- Jesionowy Wichrze? - młodzik spojrzał na czekoladowego. - Masz jakieś rady w kwestii Malinowej Łapy? Chcę być dla niej dobrym mentorem, ale praktycznie jej nie znam. A ty jesteś jej ojcem i... i świetnym mentorem. Wiele ci zawdzięczam.
Miło się słuchało tych pochwał. Jednak racja. Powinien poznać jego córkę, zanim ta obgryzie jego łapki.
- Malinka odziedziczyła po mnie nadpobudliwość. Musi dużo biegać. Zmęczenie sprawi, że się uspokoi. Jednak przez to ćwiczy swoją wytrzymałość, więc coraz dłużej ten proces będzie trwał. Ja zazwyczaj biegam z rana, później idę na polowanie, patrol, wieczorem znów coś robię, a w nocy padam jak długi. Lubi też ryzyko, więc jej pilnuj. Uważaj żeby nie wpadła w jakąś dziurę, bo boi się ciasnych pomieszczeń i wpada wtedy w panikę. Postaraj się być miły i wyrozumiały. Myślę, że nie będzie się lenić. No i jej nie denerwuj za bardzo, bo ma ostre ząbki. Dużo gryzie, skacze. Myślę, że podświadomie ćwiczy już walkę - Jego wibrysy zadrżały z rozbawienia.
- Dzięki. Postaram się ją dobrze wyszkolić. - odezwał się były uczeń.
- Dasz radę - Poklepał go ogonem po grzbiecie.
Resztę czasu przeznaczyli na polowanie. Złapali parę piszczek i udali się do obozu.
***
Królicze Serce zdawał mu raport z tragedii jaka spotkała ich klan. Zdołowana Łapa spadła z drzewa i przypłaciła to życiem. Wojownik opowiadał ze smutkiem przebieg, którego był świadkiem. Nie obyło się bez potwierdzenia udziału czterech kotów: jego, Dołek, kuzynki Rzecznej Bryzy i Malinowej Łapy. Przy wymienieniu ostatniego imienia, spuścił smętnie głowę, spoglądając na własne łapy.
W czekoladowym coś zawrzało. Możliwe, że to była troska o swoje dziecko. Był wkurzony i nie ukrywał tego. W końcu zginęła Zdołowana Łapa! A jego córka? Ona mogła być na jej miejscu! Kto na to pozwolił? Przecież wiadomo było, że niedoświadczone uczennice, nie powinny bawić się na gałęziach! Skoro mentorzy byli przy uczennicach, dlaczego nie zareagowali? Czemu nie nakazali im zejść? Przecież dzięki temu uniknęliby tej tragedii.
Machnął ogonem, oddelegowując wojownika, który szybko się zmył. Musiał przepytać teraz kolejnego świadka i dojść do tego, kto był temu winny. Oczywiście wiedział, że to był nieszczęśliwy wypadek, ale ktoś musiał zezwolić na takie czyny na drzewie.
Po przesłuchaniu świadków, udał się do Aroniowej Gwiazdy, siląc się, aby pozostać spokojnym. Wychodziło na to, że obie kotki wspinały się na drzewo w formie nauki. Jednak zamiast skupić się na tym, zrobiły sobie wyścig. Mentorzy obserwowali to z dołu. Czyli... Oni byli winni.
To za dużo... Za dużo.
Aroniowa Gwiazda widząc w jakim był stanie miauknął tylko:
- Wyglądasz okropnie.
- Dzięki - prychnął, siadając. - Dowiedziałem się od świadków jak i mentorów, że to był nieszczęśliwy wypadek. Uczennice ćwiczyły wspinanie się na drzewo, jednak postanowiły zamienić to w zabawę w ściąganie.
- Mentorzy nie mogli tego przerwać? Zrobić coś?
- Wychodzi na to, że ich nie upilnowali.
Lider poirytowany wyrzucił wiązkę przekleństw z pyska.
- Rzeczna Bryza na pewno nie dostanie więcej ucznia. A Królicze Serce dostanie większą liczbę obowiązków i przy niebezpiecznych naukach, będzie musiał brać innego wojownika na trening.
Musiał przyznać, że decyzja wujka bardzo mu się spodobała. Przynajmniej miał pewność, że tym razem nie będzie musiał się martwić o bezpieczeństwo swojej córeczki.
Kiedy wszystko zostało ustalone, ruszył do Króliczego Serca, który wyszedł z legowiska medyków. Jesionowy Wicher zaprosił go na stronę i przekazał decyzję Aroniowej Gwiazdy.
<Królicze Serce?>
Auć
OdpowiedzUsuń