Mamy wciąż nie było, a on już nie mógł wytrzymać w jednym miejscu. Łapki mu zdrętwiały od leżenia, kark bolał od dawania Rybce buziaczków w czółko, a szylkretka miała już zbyt czyste futerko, żeby próbować je wyczyścić kolejny raz. Nawet przywoływanie opowieści Łani nie pomagało na nudę.
– Ciężki dzisiaj dzień, co, Rybko? – westchnął, przeciągając grzbiecik. Jednym ruchem zrzucił z siebie kurz i podskoczył parę razy w miejscu, próbując rozruszać nieco krążenie krwi. – Wiesz co? Może zamiast czekać na mamę, to dzisiaj ja posprzątam domek? – zastanowił się na głos, na co odpowiedziało mu zdziwione spojrzenie Rybki.
– No tak, wiem, że mama woli ogarniać tu sama, ale na pewno się ucieszy, jak raz jej trochę pomogę! – odpowiedział. – Ty byś się cieszyła, prawda?
Siostrzyczka skinęła głową. No to ustalone. Glonik uśmiechnął się, przylizał sierść na przednich łapkach i policzkach, żeby mu nie przeszkadzała i zaczął sprzątanie. Wyrzucił za legowisko suche i obgryzione kostki po wczorajszej kolacji, umościł posłanie, wyjąwszy z niego uprzednio luźne źdźbła trawy i chwycił rosnące niedaleko pszeniczne szyje, żeby nieco wzmocnić konstrukcję leża. I gdy tak pakował złote słomki w zakamarki roślinnego gniazda, piękny kolor mignął mu w kąciku oczka. W ciemnym kącie norki była niewielka szczelina, wcześniej zakryta kawałkiem posłania, która w swoich trzewiach chowała… piórko. Ale nie takie, jakie kocurek wcześniej widział, oj nie. Nie należało do żadnego ptaszka, którego znał, a znał całe trzy. To prawie wszystkie jakie istniały, a i tak to było mu obce. Było długie, jego delikatne wąsiki łaskotały poduszki jego łap, a na końcu patrzyło na niego jaskrawe, szafirowe oko ze szmaragdową końcówką. Gdy delikatnie je obrócił, zaiskrzyło w świetle które nieśmiało wpadało raz po raz przez poruszane wiatrem na zewnątrz zboża. Musiał je pokazać Rybce! To prawdziwy skarb! Nie miał pojęcia, jakim cudem się znalazło w ich domku.
— Zobacz, zobacz! – pisnął podekscytowany, chwytając cenny przedmiot w pyszczek. Z podekscytowania w mrugnięcie okiem pojawił się przy szylkretce, która z zaciekawieniem łypała na niego zielonymi ślepiami.
– Popatrz co znalazłem! – wypluł malec, wraz z zawartością pyszczka. – Oj. Trochę się skrzywiło – kocurek zmarszczył brwi. Musiał z radości trochę za mocno przygryźć… – ale to nic. Nadal jest śliczne, prawda?
Koteczka z niemałym szokiem oglądała zdobycz. Dawno nie widział u niej takiego zainteresowania jakimś przedmiotem. Ostrożnie wyciągnęła nawet łapkę, żeby przejechać po pierzastych żebrach. Glonik był bardzo dumny, że udało mu się znaleźć coś, co tak się spodobało Rybce. Zachwytom nie było końca, aż do legowiska nie zajrzała Łania. Trzymając w pysku niewielką mysz wyglądała na zmęczoną.
– Mamo, zobacz, co znalazłem! Jest takie ładne! – zawołał Glonik, zachęcając, by kotka podeszła. Jednak zamiast okrzyków radości czy pochwały za spostrzegawcze oko, usłyszał tylko jak zwierzyna ląduje głucho na ziemi. Zaraz poczuł, jak Łania odpycha go od piórka i zastyga, pochylona.
– Złamałeś je… – ciche słowa wydarły się z gardła Łani razem z drżącym oddechem.
– To przypadk-
– Ile razy mówiłam Ci, żebyś niczego nie ruszał, jak mnie nie ma?! – Łania wrzasnęła, obracając się w stronę rudzielca. Glonik aż cofnął się wystraszony, upadając. W jej oczach widział ból, mieszający się z żalem i gniewem, jakiego jeszcze wcześniej u kotki nie widział. Aż przez chwile przeszło mu przez myśl, że nie mogą być to te same ślepia, które obserwują go na co dzień.
– Ja nie… – wyjąkał, kładąc po sobie uszy i opuszczając łepek. Nie rozumiał, co się dzieje. Dlaczego była zła? Przecież tylko je przyniósł Rybce do zobaczenia. Nie chciał przecież go specjalnie zniszczyć. Nie chciał sprawić jej przykrości!
Łania umilkła. Całkowicie. I z jakiegoś powodu było to gorsze od jej poprzedniego krzyku. Strach i niepewność go zżerały, wywracały jego żołądek, jak w milczeniu przyglądał się najeżonej sierści na grzbiecie szylkrety. Czuł jak łzy napływają mu do oczu. Dlaczego się nie odzywała? Wolałby żeby nakrzyczała na niego, żeby powiedziała mu, co zrobił źle.
– Przepraszam… – wyjąkał w końcu, pociągając nosem. – Nie wiedziałem, nie chciałem… – próbował przytulić się do jej łapki, próbując jedynego mu znanego sposobu, żeby ukoić swoje i jej zszargane nerwy, ale ta go odtrąciła i bez słowa wyszła z norki. Glonik obejrzał się za nią, po czym z cichym płaczem przywarł do Rybki. Między chlipnięciami w kółko powtarzał “przecież nie chciałem” , gdy Rybka raz po raz próbowała go uspokoić krótkimi liźnięciami po łebku. Nie wiedzieli, ile czasu minęło, zanim Łania znowu do nich wróciła. Gdy podeszła, rudzielec zauważył, że widocznie krótsze pióro wisiało tym razem wplecione w jej ogon.
– No już cicho – westchnęła, kładąc się za kocięta. Otuliwszy je ogonem, polizała to Rybkę, to Glonika. Kocurek od razu przywarł do niej, wycierając obsmarkany nos w jej futro. – Wiem, że nie chciałeś.
Rudzielec pokiwał twierdząco głową.
– Nie rób tak więcej. Nie dotyka się czyiś rzeczy bez pytania. Tak?
– Tak… – miauknął żałośnie Glonik, czując, jak żal i stres powoli z niego schodzi. Czyli nie obraziła się na zawsze. Chyba.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?W Klanie Nocy
Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)
Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz