BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

08 marca 2024

Od Szepczącej Pustki CD. Gracji

Kocur po wysłuchaniu całej wypowiedzi zacisnął nieco wargi, wciągając nieco głośniej powietrze przez nos. Co miał jej powiedzieć? ,,Hej, w naszym klanie od wielu obiegów pór panuje ukryte przeświadczenie wśród rudych, że rudzi są lepsi, ale w sumie to większość z nich jest spoko, tylko musisz uważać na pewne jednostki, mamy inwalidę co mieszka w dziurze i może cię pogryźć, tunele i problemy egzystencjonalne, a moja matka ma paranoję na punkcie bezpieczeństwa". Odgrywanie kota bez problemów w bezproblemowym życiem było łatwiejsze, wygodniejsze i bardziej mu pasowało. W końcu, hej! Odgrywa swoją rolę, której od niego oczekują, nie? Nie widziało mu się tego psuć, chociaż teraz, jak tak wspominała, to już może z czystej przyzwoitości... 
- Taaaaaa... z tą jednolitością to bym tak nie szalał - mruknął z nutą sceptyzmu - Klany są... no, wiesz. - powędrował gdzieś wzrokiem - Zmienne.
- Zmienne? - widocznie zaintrygowało ją to słowo. - To brzmi świetnie. Nie ma nudy, co rusz dzieje się coś nowego. Czyli wasz klan cały czas stawia krok naprzód, a nie stoi w miejscu. Powinieneś się cieszyć, że żyjesz w takim dynamicznym miejscu.
- Nie, nie, nie o to chodzi - zaprzeczył pośpiesznie. W co iść i jak to wytłumaczyć?  - Widzisz, u nas na przykład jeszcze od niedawna funkcjonują dwie inne role... i inne klany na pewno też nie stoją w miejscu z jedną i tą samą tradycją, rozumiesz? W końcu brak czegoś takiego byłby nienaturalny, zdaje się, tylko jeszcze nie udało mi się nikogo o to podpytać.
- Chętnie bym się o tym wszystkim więcej dowiedziała, ale coś przez ostatnie dwa zgromadzenia nie miałam okazji zostać wybraną do pójścia, więc nie miałam szans porozmawiać z kimś z innego klanu i dowiedzieć się, jak to u nich jest. A i tak wątpię, by ktoś tak ochoczo mi o tym opowiedział - westchnęła. - Ale ty jesteś zwykłym wojownikiem, tak? - spytała. - To znaczy, na pewno nie takim zwykłym. Musisz być niezwykłym wojownikiem, tak, niezwykły to dobre słowo - palnęła, pesząc się na moment.
- Jedynym w swoim rodzaju - dorzucił machnąwszy łapą, wcześniej prychając cicho z rozbawieniem, niewiele sobie robiąc z użycia słowa "zwykły". Sam często używał tego słowa, ale w końcu bycie wojownikiem to coś normalnego. No, ale przynajmniej miał się czym pochwalić! - Ale tak, większość u nas to wojownicy. Chyba, że zacznie interesować cię zielarstwo, historia, albo nudzi ci się w życiu i wizja zawalenia ci się ziemi na głowę cię nie przeraża -  Dodał - A z tym dopytywaniem wcale nie idzie tak źle, wierz mi, wystarczy dobrać odpowiednią osobę. - O tak, sporo osób. Szkoda tylko, że z niektórymi urwał mu się kontakt. Może na tego czekolada z Nocniaków trafi kiedyś? Zdawał się dość łatwy do wyciągnięcia czegoś ciekawego. 
Tymczasem Gracja przytaknęła na pierwsze słowa. 
- No fakt, ty mi się akurat idealnie trafiłeś. Nie mam jednak pewności, ile takich Szeptów spotkam w swoim życiu - zauważyła.
- Tylko jednego - stwierdził lekko, zerkając z góry na czekoladową głowę - Po co ci kolejny? Nie musisz się głowić gdzie szukać drugiego - dodał tonem sugerującym, że on sam powinien jej wystarczyć, bo inaczej strzeli focha. Dwa Szepty, pfff, jeszcze by go wymieniła na jakąś tanią kopię, albo co gorsza, na Srebrnego. Oh, aż mu mina stężała na tą myśl. Chociaż co do tego ostatniego mógł być spokojny - Aaaale, jakbyś już chciała, to chyba możemy poszukać kogoś ciekawego jak się uda zejść na następnym zgromadzeniu - dodał, zmieniając lekko tor rozmowy. Akurat z poznawaniem osób było u niego łatwo. 
- Jakoś mam do tego pecha, ale jeśli już się uda, to potraktuję to jako znak i nie odmówię poszukiwaniom - stwierdziła, uśmiechając się lekko. - No i masz rację, i tak mam o jednego Szepta za dużo w życiu, więcej bym nie przeżyła. Warto mieć jednak po jednym życzliwym koledze w każdym klanie, można z nimi wtedy prowadzić ciekawe rozmowy - kontynuowała.
- Aha? Że niby mnie za dużo? - Z pyska lilowego wydobył się na wpół udawany, urażony dźwięk - A nie no, spoko, czy wysyłanie mojego ogona jako zamiennik byłoby w takim razie czymś odpowiednim?
- W sumie to tak - stwierdziła. - Jest puszysty. Już się przekonałam, że w Porze Nagich Drzew idealnie sprawdza się jako dodatkowa warstwa do ocieplania. Ponadto mówiłeś, że ktoś próbował kiedyś zrobić sobie z ciebie posłanie. Myślę, że twój ogon wystarczyłby mi do wygodnego zaśnięcia.
No, to teraz nie wiedział czy się fochnąć i iść, czy zareagować inaczej. Zmierzył kotkę natomiast uważnie wzrokiem oceniającym z góry na dół, jakby nieufnym, przyciągając do siebie swój ogon.
- NIE dostaniesz mojego ogona. - stwierdził mrużąc oczy - Poza tym nie ma funkcji mowy.
Gracja zaśmiała się perlicznie.
- Cóż, to jest dobry argument, ale z drugiej strony, może zmusi mnie to do większej gadatliwości? Będę mu opowiadać o życiu, a on będzie mnie grzecznie słuchał i w ogóle nie będzie przerywał - zauważyła w zamyśleniu. - Jak tak teraz myślę, to w tym więcej zalet niż wad. Nie martw się, Szepcząca Pustko, zadbam o niego najlepiej jak umiem.
- Coś chyba próbujesz się tu wymigać - rzekł - Niemniej, tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. Jestem w pakiecie z ogonem - zniżył głowę trochę by zrównać poziom, uśmiechając się, jakby coś wygrał. Chociaż właśnie prawie stracił ogon. I kogo się bać bardziej, wilczaków, czy tych "niepozornych" owocówek? Niemniej, był w chwili obecnej obrażony. I to dogłębnie! 
- Ogon jest lżejszy i łatwiej go przenieść. Z ciebie jest kawał kocura, nie wiem czym cię karmili, ale wyrosłeś na wysokiego jak drzewo. W razie potencjalnych chęci uprowadzenia cię, mogę mieć problem. Z samym ogonem za to będzie łatwiej - gdybała na głos.
- Ciebie w takim razie nie dokarmiali - położył łapę na głowie czekoladowej, mierząc wysokość - musiałbym się położyć, by spojrzeć ci w oczy. W takiej sytuacji mam pewne wątpliwości, czy masz na tyle siły by uprowadzić mi ogon ~
- Posłuchaj. - Zabrzmiała groźnie. - To nie ja jestem za niska, tylko ty za wysoki, już to ustaliliśmy. A zresztą, uważaj sobie, rzucę zaraz w ciebie jakimś zgniłym owocem, ogłuszę cię i zwinę w międzyczasie ogon.
- Jesteś pewna, że dosięgniesz? - spytał unosząc wyzywająco brwi, słysząc, jak ta parska, przewraca oczami a zaraz potem kontynuuje. Jakby już nie dość szkód narobiła! Z resztą, niesamowite rzeczywiście było to, że kotka wyglądała jak mini piesek kanapowy. Jakoś nie pozwalało mu to brać jej słów bardziej na poważnie. 
- Blisko mi do twoich łap. W razie co podstawię się, ty polecisz jak długi na ziemię, a potem to już szybka akcja - stwierdziła. - Myślę, że będą ze mnie dumni w klanie, jak przyniosę trofeum w postaci ogona burzaka.
- Mi się wydaje, że z ogonem doprowadzicie w takim wypadku do rozpoczęcia jakiejś wojny. Z resztą! Nie oddam go tak łatwo, jestem wyszkolonym wojownikiem. I mam doświadczenie w gryzieniu innych kotów.
- Hm, ciekawe masz zainteresowania - mruknęła. - Cóż, ja doświadczenia nie mam, ale mogę zawsze nabyć - zauważyła. - Musisz mi tylko posłużyć za obiekt treningowy - rzuciła, w momencie jednak zmieniając wyraz pyska. Odsunęła się na jeden, większy krok. - To znaczy, może jednak nie. Wyglądasz na delikatnego, nie chciałabym ci zrobić zbyt dużej krzywdy - dodała, przeganiając wyraźne zawstydzenie. Na jej nieszczęście, dość dla lilowego widoczne. Może i był odklejony, ale również dość spostrzegawczy. I jakaś jego część właśnie zaczęła się z nim bić i przekonywać, by ten moment wykorzystać. Był tak dobry, by pociągnąć dalej temat, dopytać i obserwować reakcję tej brązowej pchiełki, jednak na razie jego cienka pokrywa całkiem tą chęć jeszcze trzymała w ryzach. Jeszcze. 
- Cały jestem interesujący - stwierdził w końcu dumnie, po czym przekręcił głowę i uniósł jedną z przednich łap, jakby chcąc ją lepiej obejrzeć. W skupieniu. Jakby ta pustka w jego imieniu wcale nie była bez poparcia - Myślisz? Przed chwilą chciałaś mi odgryźć ogon.
- Tak powiedziałam? - zagadnęła badawczo. - Wydawało ci się. Masz już jakieś halucynacje, od zmęczenia pewnie. Wyśpij się czasem, to dobrze ci zrobi.
- Zawsze się wysypiam. Z moim ogonem - Stwierdził - Którego nie masz. Z resztą, twój wydaje się wygodniejszy w tej kwestii, może się zamienimy?
Na te słowa, kotka wyraźnie niemrawo machnęła przedłużeniem kręgosłupa i przysiadła, kuląc ten pod przednie łapy. Jakby rzeczywiście miał go odgryźć! Pfft, i gdzie tu sprawiedliwość? 
- Spasuję. Ale z tym swoim nie bądź taki cwany, jeden ogon pod główkę, drugim się okryje, więc oba będą mi przydatne.
- Co to, swojego już oddać nie chcemy? - nachylił się lekko w jej stronę z nikłym uśmiechem.
- Nie, ale cudze chętnie przygarniemy - odparła, nie ruszając się z miejsca, ale lekko odchylając się w tył. Po krótkiej chili, lilowy wrócił do poprzedniej pozycji wyraźnie zadowolony. Zachował swój ogon i ocalił się od dostania w nos owocem. Misja zakończona sukcesem. Z bonusem naruszenia czyjejś przestrzeni osobistej. 
- No, więc skoro ustaliliśmy już, że kradnę twój ogon i jesteś rozmiaru przepiórki, możesz podzielić się jakąś złotą myślą, która może przemierzała twój umysł w ostatnim czasie. Bo coś na pewno tam jest. - Nie, żeby się nie spodziewał co. Zazwyczaj słuchał o tym samym, jednak cokolwiek by nie powiedział, kotkę to jakoś nie ruszało. A może ruszało, ale nic z tym nie robiła? Trochę we wnętrzu zaczęło już go to frustrować. Może to po prostu jego rady nie są odpowiednie? Już sam nie specjalnie widział co o tym myśleć. 
- Pustka mi szepcze w głowie - odparła, stabilizując oddech, który chwilę wcześniej niebezpiecznie przyspieszył. - Dobrze, panie wielki jak drzewo, moje złote myśli są wiecznie jedne i te same. Życie może być krótkie, nigdy nie wiadomo, kiedy je stracę. Szkoda mi go na stanie w miejscu, a nic w grupie nie zachęca mnie do zmiany. Jestem sobie tym nędznym stróżem, mam już jakąś rutynę i po prostu tkwię w niej. Tak naprawdę - zawahała się - poznanie ciebie było czymś przełomowym w moim życiu. Czuję się, jakbym robiła coś wbrew zasadom, uciekając tu na granicę i spotykając się z tobą co jakiś czas. Ta niepewność, czy ktoś mnie kiedyś nie nakryje, wywołuje we mnie ekscytację, choć z drugiej strony dalej łapią mnie wyrzuty sumienia, że co by sobie o mnie bliscy pomyśleli. Niby nie robią czegoś szczególnie złego, ale nie wiem co im w głowie siedzi i jak to odbiorą.
Przez chwilę milczał, słuchając całej wypowiedzi niczym pacierza. No i co miał teraz powiedzieć? Był zadowolony, że jednak miał jakiś wpływ? A może znów sfrustrowany, że ten wpływ mało dawał? Czy on się przejmował tym, co pomyślą jego bliscy? Nie... nie sądził. Przeżył już swoją oficjalną karę, wpychał wszędzie swój nos i jedyne na czym mu bardziej zależało, to żeby być w centrum i być zauważonym. A tutaj był. Był, ale bez konsekwencji. ,,Cieszę się, że mogłem pomóc"? ,,Czy możesz przestać mówić słowa, przez które czuję się lepiej ale nie wiem w którym kierunku mam myśleć"? Wszystko co miałby powiedzieć w tym momencie, brzmiało dla niego nienaturalnie, nie na miejscu, lub drętwo. To było jak poważniejsze wyznanie i nie byłby sobą, gdyby zareagował na nie również poważniej. 
- Chcesz iść poza tereny? - padło nagle pytanie z jego pyska, przerywające cichy moment, podczas którego nie wiedział co powiedzieć. Po prostu uznał, że to może zadziałać. Nagła, spontaniczna myśl, podczas której spojrzał czekoladowej w pysk, czekając na odpowiedź. Ta zamrugała, lekko oszołomiona, wpatrując się w niego w jeszcze bardziej niezręcznej ciszy, jakby właśnie nie starał się jej przełamać. 
- O Wszechmatko - wymknęło jej się. - To brzmi jak dobra przygoda, ale wiesz, ja nie wiem co jest poza terenami mojego klanu. Ci wszyscy samotnicy, dwunożni, drapieżnicy... - zadrżała, wymieniając potencjalne zagrożenia. - Zeszłabym szybciej z tego świata, nim moja łapa przekroczyłaby próg terenów Owocowego Lasu - stwierdziła.
- Pfft, no dalej, będzie fajnie. Sama mówiłaś, że chciałaś się wyrwać od monotonii - zerwał się na cztery łapy, chwilę potem się rozciągając, wyciągając przednie łapy do przodu. - Ja już byłem, nic strasznego. Poza tym, ojciec był samotnikiem, więc dowiedziałem się o świecie zewnętrznym aż nadto. Z resztą, nie musimy iść jakoś daleko, nie? I może nie jakoś blisko terenów Wilczaków.
- Twój ojciec był samotnikiem? - zaciekawiła się.
- Pełnoprawnym - Potwierdził, po czym rozpromieniony rozejrzał się dookoła.
- Cóż, brzmisz na doświadczonego - uznała, choć sama nie zdawała się przekonana. - No dobra, okey, tylko nie za daleko - poprosiła, a słowa te z trudem zdawały się opuszczać jej gardło.  - No to... Powierzam w twoje łapy swoje zdrowie i życie. Prowadź mnie, Szepcząca Pustko - poprosiła.
Powierzać życie. Hah. Rzucił jej pół uśmiech zapewniający, że wszystko na luzie, po czym zaczął myśleć. Ani przez rzekę, ani przez teren owocówek nie przejdą. Została ta dziwna konstrukcja, ale zdawało się, że nie była jakoś konkretnie często uczęszczana. Tak więc w tamtą stronę się skierował, chociaż podłoże było dziwne w dotyku, a on sam się nieco spiął przez realizację czegoś. Ta czarna maszkara była gorsza od wszelakich drapieżników. I gdyby miał zobaczyć na niej jakieś ciało... Uhh, kompletnie o tym zapomniał. Zamarł na moment, jednak już po chwili ruszył w górę, jak najbliżej krawędzi.
- Żyjesz? - zerknął w stronę Gracji. Był ciekaw, czy jej krótkie łapki nadążają, czy może trzeba ją będzie poturlać. 
- Widzę cały czas przed sobą twój ogon, więc można powiedzieć, że tak - odparła.
- Więc musisz być niezwykle zadowolona, w końcu brakowało ci jego towarzystwa - machnął nim raz w jedną raz w drugą stronę, samemu bardziej skupiając wzrok na drodze, nie zwalniając z truchtu. Jakoś nie miał ochoty spotkać się z jednym z potworów, a mostek chociaż krótki, zdawał się ciągnąć. - Czy teraz będziesz się mu zwierzać? ,,Oh ogonie ogonie, wysłuchaj mych słów".
- Nieee. - Pokręciła z rozbawieniem głową. - To na prywatności. Póki co ty nam przeszkadzasz - stwierdziła, wzruszając ramionami.
- Przeszkadzam - powtórzył pod nosem z niezadowoleniem, kierując na chwilę uszy po bokach. - Że niby ja przeszkadzam! Ha, wspaniale, cudownie. Przeszkadzam. - mruczał niezadowolony cicho pod nosem. On jej tu wycieczkę załatwia, ale przeszkadza! Że niby ogon był lepszy? Może powinien mieć w nim wroga? Całe przejście jak się okazało, wcale nie było niezwykle trudne, a po chwili kocur wylądował na trawce po drugiej stronie. - I cyk! Proszę bardzo, nie jest wcale tak strasznie. Możesz na spokojnie wejść na trawę, nie jest mordercza.
Kotka spojrzała na niego nieufnie, a potem powoli i ostrożnie postawiła pierwszą kończynę na zielonej przestrzeni.
- Hm, no ona rzeczywiście nie jest, ale patrzę na ciebie i mam wątpliwości co do mojego bezpieczeństwa...
- Na mnie?! - Obruszył się, patrząc z wyrzutem na Grację - Teraz, to może i powinnaś. Skąd wiesz, może zwabiłem cię tu jako masowy morderca, łowca głów czekoladowych kotów. 
- Słuchaj no - rzuciła. - Ja tu biegam co chwile na granicę tylko po to, by cię spotkać, rozmawiam z tobą, jestem miłą, a ty mi tak chcesz się odwdzięczyć? - burknęła. - Gdybyś nie wyglądał tak niegroźnie, może bym uwierzyła, że jesteś mordercą bez serca.
- I właśnie dlatego, że jestem taki niepozorny, mogę to świetnie wykorzystać ~ Zwyczajnie nie umiecie tego docenić - mruknął tajemniczo, z lekkim uśmiechem, zerkając na czekoladową z ukosa - Skąd wiesz, że nie udaję, by przekonać cię do tego biegania? - zerknął w bok, słysząc stukanie dzięcioła.
- Biegania? - powtórzyła. Coś jej nie grało. - W jakim znaczeniu biegania? Czy ty uważasz, że jestem zbyt puszysta i mam biegać by schudnąć? Wypraszam sobie, Szepcząca Pustko! Ja mam długie futro, jestem niska i przez to może wyglądam jak wyglądam, ale to wszystko! - burknęła, odwracając pysk w bok. 
- ,,Wyglądasz jak wyglądasz"? Czyżbyś się przejmowała z bycia przepiórką? - mruknął żartobliwie, jakby czekając na wyzwanie, po czym się zbliżył, chwycił kotkę pod pachy i zrobił krok w tył, tak, że lilowy sobie swobodnie siedział, podczas, gdy czekoladowa, można powiedzieć, że "zwisała", za oparcie powstrzymujące od upadku, posiadając białe łapy burzaka.
- Co ty, jak na moje idealnie się mieścisz w łapach - rzekł tonem do analizy - A z tym bieganiem, miałem na myśli do mnie na granicę - dodał już nieco ciszej, jakby skołowany, chcąc się wytłumaczyć. Niemniej kusiło, by zobaczyć teraz jej pysk i malujące się na nim emocje. 

<Przepióra krótkołapa?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz