Jak dla niego była właśnie takim głupim kocięciem. Jej zachowanie na to jasno wskazywało. Uważała się niby za kogoś dojrzałego? Chyba w snach! Akurat wiedział co mówił, bo znał wielu dorosłych, którzy nie mieli takiego niskiego intelektu co ona. Powinna zejść na ziemię. Im szybciej, tym lepiej.
— Skoro nie jesteś, to czemu mówisz mi o swoich przekonaniach? To też informacja, która może cię pogrążyć. A skoro nie boisz się kocurów, bo jesteśmy niżej od ciebie, wielkiej i wspaniałej kotki, to co stoi na przeszkodzie, byś opowiedziała o swoim stosunku do lidera? Przecież to kocur. Szanujesz go?
Ciekawiło go to z jednego, prostego powodu. Chciał dowiedzieć się, co ten dzieciak myślał o liderze i go wkopać. Tak. Było to chamskie zagranie, ale ledwo kontrolował się, by nie wbić pazurów w jej pysk. A skoro on nie mógł jej skrzywdzić, to mógł posłużyć się do tego kimś innym. Jak dla niego brzmiało to na plan idealny.
— Nie, nie szanuje — powiedziała wprost.
Nie spodziewał się tak prosto zdobytej odpowiedzi. Przypadkiem nie wspominała wcześniej, że nie jest głupim kocięciem? Właśnie temu zaprzeczyła, tak łatwo mu ulegając. Skoro już mu się udało nieco ją pociągnąć za język, postanowił to kontynuować.
— A dlaczego? To twój lider. Nie boisz się go?
— Raczej nie — mruknęła. — A co ty mnie tak wypytujesz, co?
— Zainteresowałem się po prostu tym tematem — wyjaśnił, nie wchodząc w szczegóły. On nie zamierzał dać się jej podejść i zdradzić swoich zamiarów. Trzeba było trzymać jakiś poziom, a nie zniżać się do tego jej.
— Jesteś pewien? — rzuciła, patrząc się na niego podejrzliwie.
— Tak, jestem pewien. Lubię słuchać co takiego koty o nim myślą w klanie. — miauknął niewinnie.
W zasadzie to była częściowa prawda. Ojciec od dłuższego czasu rządził klanem i fajnie było wiedzieć, czy ktoś go popierał czy też nie. Wcale nie chciał się wkupić zdobywaniem informacji o nastrojach w klanie w jego łaski. Wcale...
— Nie ufam Ci — przyznała. — Dziwny jesteś. Nie chcę już z tobą rozmawiać. Odczep się, bo powiem mamie — zagroziła.
Teraz mu nie ufała, a wcześniej wyśpiewała to czego chciał z kocięcą łatwością. Bardzo mądra i dojrzała postawa. Skoro jednak ją to znudziło, mogła przecież porobić coś innego, a nie zawracać mu głowę. A jej matka? Może pocałować w ogon! I tak była niżej w hierarchii od wszystkich wojowników, więc jej opinia na jego temat, mało co go obchodziła.
—Jak mam się odczepić, skoro mam was pilnować? Jak masz problem to idź spać, jak kazałem ci wcześniej — polecił.
Gdyby do tego doszło, wybawiony byłby od tej parszywej gęby, która przypominała mu Robala. Brzydkie to i takie obślizgłe. Zupełnie jak ona.
— Nie odzywaj się, to aż takie trudne? — zakpiła.
— To przestań do mnie mówić — zauważył.
Przecież to ona ciągle trajkotała mu nad uchem. Mogła zamknąć się sama, odejść i na tym by się ich znajomość skończyła. Może do tego czasu obudziłaby się ta wronia strawa i miałby spokój na resztę dnia?
— Bla bla bla — zachichotała. — Kontroluj się, zdolny wojowniku. Widzę, jak bardzo chcesz coś do mnie warknąć. Uważaj, bo jeszcze się zmęczysz. Robisz się czerwony.
A to cholera jedna. Wbił pazury w ziemię. Pyskowała, a go świerzbiły coraz bardziej łapy. Musiał się jednak hamować. Nie mógł pozwolić, by uczycia nad nim zawładnęły. Trzeba było je stłumić i zdusić, nim wypłyną na zewnątrz, tak jak radził mu ojciec. Te nauki teraz bardzo mu pomagały, nie zabić jej tu na miejscu.
— Oj nie wiesz jak bardzo się teraz kontroluje. Jednak nie mam zamiaru ci nic powiedzieć. Bardziej kusi mnie zaoranie tego twojego pyska, by był tak szpetny, jak twojej mamusi.
<Różo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz