O matko najświętsza czy naprawdę liderzy są tak wybredni, że nie usiądą na dupie w ładnym miejscu tylko jeszcze trzeba przez świat brnąć? Co oni złotego lisa szukają? Nogi mu się łamały pod ciężarem jego ciała które nie ważyło zbyt wiele. Dodatkowo szedł przy córce Bezzębnego Robala czuł się taki upokorzony… Na szczęście nikt zbytnio na to nie zwracał uwagi, ale sama obecność potomka feministki przyprawiała go o mrowienie na karku. Nawet nie wiedział jak ją przepędzić czy zagadać. A nawet samemu odejść byłoby głupio, jeszcze by było że się jej boi. Nagle liliowa się zatrzymała i… zaczęła myć futro? I kto tu myślał, że idiotę z siebie robi.
- O co ci chodzi. - miauknął ze zdziwieniem a zarazem z pogardą w głosie. Jaki kot siada w połowie drogi i się myje?
- Co masz na myśli, Astrowa Łapo? - podniosła swoją liliową główkę patrząc na niego złośliwie - Czy mrówki weszły ci do futra i cię gryzą? Po cóż się tak denerwujesz? - uśmiechnęła się słodziutko próbując przybrać niewinną pozę, lecz z astrem nie ma takich żarcików.
-Nie, po prostu tak o zatrzymałaś się w środku drogi i zaczęłaś se myć futro. Powinnaś się jeszcze cieszyć, że przywódca nie zrzucił cię z urwiska lub dał na pożarcie lisom tak jak skończyła Słodka Myszka. - prychnął i odwrócił się by zobaczyć gdzie znajduje się reszta. Na szczęście jeszcze kilka kotów szło za nimi więc jakoś nie byli w tyle. - Dodatkowo twoim powodem do szczęścia może być też to, że mamy wolniejsze ślamazary w klanie niż ty. - uśmiechnął się sarkastycznie mrużąc oczy i świdrując swoim wzrokiem młodszą.
- Lubię się dobrze prezentować. Nigdy nie ma złego czasu na umycie futra, na zadbanie o swój wygląd i własne zdrowie. Kiedy niektóre koty się nie myją, mogą nabawić się choroby, a w dodatku często... śmierdzą. - skrzywiła się i spojrzała na starszego ucznia znacząco. - Nie przejmuję się tym. Jestem zbyt przydatna na to, aby przywódca się mnie pozbył.
- Hmfp. Nie powiedziałbym że do czegokolwiek się nadajesz niż na zamordowanie żywcem. Jesteś tylko zbędnym pyskiem do wykarmienia i dodatkowo córką... "Bezzębnej Gwiazdki"- zaśmiał się kpiąco. - Wstawaj z tej brudnej ziemi i rusz dupę bo ciebie zostawią tu.- doradził sam odwracając się i idąc za klanem. Jak wcześniej mówił że nie są aż tak z tyłu to teraz są na znacznych tyłach. -pośpiesz się bo jeszcze przeziębisz łapki-
- Nigdy nie zrozumiem takiego podejścia... oceniania kota patrząc tylko i wyłącznie na jego przodków. Każdy kot jest inny, nawet od swojej rodziny. Nie zamierzam wdawać się w swoją matkę, mam przed sobą lepszą przyszłość, usłaną Gwiazdami. - uniosła dumnie łeb, faktycznie wstając i ruszając za rozmówcą. Szybko go dogoniła, pomimo swoich krótkich łapek. - Nie wierzysz mi? Przekonasz się, prędzej czy później, że warto jest mieć mnie za przyjaciółkę... a nie wroga. - znów uśmiechnęła się milutko, trzepotając rzęsami.
- Nie byłbym tego taki pewien co do tej przyszłości. Pozostało ci przy życiu tylko rodzeństwo, matka ci pewnie niedługo zginie a ojca nawet nie znasz. Poza tym racja, nie mam co oceniać, ale nie jestem pewien co mi da przyjaźń z tobą, dałabyś kilka przykładów?- zaczęli doganiać grupę więc uspokoił się trochę ale dalej czuł że są znacznie dalej.
- Nie potrzebuję ojca. - syknęła, poirytowana. - Mam matkę i mam Gwiezdnych, którzy dali mi życie. A co do przyjaźni... na pewno ci się przyda, kiedy już zostanę przywódcą
- Ty? Przywódca? Proszę ciebie nie bądź śmieszna! To już ja bliżej mam do tej posady a co dopiero ty! Oj kochana, radziłbym ci się przyszykować na falę obgadywania i o wiele więcej. Na twoim miejscu już dawno bym wziął się za naukę a nie rozmyślał o przywództwie! - "mówi to chłop, który przez dobre kilka dni nie przypomina o swoim istnieniu mentorowi" skarcił się w myślach.
Prychnęła śmiechem, bezczelnie.
- Ty? Przywódca? Niby dlaczego? Co sprawia, że tak myślisz, kochany? - uśmiechała się już cały czas. - Uczę się, proszę bardzo. A obgadywanie mnie nie obchodzi. Znam własną wartość.
- Ja chociaż nie miałem zrytej reputacji w przeciwieństwie do ciebie, i nie mam wystrzelonego w ego kosmos. - prychnął z uśmieszkiem
- Reputacja za kociaka nic nie znaczy, kiedy ktoś pracuje tak ciężko jak ja. A co do tego ego... jesteś pewny? - kpiący uśmieszek
- Ja chociaż nie uważam się za byle kogo panienko Ważko, ja jedynie stwierdzam zaistniałe fakty. - machnął ogonem przesyłając kotce dumne spojrzenie.
- Nie są to fakty, skoro twoje słowa nie mają żadnego poparcia w prawdziwym świecie.... wiesz, tym poza twoją główką.
- Pewnie wielu by potwierdziło to co mówię.- mruknął z pewnością w głosie. - Nawet i Mroczna Gwiazda.
- Ah tak? W takim razie muszę go o to osobiście spytać.
- W takim razie na co czekasz? No idź się spytaj. Tam jest- wskazał nosem na idącego na przodzie lidera. - Nikt ciebie tu nie przetrzymuje
- Chcesz się mnie pozbyć? Nie tak łatwo. - uśmiechnęła się, przechylając łeb w bok. - Mamy dużo czasu na rozmowy.
Popatrzył na nią i z wyrzutem i przyspieszył kroku. -Sama przecież mówiłaś że musisz z nim porozmawiać, po co czekać.- prychnął ciągnąc swój ogon nisko nad ziemią.
- Nie chcesz mnie tu? Aleś się uwziął. - zaśmiała się cicho
- Jesteś ładnie mówiąc wkurwiająca, to tyle. - starał się unikać pomarańczowego spojrzenia młodszej mimo iż nieustannie czuł je na swoim karku. No lepszej osoby nie mogło życie mu znaleźć do pogawędki.
Uznała chyba takie męczenie go za dobrą zabawę, bo uparcie szła obok na swoich krótkich łapach.
- I dlaczego tak cię denerwuję? Bo jestem od ciebie lepsza?
Położył uszy i przewrócił oczami
- Phi, w życiu. Denerwujesz mnie swoim idiotyzmem. Uważaj bo jeszcze kogoś zarazisz.- odpowiedział starając się nie łapać kontaktu wzrokowego z Ważkową Łapą. Zachowuje się dosłownie jak jej stara. Ciekawe czy cały czas będzie żyć w przekonaniu że jest lepsza czy ktoś wreszcie ją kopnie w dupę i się ogranie.
Uniosła lekko brwi, przyglądając się mu. Milczała dobrą chwilę, co moment przyspieszając aby go dogonić.
- Mnie się wydaje, że masz jakiś problem ze sobą. I dlatego właśnie wyżywasz się na mnie. Co ja ci, biedna, zrobiłam?
- To ty zaczęłaś ciągnąć tą rozmowę, mogłaś mi tylko odpowiedzieć po co myjesz futro w połowie drogi skoro się znowu ubrudzi, a jak widać nie umiesz zamknąć swojej mordy, to już nie moja sprawa jak cię matka wychowywała.- jego głos był przesiąknięty niepewnością, która utworzyła się przez zaciętą bójkę argumentów między dwójką. I jeszcze potem go obwinia za ciągnięcie tej rozmowy! Idiotka.
- Nie mieszaj w to mojej ma- Nieważne... - przewróciła oczami. - Czy to takie złe, że chciałam cię poznać lepiej? Zaciekawiłeś mnie.
- Czym niby, słucham z ciekawością.- postawił uszy, że "niby" słucha młodszej lecz wzrok nawet na końcówce jej ogona nie spoczął.
- Swoją pewnością siebie. - odpowiedziała ze śmiechem w głosie. - Skoroś podobno taki wspaniały, to na pewno masz powód dlaczego tak jest.
- Mhm.... nie mam powodu i wcale nie uważam się za niesamowitego tak jak ty. Ja po prostu nie jestem głupi. - mruknął niewyraźnie zwalniając trochę tempo kroku.
- A jednak uważasz, że możesz zostać przywódcą… tak jak ja. Mamy ten sam cel. To on sprawia, że jestem głupia, czy jest to coś niezwiązanego z marzeniami? Ciekawe masz poglądy, przyznam…
-wspomniałem tylko że prędzej to ja bym to osiągnął, nie że chcę i że to mój cel życiowy. Poza tym, nie jestem pewien czy ktokolwiek by mnie szanował, znając życie nie.-
- Jeśli będziesz tak traktował inne koty… to raczej nie. - uśmiechnęła się raz jeszcze. - Trochę szacunku, kochany. I wybij sobie z głowy porównywanie obiecujących uczniów do ich rodziców.
Przyspieszyła nieco, chcąc go wyminąć i sobie odejść
- Moim zdaniem szacunek kotom nie należy się takim zadufanym koteczkiem który patrzy tylko za swój nos jak ty, choć zdarzają się gorsze przypadki.- sztucznie wymusił uśmiech na pysku już marząc o spokoju od kotki.
- Ja myślę, że szacunek należy się tym, którzy na to sobie zapracują… pokażę ci kiedyś, że powinieneś mnie szanować. - obiecała, a może zagroziła?
A potem poszła w swoją stronę, z dumnie uniesionym ogonem
- Hmfp. Przekonamy się.- mruknął z ulgą. Wreszcie koniec tego czegoś.
<Ważka?>
[przyznano 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz