Czarny wylądował mordą w śniegu. Podniósł głowę, a słysząc znajomy głos, w dodatku wybuchający śmiechem, poczuł lekkie ciepło jak i zawstydzenie. Gorzej wypaść nie mógł!
- Haha, żałuj, że nie widziałeś swojej miny! Wyglądasz jak bałwan! - wytarł koniuszkiem ogona łzy rozbawienia. Szybko przybrał na nowo stanowczy wyraz pyska. - Co tutaj robisz? Ciebie Rumiankowa Pręga też po żarcie wysłała?
Spojrzał na niego spod zaśnieżonych oczu. Potrzasnął głową zrzucając resztkę śniegu. Stał przed nim, marszcząc brwi.
- Myślałem, że jesteś zającem. - Oznajmił po chwili zupełnie poważnie.
Naprawdę był przekonany, że taka ładna zdobycz jest tak blisko i wystarczy jeden skok...a tu wyrósł przed nim wnuk Sroczki. Do tego zaczął się z niego śmiać! Ale śmiech miał ładny, więc ma wybaczone.
- Plan był na wykręcanie żartów Tańczącej, ale usłyszałem szmer tutaj, więc przyszedłem myśląc, że to zając. A to tylko Ty. - Wytłumaczył.
Wzruszył ramieniem lekko zawiedziony. Miało być tak pięknie! Chciał złapać zająca albo cokolwiek innego i wrócić zakopać się w mchu, póki nie było zbyt wielu wojowników w legowisku.
- Myslałeś, że Twoja siostra mnie poprosiła o jedzenie? Wybacz, ale taki wyzysk jest dla ciebie zarezerwowany - zaśmiał się, patrząc na fukającego liliowego. - Co sobie zażyczyła?
- Wiewiórkę i mysz - burknął przewracając oczami na zachcianki siostry.
- Powodzenia więc. - Miauknął beztrosko, odchodząc, by po drodze, gdy mijał liliowego dotknąć go ogonem w bok.
Taki o, gest na powodzenia.
Barwinek odszedł od młodszego. Brodząc w śniegu poszedł się pobawić. Lubił śnieg. Był taki fajny w dotyku i mógł się w nim schować, nawet mimo czarnego futra. Poza tym najlepsza zabawa była z rzucania śniegiem w innych.
Barwinek myślał przez dłuższą chwilę o jego rozmowie z liliowym. Była taka... Normalna! Bez żadnych kłótni czy wyzywanek - ot jakby byli prawdziwymi kumplami. Czarny uśmiechnął się na tą myśl. Czuł, że w końcu kruszą się między nimi mury.
Szedł przez terytorium klanu klifu rozglądając się wesoło. Ciekawe jak to było mieć ciężarną siostrę? Jego odeszły dawno temu, a czarny pomyślał, jakby to było.
Bodziszek zapewne bałaby się w ogóle odezwać do jakiegoś kocura, ale Perełka? Ona na pewno byłaby super mamą, ale jej humorki też mogłyby przyprawić go o ból głowy. Zrób to, przynieś tamto... Nah, to nie dla niego.
Zatrzymał się po paru krokach. Wyczuł zwierzynę, słabo, ale jednak. Ruszył w jej kierunku, mając nadzieję, że to nie znowu jego rywal, a naprawdę jakaś piszczka.
Dostrzegł w śniegu niedużą mysz. Widać było, iż jej zima też dała się we znaki, jednak czarny nie zamierzał nad tym rozpaczać.
Stanął w pozycji łowieckiej, skradając się. Gdy ta zanurkowała w śnieg, on zrobił to w krok za nią. W końcu udało mu się zabić stworzonko, które za ogon zaniósł do obozu.
Po chwili zobaczył ciężarną Rumianek, wiewiórkę i mysz, przypomniał sobie. A jeśli by tak...?
Rozejrzał się, nie widząc nigdzie liliowego futra. Więc jeszcze nie wrócił! Ha, będzie przed nim! Da jej jedzonko i pokaże się z najlepszej strony... Plan idealny, niech się ten Szczawik wypcha.
- Hej, Rumiankowa Pręgo! - Zawołał ją, biorąc ponownie w pysk mysz.
Kotka machnęła przyjacielsko ogonem, kiedy poszedł.
- Witaj, Barwinkowy Podmuchu. - Przywitała się życzliwie, a jej przyjazna i miła aura otoczyła czarnego. Była taka kochana!
- To dla ciebie - dał jej mysz. - Wybacz, że taka malutka.
Oczy kotki zaświeciły się. Od razu zjadła przyniesioną ofiarę, oblizując po niej pyszczek. Czarny z kolei usiadł obok, nie chcąc jakoś wracać do wojowniczych obowiązków. Może chwila ploteczek z królową mu nie zaszkodzi, huh? Nie będzie musiał pracować, tylko sobie pogada.
- Dziękuję! - Miauknęła wesoło. Jej duży brzuch zakołysał się wraz z kotką, więc ta usiadła obok niego.
- Żyjesz jakoś, Rumiankowa Pręgo? Pewnie nie jest Ci łatwo, z takim brzuchem!
- Haha, łatwo nie jest ale będę mieć kociaki! - Miauknęła ucieszona.
Czarny uśmiechnął się. Kolejne bachory? Z rodzinki Berberys? Za małe mają to stado??
Nie śmiał jednak mówić tego na głos, gdyż kiedyś już zasmakował gniewu karmicielki. Właśnie matki Rumiankowej Pręgi. Nie chciałby powtórki.
- Chciałabyś bardziej kotki czy kocury? - Zapytał, patrząc na nią.
Dziwne, nigdy nie rozmawiał tak luźno z samicą. Nawet z Tańczącą zazwyczaj rywalizowali, a ich rozmowy były bardziej przechwalankami.
Machnął ogonem. Było miło, taka atmosfera przyjemna i fajna. Tak to by mógł.
Przyszła matka zamyśliła się chwilę.
- Ważne, żeby były zdrowe - odpowiedziała.
- Serio? No weź! - Przewrócił oczami. W kółko jedna odpowiedź! - Jak urodzisz kotki to będziesz mieć spokojne życie, ale kocury?? Zło wcielone! Możesz zrobić z nich armie i przypuścić atak... Na Szczawika! O! A ja ci pomogę, sam wyszkolę twoje dzieci żeby mu spuściły manto.
Pokiwał głową na własne słowa. Kotka zaśmiała się, a czarny usłyszał za sobą czyjeś kroki.
<Szczawik? 💛>
Żeby tylko Szczawik nie wysłał na Barwinka swojej kociej armi. Strzeż się, babcia obiecała piorunem strzelić!
OdpowiedzUsuńNie tylko nie piorun! Tatuś Baran go obroni!!
Usuńtatuś nie ma jak z piekła xd
Usuń"Jak urodzisz kotki to będziesz mieć spokojne życie, ale kocury??"
OdpowiedzUsuńnie byłbym taki pewny barwinek
*spogląda na Pójdźkę i Wilczego*
Oh Yes Pójdźka ❤️
Usuń