Śnił o pysznych myszkach, które przychodziły do niego i same trafiały do jego pyska. Był z tego bardzo zadowolony. Mógł delektować się ich smakiem, wcale nie ruszając się na polowanie! Rozgrzewał się w ciepłym słońcu, kierując wzrok na Omszoną Łapę, który z grubymi fałdkami tłuszczu, leżał na boku i uczył myszy kociego języka. Był to bardzo zabawny widok, przez co musiał to skomentować, jednak coś mu na to nie pozwalało. Wkurzony chciał się ruszyć, podbiec, ale nic z tego. Musiał leżeć i jeść myszki. Szczerze? Podobało mu się. No chociaż wolał mimo wszystko wstać i pospacerować się, a nie grzać tyłek w jednym miejscu. Nagle dostrzegł zmierzającego w jego stronę kocuro-kotkę. Już z oddali słyszał jego głos wołający:
- A masz!
Zalała go fala zimna, przez co poderwał się na nogi. Zniknęło słońce i ze zdziwieniem stwierdził, że był w legowisku uczniów. Gdzieś na uboczu chował się Barwinkowy Podmuch.
- Spłoszyłeś myszy? - miauknął do niego ziewając.
- Co? Jakie myszy? - Wojownik nie rozumiał.
Zimorodkowa Łapa zmarszczył nos. Niech nie leci z nim w kulki. Widział przecież jak gryzonie przychodziły do nich. Dla potwierdzenia szukał brata, ale go również nie dostrzegł. Mama będzie zła jak się dowie ile się ich opchał... Trudno będzie ukryć jego cielsko.
- Myszy – Wstał otrzepując się. - Całe stado! Omszona Łapa jadł je, ja też i było miło i przyjemnie.
- Aaaa – Kiwnął głową czarny, nagle rozumiejąc. - Śniło ci się.
Śniło? Spojrzał na niego dziwnie. To był sen? Niemożliwe! Przecież widział te wszystkie kolory, zapachy oraz wyczuwał na języku smak! Tupnął łapką kręcąc głową.
- To nie był sen! - Spojrzał na kocura, a następnie zgarnął śnieg na łapę i w niego rzucił.
Kocuro-kotka od razu uciekł przed pociskiem. On już mu pokaże. Szybko wyskoczył ze schronienia w biel i zaczął pościg. Przy okazji zebrał trochę amunicji, ponieważ nie przestawał rzucać w biednego wojownika śniegiem. Ten najwyraźniej żądny zemsty albo dla samej zabawy, odpowiadał mu ogniem. Zabawa mogła trwać dużo dłużej, gdyby nie pojawienie się Tańczącej Pieśni, która chrząknęła, ogłaszając im swoje przybycie.
- Przestań zachowywać się jak kociak. Trening czeka – burknęła.
No tak! Dysząc po biegu, skierował łapy w stronę kocicy. Dziś obiecała nauczyć go walczyć! Będzie mógł pokonać Szczawiowego Liścia, gdy następnym razem udadzą się na małe zapasy! Obejrzał się jeszcze za siebie, a widząc smutnego kocura, machnął na niego ogonem.
- Chcesz iść z nami?
To chyba nie spodobało się mentorce, która nie chciała ponownie czuć, że dawny, wieczny uczeń kradnie jej wychowanka.
- A masz!
Zalała go fala zimna, przez co poderwał się na nogi. Zniknęło słońce i ze zdziwieniem stwierdził, że był w legowisku uczniów. Gdzieś na uboczu chował się Barwinkowy Podmuch.
- Spłoszyłeś myszy? - miauknął do niego ziewając.
- Co? Jakie myszy? - Wojownik nie rozumiał.
Zimorodkowa Łapa zmarszczył nos. Niech nie leci z nim w kulki. Widział przecież jak gryzonie przychodziły do nich. Dla potwierdzenia szukał brata, ale go również nie dostrzegł. Mama będzie zła jak się dowie ile się ich opchał... Trudno będzie ukryć jego cielsko.
- Myszy – Wstał otrzepując się. - Całe stado! Omszona Łapa jadł je, ja też i było miło i przyjemnie.
- Aaaa – Kiwnął głową czarny, nagle rozumiejąc. - Śniło ci się.
Śniło? Spojrzał na niego dziwnie. To był sen? Niemożliwe! Przecież widział te wszystkie kolory, zapachy oraz wyczuwał na języku smak! Tupnął łapką kręcąc głową.
- To nie był sen! - Spojrzał na kocura, a następnie zgarnął śnieg na łapę i w niego rzucił.
Kocuro-kotka od razu uciekł przed pociskiem. On już mu pokaże. Szybko wyskoczył ze schronienia w biel i zaczął pościg. Przy okazji zebrał trochę amunicji, ponieważ nie przestawał rzucać w biednego wojownika śniegiem. Ten najwyraźniej żądny zemsty albo dla samej zabawy, odpowiadał mu ogniem. Zabawa mogła trwać dużo dłużej, gdyby nie pojawienie się Tańczącej Pieśni, która chrząknęła, ogłaszając im swoje przybycie.
- Przestań zachowywać się jak kociak. Trening czeka – burknęła.
No tak! Dysząc po biegu, skierował łapy w stronę kocicy. Dziś obiecała nauczyć go walczyć! Będzie mógł pokonać Szczawiowego Liścia, gdy następnym razem udadzą się na małe zapasy! Obejrzał się jeszcze za siebie, a widząc smutnego kocura, machnął na niego ogonem.
- Chcesz iść z nami?
To chyba nie spodobało się mentorce, która nie chciała ponownie czuć, że dawny, wieczny uczeń kradnie jej wychowanka.
<Barwinku?>
O bardzo chętnie zimorodku 👀
OdpowiedzUsuń