- On ma dla ciebie wiadomość. - Królicze Serce zniżył głos do szeptu, uważnie nasłuchując słów szeptanych do ucha przez Liściastego Kamienia. - Mówi, że strach niszczy i jeśli chcesz walczyć z cieniem, musisz stawić czoła własnym ograniczeniom. - Mgiełka zrobiła wielkie oczy. Co to znaczy stawić czoła własnym ograniczeniom? Ona takie miała? Szybko zaczęła robić rachunek sumienia. Jakie ograniczenia?... Chciała leczyć inne koty i była na dobrej drodze. Jest w trakcie wyzbywania się emocji, co też wydało jej się dobre i właśnie pozbywała się własnych ograniczeń, jakimi były stany emocjonalne. One potrafiły tylko zniewalać ich posiadaczy. Kot kierujący się uczuciami stawał się ich więźniem. Mgiełka była wolna, a raczej starała się być, więc i tu nie widziała ograniczenia... o jakich ograniczeniach była mowa?
- Jakim... ograniczeniom? - spojrzała z niejakim lękiem, ale też podejrzliwością na towarzysza.
- Nie wiem... jakieś lęki?
- Lęki... - niemal bezgłośnie wyszeptała. Czy ona posiadała lęki? A jeśli tak to jakie?... czy bała się czegoś bardziej niż cienia? Innych kotów? Ich ocen i spojrzeń? Ale przecież maskowała to na co dzień... nagle do jej głowy wpadł pomysł. A co jeśli chodziło tu o kociaki? Może i nie pokazywała strachu przed nimi, ale zasłaniała go nieobliczalną falą nienawiści, która to w jej przypadku była samoobroną przed tym plugastwem. Ale co na gwiezdnych miały kociaki wspólnego z cieniem?
Mgiełka wyjrzała zza krzaków. Życie w obozie wydawało się toczyć dalej, a ona właśnie stanęła przed jednym z życiowych dylematów. A co jeśli to właśnie chodziło o kociaki? Przecież to cień zniszczył jej dzieciństwo i to właśnie wtedy zaczęła się nienawiść do tych stworzeń udających koty. Właśnie wtedy poczuła coś na kształt niesprawiedliwości świata. Jednak teraz uważała, że to wszystko wina cienia. Wszystkie nieszczęścia przypisywała właśnie jemu. Ponadto czuła niemal jego obecność właśnie teraz. Nie widziała go, ale wiedziała, że ten wie, o czym właśnie kontempluje jego niewolnica. Zastanawiające to było. Kim on był na gwiezdnych? Przełknęła gulę w gardle. Wróciła wzrokiem do Króliczka. W jej żółtych, niczym słońce oczach pojawiła się kolejna iskra strachu. Zdawała się powoli wypełniać serce i duszę istoty, która ją posiadała. Ta iskra jakby była początkiem czegoś większego i Mgiełka to wiedziała. Niestety. Szykowało się coś większego i straszniejszego od tego wszystkiego, co do tej pory przeżyła. Wiedziała, że cień nie odpuści, jak ta zacznie z nim walczyć. Niestety już było za późno na zastanawianie się. To się już działo.
- A co jeśli chodzi tu... o kociaki?... - wyszeptała niemal do siebie - proszę, naucz mnie, jak to zrobić. - teraz z determinacją i prośbą w oczach skierowała swój wzrok prosto w oczy Króliczego Serca. Przypomniało jej to scenę z Imbirem za kociaka, jednak teraz czuła się nieco pewniej. No może nie bardzo, ale przynajmniej dobrze to maskowała i wyglądała co najmniej na pewną swego. Teraz była tą bezuczuciową i agresywną Mglistą Łapą, a nie jakąś tam strachliwą Mgiełką. Tylko kotka nie mogła wiedzieć jednego i najważniejszego, bowiem jej największym lękiem, ograniczeniem i czymś, co dyktowało jej warunki życia, były właśnie emocje. Były one wywołane innymi emocjami i wiązały się z kontrolą. Musiała mieć kontrolę nad swoimi uczuciami, żeby mogła być wolna, tylko nie wiedziała, że to, nad czym chcemy mieć kontrolę, przejmuje ją nad nami. Im bardziej się w to wchodzi, tym ciężej będzie później z tego wyjść, a najgorsze było to, że Mgiełka nie miała nawet świadomości o tym, że z takim czymś właśnie ma problem. Teraz patrzyła z niemal pewnością na towarzysza. Miała nadzieję, a raczej starała się być pewna, że ten jej nie odmówi.
- Jakim... ograniczeniom? - spojrzała z niejakim lękiem, ale też podejrzliwością na towarzysza.
- Nie wiem... jakieś lęki?
- Lęki... - niemal bezgłośnie wyszeptała. Czy ona posiadała lęki? A jeśli tak to jakie?... czy bała się czegoś bardziej niż cienia? Innych kotów? Ich ocen i spojrzeń? Ale przecież maskowała to na co dzień... nagle do jej głowy wpadł pomysł. A co jeśli chodziło tu o kociaki? Może i nie pokazywała strachu przed nimi, ale zasłaniała go nieobliczalną falą nienawiści, która to w jej przypadku była samoobroną przed tym plugastwem. Ale co na gwiezdnych miały kociaki wspólnego z cieniem?
Mgiełka wyjrzała zza krzaków. Życie w obozie wydawało się toczyć dalej, a ona właśnie stanęła przed jednym z życiowych dylematów. A co jeśli to właśnie chodziło o kociaki? Przecież to cień zniszczył jej dzieciństwo i to właśnie wtedy zaczęła się nienawiść do tych stworzeń udających koty. Właśnie wtedy poczuła coś na kształt niesprawiedliwości świata. Jednak teraz uważała, że to wszystko wina cienia. Wszystkie nieszczęścia przypisywała właśnie jemu. Ponadto czuła niemal jego obecność właśnie teraz. Nie widziała go, ale wiedziała, że ten wie, o czym właśnie kontempluje jego niewolnica. Zastanawiające to było. Kim on był na gwiezdnych? Przełknęła gulę w gardle. Wróciła wzrokiem do Króliczka. W jej żółtych, niczym słońce oczach pojawiła się kolejna iskra strachu. Zdawała się powoli wypełniać serce i duszę istoty, która ją posiadała. Ta iskra jakby była początkiem czegoś większego i Mgiełka to wiedziała. Niestety. Szykowało się coś większego i straszniejszego od tego wszystkiego, co do tej pory przeżyła. Wiedziała, że cień nie odpuści, jak ta zacznie z nim walczyć. Niestety już było za późno na zastanawianie się. To się już działo.
- A co jeśli chodzi tu... o kociaki?... - wyszeptała niemal do siebie - proszę, naucz mnie, jak to zrobić. - teraz z determinacją i prośbą w oczach skierowała swój wzrok prosto w oczy Króliczego Serca. Przypomniało jej to scenę z Imbirem za kociaka, jednak teraz czuła się nieco pewniej. No może nie bardzo, ale przynajmniej dobrze to maskowała i wyglądała co najmniej na pewną swego. Teraz była tą bezuczuciową i agresywną Mglistą Łapą, a nie jakąś tam strachliwą Mgiełką. Tylko kotka nie mogła wiedzieć jednego i najważniejszego, bowiem jej największym lękiem, ograniczeniem i czymś, co dyktowało jej warunki życia, były właśnie emocje. Były one wywołane innymi emocjami i wiązały się z kontrolą. Musiała mieć kontrolę nad swoimi uczuciami, żeby mogła być wolna, tylko nie wiedziała, że to, nad czym chcemy mieć kontrolę, przejmuje ją nad nami. Im bardziej się w to wchodzi, tym ciężej będzie później z tego wyjść, a najgorsze było to, że Mgiełka nie miała nawet świadomości o tym, że z takim czymś właśnie ma problem. Teraz patrzyła z niemal pewnością na towarzysza. Miała nadzieję, a raczej starała się być pewna, że ten jej nie odmówi.
<Króliczek? ^^ Chyba nie masz z nią łatwo...>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz