Zioła na uspokojenie? W sumie dobry pomysł. Gdyby Plusk dała coś swojej córce, co sprawiłoby, że byłaby grzeczna, leżąc całe dnie i nie wykazując chęci na dostawianie się do niego, to jak najbardziej podawałby jej te rośliny.
— Prawda... Jest... Dziwna. Ciągle mnie liże, tuli i nie daje mi chwili spokoju — powiedział. — No i dlatego jest lekko... przerażająca. Raz zrobiła z kości serce i kazała mi jeść z nią szpik...
To było obrzydliwe doświadczenie, którego nie chciał pamiętać. Wolał, by liliowa sama zajadała się kośćmi, niż mu je wpychała na siłę.
— Co... — Lukrecja pokręcił głową, nie dowierzając.
Musiał skinąć łbem, by potwierdzić to wszystko. Tak właśnie było. Mówił mu najprawdziwszą prawdę, a nie jakieś wymysły. Najwidoczniej kocur nie wiedział, że jego siostra była taka... dziwaczna. Ale kto by przypuszczał? Na początku też uważał ją za kogoś normalnego, ale z czasem zaczął wątpić czy z nią wszystko w porządku.
— Wiem, że to żałosne. Nie potrafię jednak się jej postawić... Tobie też nie potrafiłem... — westchnął, czując jak humor mu się ponownie psuje. Pociągnął nosem. — Ja... ja chyba nie jestem już kotem... Czuję się jak rzecz. Pewnie cię to nie obchodzi, bo... bo to wiesz, sam się mną bawiłeś, ale... Ale taka jest prawda. A wtedy po kocimiętce... To było coś cudownego. Gdybym miał wybór... to wolałbym wciąż się z tobą tulić w krzakach i czuć szczęście niż spać z Miodunką.
Widział, że to speszyło kocura. Praktycznie powiedział to co myślał i nie rozwodził się nad kwestią jak to brzmiało. Chyba jednak powinien, bo jego reakcja była jasnym dowodem na to, że nieco przesadził. Jednakże... To wspomnienie, które powstało przypadkiem, wciąż z nim było. Gdy się budził, myślał o ich dwójce. Chodził przez to zamyślony, zastanawiając się nad tym, czy to co czuł było prawdziwe. Pierwszy raz w końcu jadł kocimiętkę. Może to było jej działanie? Chciał się co do tego upewnić.
— T-tak? — zapiszczał jedynie kremowy.
— Tak — miauknął z pewnością w głosie, zaraz potem zerkając na niego. — Cz-czy to znaczy, że je-estem g-gejem?! — Stanął jak wyryty, gdy to zrozumiał.
Czy na pewno tak było? Inaczej czuł się przy Lukrecji. Nawet jako kociak, gdy serwował mu te buziaczki czuł, że ta zabawa mu się podobała. Było przyjemnie i miło... No oczywiście, gdy uczeń nie mieszał go z błotem.
— N-nie wiem, a-ale ja ch-chyba też — zaskomlał, ledwo trzymając się na łapach.
Spojrzał na niego zdumiony. On... on też?! Czuł do niego pociąg? Nie spodziewał się tego wyznania. Spalił buraka, powoli podchodząc do kocura i siadając tuż przed nim. Jeżeli Lukrecja przyznawał mu się do tego i to tak jawnie, bez żadnych wykrętów, to musiało być coś na rzeczy. Myśl, że go polubił była miła. Chciał w końcu się z nim pogodzić, odkąd urwał mu to nieszczęsne ucho.
— A... um... Może się przekonajmy czy to prawda? Znaczy... Jak chcesz. Damy sobie buzi. Jak nic nie poczujemy, to to była wina kocimiętki, a jak coś... to... to tak — chrząknął.
Głupi pomysł. Czuł, że arlekin się na niego nie zgodzi. No bo z jakiej racji, miałby chcieć powtarzać to wszystko, co wydarzyło się w krzakach?
— M-możemy spróbować — miauknął cicho.
Jego instynkt najwidoczniej się mylił. Zapomniał już, że kremowy dorósł i przestał zachowywać się jak rozpuszczony dzieciak. Poczuł ekscytację ale też i strach. Uda im się, czy nie? To było dziwne. Pierwszy raz będą to robić na poważnie. Nie dla zabawy, nie pod wpływem kocimiętki, ale świadomie.
Serce zabiło mu szybciej, gdy przysunął się bliżej. Czuł suchość w gardle i nieprzyjemny w nim uścisk.
— D-dobrze — miauknął po czym zetknął się z nim pyskiem, liżąc go. Zarumienił się, zerkając na niego pytająco. — T-teraz ty mnie.
Nie było to trudne, a uczucie jakie poczuł w sobie sprawiało, że ekscytacja to mało powiedziane co czuł. Nie wiedział co to, ale skoro dawało mu radość, to oznaczało, że najwidoczniej naprawdę był gejem.
Lukrecja przysunął się do niego i popatrzył mu w oczy. Liznął go lekko, a on czuł się tak, jakby robili coś zakazanego. Bo w sumie robili. Jego mentor zakazał mu przecież angażować się w przyjaźnie i jakieś związki. Gdyby się dowiedział... Urwałby mu uszy! Był tego pewien! Teraz jednak odrzucił te myśli na drugi plan, bo jego serce mocniej zabiło. Zrobiło mu się na dodatek gorąco, aż po koniuszki uszu.
— I... co czułeś? — zapytał, ciekawy jego wewnętrznych przeżyć.
— Ch-chyba rzeczywiście jestem gejem — wyjąkał ledwie słyszalnie siedzący przed nim uczeń.
Zaskoczony na niego spojrzał. Podobało mu się to?! O rany... o rany... Poczuł się jak jakaś kotka, ciesząc się z tych słów. Nie odrzucił go, nie skrzywił się, nie powiedział nic obraźliwego, ale przyznał, że to było to.
— J-j-ja też — wyznał.
— T-to c-co teraz? — spytał kremowy.
— N-n-nie wiem... A-a co byś chciał? — zapytał, patrząc na niego z uwagą.
Kto powiedział, że to będzie takie proste? Teraz po uznaniu kim byli, co mieli zrobić? Pójść na randkę? To było takie peszące i doprowadzało go do fali wstydu, którą czuł, gdy zerkał mu w oczy. A najbardziej był zły na siebie za to, że ponownie marzyło mu się polizanie go w policzek.
<Lukrecjo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz