miała problemu, tego jestem pewna.
Rozmowa przebiegła na tyle sprawnie, że droga do matki wydawała się tylko niewinnym spacerkiem. Zapach mleka doprowadził Szakal do źródła pokarmu i wtedy dopiero poczuła zmęczenie swoich łap. Z tęsknotą ułożyła się na brzuchu, a następnie zaczęła ssać mleko, które dostarczało jej upragnionego ciepła. Głęboko mrucząc ułożyła łapkami swoje miejsce i wchłaniała znajome zapachy. Jak dobrze było być przy matce! Nie wyobrażała sobie życia bez niej, nawet jeśli otoczenie przyciągało ciekawymi zjawiskami. Wiedziała, że przy Stokrotkowej Polanie jest bezpieczna i nikt nie podniesie na nią pazura.
Tymczasem w oddali Irgowy Nektar i Bielicza Łapa przyglądały jej się. Obie wydawały się czymś zamyślone. Ruszyły bez słowa do marnego stosu zwierzyny - wybrały dla siebie nornicę i mysz, które nie dawały wrażenia apetycznych. Szakal nie mogła o tym wiedzieć, jednak kotki za jej plecami obgadywały sprawę treningu i tego, co czai się w przyszłości.
– Mentorko, to było nieziemskie! W życiu bym się nie spodziewała tego rodzaju treningu.
– Było? Chyba jest. - Uśmiechnęła się tajemniczo - Dopiero się rozkręcam.
– Planujesz więcej?!
– Owszem, owszem. Teraz zajmiemy się ziołami.
– … Ziołami?
– Tak, weźmiemy również ze sobą Szakala; mózg kocięcia powinien rozwijać się od pierwszych księżyców. Nie mam zamiaru tego ukrywać, zapewne takie szkolenie wprowadziłabym później, ale trzeba stanąć przed faktem oczywistym - ja się po prostu starzeję. Czuję to w kościach, moje futro traci swoje piękno, a umysł jest przepełniony wiedzą i wspomnieniami - westchnęła głęboko - To cechy charakterystyczne dla długo istniejącego stworzenia. Taka kolej rzeczy - rodzimy się, żyjemy i umieramy, gdy nadejdzie ostateczna chwila. Nic w naturze nie jest wieczne. Przez to nie chcę, by moja znajomość roślin poszła w niepamięć. Wiele kultystów sądzi, że umiejętności bitewne są najważniejsze. Jest w tym, oczywiście, jakaś prawda, ale co to za wojownik, jeżeli w najgorszych momentach nie będzie w stanie zadbać o siebie? Na taki wypadek powinniśmy znać chociaż podstawy.
– Rozumiem ciebie i w ogóle, ale dlaczego bierzemy ze sobą tego dzieciaka akurat na zioła? Przecież ona zapomni po czasie.
– Racja. Zapomni, ale nie wszystko. Z pewnością choć część zagnieździ się w pamięci. Mam wobec niej plany - chciałabym, aby została medyczką. Jak wiesz, kultyści zajęli już niemal wszystkie najważniejsze miejsca - mamy Mroczną Gwiazdę jako lidera i mnie na stanowisku zastępcy, jednakże plugawi wyznawcy Klanu Gwiazdy nadal się moszczą na pozycji kotów, które leczą, a tak być nie powinno. - Z gniewem w oczach zerknęła w stronę ucznia. - Szakal jest ku temu nadzieją. Zaobserwowałam u niej zainteresowanie owocami - próbowała nawet zjeść jeżynę! A to już niedaleka droga do różnego rodzaju roślin pomagających lub szkodzących innym. Spróbuję naprowadzić ją na tą ścieżkę, lecz nie obrażę się, jeżeli stanie się wojownikiem. W ostateczności cały klan przemieni się w miejsce uwielbienia Mrocznej Puszczy, choć zapewne nie ujrzę zwycięstwa na własne oczy.
– Nie mów tak, jakbyś miała zaraz zejść z tego świata!
– Za bardzo się martwisz - Mruknęła - to wyłącznie moje spekulacje. Możliwe, że przeżyję jeszcze niejednego wojownika i nadadzą mi tytuł najstarszej babci w dziejach. - Oblizała pysk po piszcze i podniosła się z miejsca. - Szakal, zbieraj się! Muszę ciebie dzisiaj jeszcze pomęczyć.
Mała kulka szczęścia zdążyła już niemalże zasnąć w objęciach długiej sierści karmicielki i tylko donośny głos Irgowego Nektaru przywrócił do aktywności umysłu. Co tym razem na nią czekało? W głowie latało tysiąc myśli na minutę, a łapy wręcz gotowały się do dalszych przeżyć na samą myśl o kolejnych historiach, które ukrywały się przed słuchem i wzrokiem. Szakal zwinnie prześlizgnęła się między łapami dorosłych, wywołując oburzenie co niektórych, i znalazła się zaraz obok ucznia oraz jej mentorki. Była gotowa na dalsze niespodzianki.
<Bielicza Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz