- To byłem ja, Zimorodku. Saren nie ma na terenach Klanu Klifu. Gdy jakąś znajdziesz, wtedy daj mi znać. - wywrócił oczami liliowy kocur. Owinął łapy ogonem, żeby uchronić je przed zimnem. - A wracając do twojego pytania. Tak, kocur może mieć dzieci. Kocica sama sobie kociąt nie zrobi, do tego potrzebuje odpowiedniego kocura. No wiesz, my mamy mamę i tatę. Kocur nie urodzi sobie bachorów, od tego są kotki, ale on cóż... powiedzmy, że jest pszczółką.
- Czym? To już nie kocurem? - zdziwił się.Trudno mu było pojąć fakt, że nagle został owadem! Było w tym coś przerażającego. Zerknął aż na swój ogon, sprawdzając czy zamienił się w żądło, ale nie znalazł tam niczego wartego uwagi.
- To taka przenośnia. Pszczółka zapyla kwiatek. Więc uznając, że kocur jest taką pszczółką, a kocica kwiatkiem, tak właśnie przez zapylenie, rodzą się młode. Tak właśnie przyszedłeś na świat. Ty, ja, nasze rodzeństwo i wiele kocich pokoleń. Łapiesz?
Zimorodkowa Łapa pokręcił głową. W ogóle nie rozumiał. Czemu koty miały być pszczołami i zapylać kwiatki? Po co w ogóle to się zapylało? Owady były dziwne. Skupił się bardziej, kiedy brat po raz kolejny tłumaczył, używając prostszego słownictwa. Więc on był pszczółką, a Wronia Łapa kwiatkiem. On się do niej tulił, czyli zapylał i ona rodzi więcej wron. Ale... Tu chodziło o kociaki, a nie wrony!
- To taka przenośnia. Pszczółka zapyla kwiatek. Więc uznając, że kocur jest taką pszczółką, a kocica kwiatkiem, tak właśnie przez zapylenie, rodzą się młode. Tak właśnie przyszedłeś na świat. Ty, ja, nasze rodzeństwo i wiele kocich pokoleń. Łapiesz?
Zimorodkowa Łapa pokręcił głową. W ogóle nie rozumiał. Czemu koty miały być pszczołami i zapylać kwiatki? Po co w ogóle to się zapylało? Owady były dziwne. Skupił się bardziej, kiedy brat po raz kolejny tłumaczył, używając prostszego słownictwa. Więc on był pszczółką, a Wronia Łapa kwiatkiem. On się do niej tulił, czyli zapylał i ona rodzi więcej wron. Ale... Tu chodziło o kociaki, a nie wrony!
- A można zapylać Kwaśną Łapę? - zapytał.
- Nie. Kocur nie może być zapylony - wojownik westchnął. - Inaczej. Chcesz mieć kociaki, to zapylasz kotkę. Kocura nie można.
- Dlaczego?
- No... Bo nie jest kotką.
- To kotkę można, a kocura nie? To niesprawiedliwe! - Tupnął łapką.
O rany! Jego mysi móżdżek powoli się przegrzewał. Już wszystko zdawało mu się dziwne, niezrozumiałe i niepojęte. Fajnie, że miał tak mądrego brata, który to rozumiał. On jednak nie był w stanie tego sobie nawet zwizualizować. No właśnie!
- Pokażesz mi jak się zapyla? - Zrobił proszące oczy.
Brat spojrzał na niego zaskoczony i zaczął kręcić łbem.
- O nie, nie, nie. Jesteś na to za młody.
Na pyszczek niebieskiego wkradł się smutek. Czyli musiał być starszy? O ile księżyców? No nic... Może odkryją to razem z Kwaśną Łapą i Wronią Łapą. W końcu syn Lisiej Gwiazdy na zgromadzeniu chciał mieć kociaki.
- No dobrze... - westchnął, kończąc temat. - Pójdziemy poćwiczyć walkę? Pokaże ci czego się nauczyłem od mentorki! Moja technika zwie się... Walka z duchami!
Szczawiowego Liścia to mocno zainteresowało, dzięki czemu się zgodził. Oboje stanęli naprzeciw siebie, a Zimorodkowa Łapa przyjął pozycję, którą widział u Tańczącej Pieśni. Łapy rozstawione, gotowe do ataku, głowa prosto, wzrok skierowany gdzieś w bok, z dala od przeciwnika. I... Atak! Przez to, że nic nie widział, potknął się w śniegu i runął pyskiem na ziemię. No nie! Dlaczego mu nie wyszło, a jego mentorce tak?
<Szczawiowy Liściu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz