Czyli tata był uczniem samego lidera... Ponadto w Skierce nie płynie całkowita krew Klanu Wilka, bowiem jej tato nie należał do niego od samego początku, a był pieszczoszkiem lub samotnikiem. Czyli można by powiedzieć, że na tą chwilę Skierka nie znała swoich korzeni od strony taty. Westchnęła. Spojrzała w swoje łapki i pomyślała o zaginionej kotce. Nazywała się Jaskółczy Chłód. Czemu zaginęła? Dlaczego jej nie znaleźli i czy nadal żyła? Skierka poczuła się niejako źle. Ona miała tu kryzys egzystencjalny i skupiła się w całości na nim, a tam gdzieś mogła żyć zaginiona kotka w zupełnych męczarniach... Z obrzydzeniem pomyślała o sobie. Spojrzała na starszą kotkę.
- Tata... był dobrym kotem... - niemal wyszeptała.
- Tak, był - Żabi Skok spojrzała gdzieś przed siebie i chyba popadła w zamyślenie, tak dobrze już znane kociakowi. Cieszyła się, że kotka postanowiła jej pomóc i ją ukryć przed karmicielką. Nareszcie ktoś stanął po jej stronie.
Nagle jej uszka zarejestrowały szelest przy wejściu do legowiska i w progu stanęła, nie nikt inny, jak Wężowy Wrzask. Skierka skuliła się na samą myśl o karze, którą dostanie, w dodatku po raz pierwszy w swoim życiu. Zawsze była przecież przykładnym kociakiem, który nigdy nie wychylał się z progu kociarni.
- Tu jesteś ty mała... zołzo - niemal wycharczała Wężowy Wrzask i nawet nie czekając na kogokolwiek słowa, wzięła za kark skuloną kotkę i ruszyła w kierunku wyjścia. Skierka spojrzała po zdezorientowanej Żabim Skoku i rzuciła cichutkie „cześć”. Sama nie wiedziała, dlaczego tak postąpiła, jednak stało się.
- Nie wzeszc tak, wytumaczys się w kociarni - z pełnym pyszczkiem i groźnym głosem powiedziała karmicielka. Skierka bała się tak bardzo, że niemal nie wiedziała jak zareagować. Przecież wypruła się z emocji, to jak mogła odczuwać jakikolwiek lęk? Jednak mimo tego, że miało jej się oberwać, była zadowolona z tego, że chociaż troszkę usłyszała o tacie.
Zmieniła się. Ponownie. Teraz na szczęście nie musiała martwić się o pokarm, bowiem jadła co 2-3 dni i to takie porcje, żeby tylko przeżyć. Ponadto przestała być aż tak obojętna w stosunku do innych kotów, a wręcz zaczęła się ich bać. Nie odzywała się niemal do nikogo, kto nie był Kolczastą Skórą. Takie życie. Jednak starała się nie pokazywać emocji, które do niej zaczynały wracać. Teraz potrafiła tylko patrzeć na inne koty z zaciekawieniem bądź jak już musiała się odezwać, robiła to tak pobieżnie, by tylko nakreślić sytuację. Nie bawiła się w wypowiadanie zbędnych słów. Nadal jednak tęskniła za rodzicami, a obrazy z dzieciństwa zakrwawionej polany i umierających rodzicieli nieraz męczyły jej biedną główkę. Nie potrafiła zapomnieć, a sam obraz obozu przyprawiał ją o nawroty okropnych zdarzeń.
Teraz właśnie stała niemal na jego środku, lekko kopiąc w białym puchu. Był taki zadziwiający. Zimny. Mokry. Nietrwały. Był po prostu słaby, ale zarazem posiadał wielką moc, bowiem kot, który za dużo czasu spędzał na nim, popadał w chorobę. To było okropne, ale zarazem piękne, bo tworzyło coś na pozór porządku. Tak było i nie ma, co się z tym kłócić. Strzepnęła łapkę, która była mokra od tegoż zjawiska. Spojrzała po obozie i dostrzegła Kolczastą Skórę, rozmawiającego z jakimś innym kotem. Nie znała go jak z resztą większości jej pobratymców. Nie odczuwała takiej potrzeby. Nie chciała przeszkadzać mentorowi w jego zajęciach, jednak nie miała, gdzie się podziać. Już miała ruszać w jego stronę, gdy do jej ocząt dotarł obraz Żabiego Skoku. Skierka nie wiedziała, czy mogłaby do niej podejść, a tym bardziej, o czym do niej mówić, skoro nie mówiła prawie do nikogo. Jeszcze raz zmierzyła wzrokiem mentora, a potem wojowniczkę i mimowolnie udała się w jej kierunku. Właśnie stała na uboczu i uczennica nie miała pojęcia dlaczego. Cichutko podeszła do kotki. Chciała być niezauważona, sama nie wiedziała czemu, ale niestety utrudniał jej to zadanie skrzypiący pod jej łapkami śnieg. Jednak wojowniczka chyba jej nie zauważyła, no chociaż równie dobrze mogła taką udawać. Skierka strzepnęła ogonem, zastanawiając się, czy to dobry pomysł. Jednak szybko podjęła tę decyzję i leciutko tknęła łapką czekoladowej sierści kotki. Ta się obróciła w stronę liliowej i uśmiechnęła się.
- Cześć Skrząca Łapo - Skierka mimowolnie lekko odwzajemniła ten gest i niemal od razu przeniosła znacząco wzrok na wyjście z obozu. Wpatrywała się w jeden punkt, starając się nie mrugać. Miała nadzieję, że Żabi Skok ją zrozumie. W końcu według skierkowej hierarchii to ona była zaraz po Kolczastej Skórze jedną z lepszych kotów w jej klanie. Skrząca Łapa stwierdziła, że chciałaby się przejść poza obóz, a nie siedzieć wśród tych wszystkich przerażających kotów, lecz nie mogła sama go opuścić, a Kolczasta Skóra wydawał się zajęty, więc analogicznie padło na Żabi Skok. Spojrzała z powrotem na wojowniczkę. Chyba jednak nie wiedziała, o co chodzi uczennicy. Skierka westchnęła. Serio musiała jej to tłumaczyć? No może troszkę... w końcu sama nie była pewna, czy na miejscu czekoladowej, wiedziałaby, o co chodzi. Postanowiła jednak użyć swego głosu.
- Wy-wyszłabyś ze mną... na spacer? - spojrzała błagalnie na kotkę. Ona nie wytrzyma tutaj kolejnych uderzeń serca! Musiała gdzieś wyrwać się, by odparować od ciągle obserwujących ją par kocich oczu. Przynajmniej tak jej się wydawało...
- Tata... był dobrym kotem... - niemal wyszeptała.
- Tak, był - Żabi Skok spojrzała gdzieś przed siebie i chyba popadła w zamyślenie, tak dobrze już znane kociakowi. Cieszyła się, że kotka postanowiła jej pomóc i ją ukryć przed karmicielką. Nareszcie ktoś stanął po jej stronie.
Nagle jej uszka zarejestrowały szelest przy wejściu do legowiska i w progu stanęła, nie nikt inny, jak Wężowy Wrzask. Skierka skuliła się na samą myśl o karze, którą dostanie, w dodatku po raz pierwszy w swoim życiu. Zawsze była przecież przykładnym kociakiem, który nigdy nie wychylał się z progu kociarni.
- Tu jesteś ty mała... zołzo - niemal wycharczała Wężowy Wrzask i nawet nie czekając na kogokolwiek słowa, wzięła za kark skuloną kotkę i ruszyła w kierunku wyjścia. Skierka spojrzała po zdezorientowanej Żabim Skoku i rzuciła cichutkie „cześć”. Sama nie wiedziała, dlaczego tak postąpiła, jednak stało się.
- Nie wzeszc tak, wytumaczys się w kociarni - z pełnym pyszczkiem i groźnym głosem powiedziała karmicielka. Skierka bała się tak bardzo, że niemal nie wiedziała jak zareagować. Przecież wypruła się z emocji, to jak mogła odczuwać jakikolwiek lęk? Jednak mimo tego, że miało jej się oberwać, była zadowolona z tego, że chociaż troszkę usłyszała o tacie.
***za czasów, gdy Skierka stała się uczniem***
Zmieniła się. Ponownie. Teraz na szczęście nie musiała martwić się o pokarm, bowiem jadła co 2-3 dni i to takie porcje, żeby tylko przeżyć. Ponadto przestała być aż tak obojętna w stosunku do innych kotów, a wręcz zaczęła się ich bać. Nie odzywała się niemal do nikogo, kto nie był Kolczastą Skórą. Takie życie. Jednak starała się nie pokazywać emocji, które do niej zaczynały wracać. Teraz potrafiła tylko patrzeć na inne koty z zaciekawieniem bądź jak już musiała się odezwać, robiła to tak pobieżnie, by tylko nakreślić sytuację. Nie bawiła się w wypowiadanie zbędnych słów. Nadal jednak tęskniła za rodzicami, a obrazy z dzieciństwa zakrwawionej polany i umierających rodzicieli nieraz męczyły jej biedną główkę. Nie potrafiła zapomnieć, a sam obraz obozu przyprawiał ją o nawroty okropnych zdarzeń.
Teraz właśnie stała niemal na jego środku, lekko kopiąc w białym puchu. Był taki zadziwiający. Zimny. Mokry. Nietrwały. Był po prostu słaby, ale zarazem posiadał wielką moc, bowiem kot, który za dużo czasu spędzał na nim, popadał w chorobę. To było okropne, ale zarazem piękne, bo tworzyło coś na pozór porządku. Tak było i nie ma, co się z tym kłócić. Strzepnęła łapkę, która była mokra od tegoż zjawiska. Spojrzała po obozie i dostrzegła Kolczastą Skórę, rozmawiającego z jakimś innym kotem. Nie znała go jak z resztą większości jej pobratymców. Nie odczuwała takiej potrzeby. Nie chciała przeszkadzać mentorowi w jego zajęciach, jednak nie miała, gdzie się podziać. Już miała ruszać w jego stronę, gdy do jej ocząt dotarł obraz Żabiego Skoku. Skierka nie wiedziała, czy mogłaby do niej podejść, a tym bardziej, o czym do niej mówić, skoro nie mówiła prawie do nikogo. Jeszcze raz zmierzyła wzrokiem mentora, a potem wojowniczkę i mimowolnie udała się w jej kierunku. Właśnie stała na uboczu i uczennica nie miała pojęcia dlaczego. Cichutko podeszła do kotki. Chciała być niezauważona, sama nie wiedziała czemu, ale niestety utrudniał jej to zadanie skrzypiący pod jej łapkami śnieg. Jednak wojowniczka chyba jej nie zauważyła, no chociaż równie dobrze mogła taką udawać. Skierka strzepnęła ogonem, zastanawiając się, czy to dobry pomysł. Jednak szybko podjęła tę decyzję i leciutko tknęła łapką czekoladowej sierści kotki. Ta się obróciła w stronę liliowej i uśmiechnęła się.
- Cześć Skrząca Łapo - Skierka mimowolnie lekko odwzajemniła ten gest i niemal od razu przeniosła znacząco wzrok na wyjście z obozu. Wpatrywała się w jeden punkt, starając się nie mrugać. Miała nadzieję, że Żabi Skok ją zrozumie. W końcu według skierkowej hierarchii to ona była zaraz po Kolczastej Skórze jedną z lepszych kotów w jej klanie. Skrząca Łapa stwierdziła, że chciałaby się przejść poza obóz, a nie siedzieć wśród tych wszystkich przerażających kotów, lecz nie mogła sama go opuścić, a Kolczasta Skóra wydawał się zajęty, więc analogicznie padło na Żabi Skok. Spojrzała z powrotem na wojowniczkę. Chyba jednak nie wiedziała, o co chodzi uczennicy. Skierka westchnęła. Serio musiała jej to tłumaczyć? No może troszkę... w końcu sama nie była pewna, czy na miejscu czekoladowej, wiedziałaby, o co chodzi. Postanowiła jednak użyć swego głosu.
- Wy-wyszłabyś ze mną... na spacer? - spojrzała błagalnie na kotkę. Ona nie wytrzyma tutaj kolejnych uderzeń serca! Musiała gdzieś wyrwać się, by odparować od ciągle obserwujących ją par kocich oczu. Przynajmniej tak jej się wydawało...
<Żabka? ^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz