Wrócili na szczęście cali. Wojownik mocno mu nagadał i kazał tak więcej nie robić. No ale... To nie jego wina, że chciał pokazać, że wcale się nie boi! Nie chciał być uznawany za tchórza przez swoją chorobę! Na dodatek jeśli tym kimś, była znajdka. Szybko ruszyli z powrotem do obozu, kierując łapy w kierunku uczennicy.
- Co to miało być, Ryjówcza Łapo? - odezwał się jej mentor.Podniosła na niego wzrok, spod przymrużonych powiek.
- Miękkie faje daleko nie dojdą. Jakbyśmy im przyłożyli, granica byłaby nasza.
Burzowy Mróz ze świstem wypuścił powietrze.
- To tak nie działa.
- Jak to? Przemoc jest przecież rozwiązaniem zawsze. - mruknęła koteczka, bijąc ogonem po bokach. Była pewna swojej racji. Zauważyła, że kremowy otwiera pysk. Wbiła w niego oczekujące spojrzenie. - Ani się waż boidupo.
Skulił uszy. Wcale nie był boidupą! Mimo to, to stwierdzenie zamknęło mu pysk. Nie wiedział czemu nie postawił się jej, jak to robił starszy wojownik. Może rzeczywiście był tym za kogo uważała go kotka?
Po tym stwierdzeniu Burzowy Mróz ponownie zaczął tyradę. Nie słuchał za bardzo o czym mówił. Ryjówcza Łapa wydawało się, że również. Powoli się oddalił, w końcu nie był z nimi na patrolu. To była sprawa między nimi.
- Cześć, Drżąca Ścieżko! - Znajomy głos zwrócił jego uwagę. Jego siostra Jeżynowy Ślad, skierowała kroki w jego stronę. - Jak tam wojownicze obowiązki? Ja byłam na polowaniu i złapałam coś dla ciebie - miauknęła podsuwając mu pod nos królika.
To było bardzo miłe, ale nie miał ochoty na posiłek. Nadal słowa wypowiedziane przez Ryjówczą Łapę, mocno mu ciążyły.
- Hej? Coś się stało? - zapytała, siadając.
- Nic... Nic ważnego. Byłem przy granicy z klanem wilka. Spotkałem tam Burzowy Mróz i jego uczennice. Natknęliśmy się również na patrol wilczaków i tyle. - streścił, pomijając wiele nieistotnych szczegółów.
- To musisz być głodny. Jedz - Podsunęła mu ponownie posiłek. - Mama tam była?
Pokręcił głową.
- Nie.
- To czemu taki jesteś niemrawy?
Tylko westchnął.
- To nic ważnego. Naprawdę. Dobrze... Zjem z tobą - I zabrał się za konsumpcję.
Świeże mięso pobudziło go i dodało sił. Czuł, że teraz byłby w stanie odpyskować tej małej. Tak! Zrobi to i udowodni, że się myliła. Podziękował siostrze za posiłek i udał się na poszukiwanie Ryjówczej Łapy. Dzięki otwartemu terenowi, zauważył ją dość szybko. Podszedł i stanął obok, czując jak wzbierają w nim wątpliwości. Nie! Da radę! Nie może dać sobą pomiatać!
- Co znowu boidupo? - zwróciła się do niego, a w nim coś zawrzało.
- Nie jestem boidupą, ty zasrany smrodzie! Jestem wielkim wojownikiem, a ty? Samotniczką, znajdką i na dodatek uczennicą! W walce nie miałabyś ze mną szans! - syknął.
Ona się po prostu... Roześmiała? No jak tak można! Oburzony postanowił pokazać, że wcale nie żartuje. Sypnął jej śniegiem w pysk, na co ta syknęła. Zjeżył sierść. Czuł, że zanosiło się na walkę.
<Ryjówko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz