BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

06 listopada 2022

Od Zajęczej Łapy CD. Zdradzieckiej Rybki

Chwilowo był pozytywnie zaskoczona odpowiedziami lidera. Nie zrobił z niej demona, nie uwierzył w maniakalne mamrotanie jej ojca, tylko w jakiś sposób ją bronił. Z drugiej strony zwalenie obowiązku pilnowania tego starego dziada na jej barki było według niej frustrujące, ale nie będzie wymagała od zwykłego mysiego móżdżka cudów. Póki jej niczego nie utrudniał, mógł sobie beztrosko żyć.
— Zajęcza Gwiazda nie mógł wrócić. Nie ma go i nie będzie, musisz pozwolić przeszłości odejść, Zdradziecka Rybko — mruknął rudy, ocierając ze zmęczenia pysk łapą. — Bażancie Futro i twoja córka ci pomogą, proszę, nie twórz zbędnych problemów...
Liliowa czuła ulgę. Szło jej aż za dobrze, ale tym się nie przejmowała. Uniosła wzrok ku górze, spoglądając na Srebrną Skórę. Krucza Gwiazda musiała wspierać ją z góry.
Gdy pochyliła głowę, dostrzegła, że czekoladowy położył po sobie uszy. Chwilę milczał, po czym po prostu wyszedł, nie odpowiadając rudemu. Ten spojrzał zdekoncentrowany wprost na nią, a ona jedynie wzruszyła ramionami. Nie zamierzała dłużej przebywać w jego towarzystwie. Ojciec jej uciekł, a ona potrzebowała mu trochę dopiec i wykorzystać władze nad nim, którą właśnie otrzymała.
— Tatoo, gdzie uciekasz? — zamruczała, goniąc za nim.
Umknął do legowiska wojowników. Podążała krok w krok za nim, obserwując, jak zwija się w kulkę na mchu. A potem niespodziewanie zwrócił łeb w jej stronę, strosząc sierść.
— Idź sobie, zostaw mnie — syknął, szurając ogonem po ziemi to w jedną, to w drugą stronę.
— Mam cię czasem pilnować, nie słyszałeś? — zauważyła ze spokojem, bo inne koty obecne dookoła nich ograniczały jej możliwości. Tu szczerość nie przejdzie, jeśli chce dalej być aniołkiem. — Sam pan lider tak powiedział.
— Jestem w legowisku, nic mi się tu nie stanie. Nie musisz nade mną stać. Wyjdź — zażądał ze złością. — Tobie nie, ale innym może już tak. Mnie ugryzłeś bez powodu w łapę, to kto wie, co siedzi jeszcze w twojej głowie i do czego jesteś zdolny? — Podniosła głos, licząc, że ktokolwiek zwróci na nich uwagę. — Ałaaa, moja łapa, dalej tak mocno boli... — zawyła z rozpaczą, liżąc się po obolałym miejscu.
— T-to nie ja. Sama się w nią ugryzłaś! — rzucił oskarżycielsko. — Gdybym to był ja, to na pewno straciłabyś całą łapę — zawarczał pod nosem, co wywołało w niej niemałą satysfakcję. Sam kopał pod sobą dołek.
— Nie powinieneś grozić swojej córce. — Chłodny ton głosu Bażanciego Futra przykuł ich uwagę. Bury stanął niemalże między nimi, łypiąc czujnym okiem to na czekoladowego, a to na swoją uczennicę. Swą interwencją zaimponował jej w tym momencie.
— Mogę mu to wybaczyć — westchnęła liliowa, czując zadowolenie z powodu takiego obrotu sytuacji. Coraz częściej wszystko szło po jej myśli, jakby los na każdym kroku potwierdzał jej, że to, co robi, jest dobre. — Skoro i tak uważa mnie za Zajęczą Gwiazdę...
Z pyska jej mentora uciekło głębokie stękniecie. Machnął ogonem, skupiając swe spojrzenie na Rybce.
— Czyli Rudzikowy Śpiew mówił prawdę. Znowu będziesz wariował co noc?
Kocur drgnął, gdy usłyszał głos Bażanta. Zwiesił po sobie uszy, kręcąc głową.
— N-nie... Nie będę. Nie mam koszmarów. O-on przesadza. — Zmrużył oczy, prychając. — A ty... ty się wytłumacz, czemu po tym wszystkim, co razem przeżyliśmy, przeszedłeś na stronę Zajęczej Gwiazdy? Od kiedy mu służysz? Rudzik o wszystkim mi powiedział. Zdrajca — syknął do niego, machając wrogo ogonem.
Bury osłupiał, a po chwili cicho prychnął.
— Nie mogę służyć komuś, kto nie żyje. Uspokój się z tymi oskarżeniami, bo porozmawiamy inaczej — syknął, kładąc po sobie uszy. — Siedź tu, bo dziś wyjątkowo nie mam sił na użeranie się z tobą. Zajęcza Łapo, chodź, pójdziemy na trening. Potem... Potem będziemy się z nim męczyć.
Liliowa skinęła głową, a gdy jej mentor wyszedł, uśmiechnęła się triumfalnie do ojca. Jej wyraz pyska mówił jedno.
"Przegrałeś".

***

Tym razem plan był inny. Ze względu na trudniejszą sytuację w związku z wszechobecnym białym puchem, mieli zabrać ze sobą jej ojca. Trening treningiem, ale coraz mniejsza ilość piszczek zmusiła ich do wzięcia sobą dodatkowej pary łap. Nawet jeśli nic nie złapie, to chociaż pomoże im dźwigać to, co sami upolują.
— Zdradziecka Rybko, idziesz z nami, ale z góry mówię, że nie chce słyszeć nic o żadnej Zajęczej Gwieździe — orzekł bury, patrząc niechętnie na czekoladowego. Ich niegdyś pozytywne relacje znowu uległy pogorszeniu, a liliowa była nawet dumna, że jest z lekka temu winna.
Czekoladowy wlekł się za nimi. Jedyne co było słychać z jego strony, to ociężałe kroki, powodujące głośne skrzypnięcie śniegu. Wcześniej bardzo zapierał się temu, żeby z nimi iść, ale koniec końców nie miał wyboru.
— Nic przecież nie mówię — burknął w stronę kocura. — Zajmij się szkoleniem demona, mną się nie przejmuj — poinformował.
— Nie widzę tu żadnego demona, tylko twoją córkę — odparł ze znużeniem Bażancie Futro. — Radziłbym przyspieszyć, bo strasznie nas spowalniasz, a ja wolałbym wrócić do obozu, nim zrobi się ciemno.
Vanka nie przejmowała się nimi. Coraz częściej wszystko wychodziło na jej korzyść, a to ją niezmiernie satysfakcjonowało. Takie życie było momentami wręcz za łatwe, ale nie marudziła. Podziwianie ośnieżonego krajobrazu odwróciło jej uwagę od polowań. Cały czas słyszała za sobą szmer kroków ojca, który na obecną chwilę sprawiał wrażenie pozbawionego wszelkich chęci do życia. Gdyby mógł, najpewniej nigdy nie wchodziłby w jej drogę. Tyle że ona nie mogłaby być szczęśliwa wiedząc, że jego byt jest za spokojny.
— Bażancie Futro, czy możemy tu zapolować? — zapytała, chcąc obrócić się w stronę mentora. Problem był taki, że nie zastała go tam, gdzie powinien stać. Momentalnie sierść na jej karku stanęła dęba, a ona sama przełknęła ślinę, z lekka przestraszona zniknięciem kocura. — Gdzie on jest? — spytała, patrząc z niepokojem na Zdradziecką Rybkę, który nawet nie zaszczycił jej spojrzeniem.
Nie zdążył jednak udzielić jej odpowiedzi. Spomiędzy wysokich drzew wyłoniła się ledwo widoczna kocia sylwetka. Obcy wydzielał bardzo nieprzyjemny zapach, a jego białe futro zlewało się z otoczeniem. Jedyne co sprawiało, że go spostrzegli, to intensywnie zielone ślepia.
Zmarszczył nos, patrząc na nich złowrogo.
— Czego tu szukacie? — syknął, nastawiając uszu. — Wy z tych wielkich grup, co tu nie dawno zawędrowały? Leniwce — prychnął, uderzając ogonem o ziemię. — Zabieracie mi jedzenie.
Zając obróciła z lekka spanikowany wzrok na ojca. Nie spodziewała się zastać go skulonego za nią i kryjącego pysk pod łapami. Wyglądał na ogromnie przerażonego widokiem nieznajomego.
— Znasz go? — wymamrotała szeptem.
Ten pokręcił głową.
— W-wygląda jak Zajęcza Gwiazda — wydukał, drżąc z ogarniającego przerażenia. Nim liliowa zdążyła westchnąć, zirytowana jego ciągłym myśleniem o zmarłym już liderze Klanu Burzy, coś odepchnęło ją w bok, a następnie przyszpiliło do ziemi.
Poczuła na sobie ciężar, a po chwili okropny odór owiał jej pysk.
— Myślę, że ani on, ani ty nie stanowicie dla mnie problemu — stwierdził kocur, wysuwając pazury i opierając swoją łapę o jej pysk. — Nie kombinuj nic, a oszczędzę ci tę uroczą mordkę.
Spięła się. Paskudny samiec, zresztą, jak każdy, na którego się natykała. Tylnymi łapami odepchnęła go od siebie, a gdy ten poturlał się parę mysich kroków dalej, zerwała się. Rozejrzała się za ojcem, ale jedyne co ujrzała, to czekoladowy ogon znikający w oddali pomiędzy drzewami.
Zostawił ją.
Własny ojciec, którego nieważne jak bardzo nienawidziła, porzucił ją na rychłą śmierć.
— O, twój kochany cię opuścił? — zakpił kocur.
— To mój ojciec, idioto — syknęła, odskakując w tył, gdy ten zaszarżował wprost na nią.
— Rzeczywiście, za stary jak na partnera — przyznał, oblizując pysk. — Przez was nie mam co jeść, ale może jak wyzbędę się jednego pyska do wykarmienia, to zostawicie mi chociaż jedną mysz — mruknął, obchodząc ją dookoła.
Obracała się wraz z każdym jego krokiem. Serce biło jej jak oszalałe, a ona sama była pewna, że zaraz zejdzie na zawał. Nieznajomy budził w niej niepokój, grożąc jej śmiercią. Była na to za młoda, miała całe życie przed sobą i cel do spełnienia. Nie może umrzeć, dopóki nie zrobi tego, co obiecała Kruczej Gwieździe.
A teraz miała kolejny powód, aby ubić swojego ojca. Tchórz ją zostawił, a dobrze musiał wiedzieć, że sama nie da rady.
Zając zaklinała swoją powolność. Nie ucieknie mu, na pewno jest od niej szybszy. Czy będzie w stanie pokonać go w walce? Raczej nie, wyglądał na silniejszego. Musiała zwlekać, może się zmęczy, albo nadarzy się cud i ją oszczędzi.
— Nie szukam zwady... — odezwała się, kuląc uszy, gdy postąpił o krok bliżej.
— A ja szukam pożywienia, które ty i tobie podobni zabieracie mi sprzed nosa — syknął, a zaraz po tym poczuła przenikliwy ból na grzbiecie. Zgarbiła się, czując wbijające się pod jej skórę kły. Na oślep wycelowała łapą w bok i usłyszała syknięcie. Poluźnił zgryz, a ona odsunęła się i nie czekając na jego kolejny ruch, przeryła mu pazurami pysk.
— Ty wstrętna...
— Zajęcza Łapo! — Głos Bażanciego Futra rozproszył ją. Poczuła ulgę, ale zaraz po tym została powalona na ziemię. Jej biel i ta przeciwnika musiały zlewać się ze sobą, bo bury pomimo pędzenia w ich stronę, zdawał się wahać nad miejscem, w które powinien zaatakować.
— Więcej was matka nie miała? — prychnął nieznajomy, a gdy tylko ponownie odepchnęła go tylnymi łapami, jej mentor zdołał wypatrzeć przeciwnika i zaatakował go.
Jasny puch pokryła czerwona barwa. Uczennica nie wiedziała nawet, kto był jej właścicielem. Otarła pysk i spojrzała w osłupieniu na własne kończyny. Wszystko ją bolało, a w uszach świszczało od wysokiego poziomu adrenaliny we krwi.
Przełknęła ślinę i widząc, że Bażant na moment traci kontrolę, ruszyła pędem na przeciwnika. Uczepiła się jego grzbietu i wgryzła w kark. Czuła, że wyżywa się na nim za wszelkie czyny kocurów, jakie ją w życiu zraniły. Za ojca, który nie dosyć, że zawsze sprawiał jej wstyd, tak teraz zostawił ją na pastwę losu, jak i za Nastroszoną Łapę, dogryzającego jej i obrzydzającego ją samą mową i podejściem do zwykłych spraw.
Nie wytrzymała i zeskoczyła z białego. Ten odsunął się w tył, łypiąc na nich nieufnym wzrokiem. Dotychczas mleczne futro zbrukane zostało zewsząd krwią. Z każdym krokiem oddalał się, najwyraźniej próbując uciec.
Chciała rzucić się ku niemu. Wykończyć go i upewnić się, że nigdy tu nie wróci. Bażant jednak wystawił łapę, powstrzymując ją przed tym.
— Zostaw go. Niech ucieka — polecił, biorąc głęboki wdech i rozglądając się po otoczeniu. — Gdzie twój ojciec? — zapytał zmartwiony.
Zajęcza Łapa zdrętwiała. Przełknęła ślinę i spuściła wzrok na ziemię.
— Uciekł — wykrztusiła, zastanawiając się, dlaczego tak bardzo nie może powstrzymać drżenia własnego głosy. — Ten samotnik... uznał go za Zajęczą Gwiazdę. Podczas gdy mnie atakowano, on zwiał. Gdzieś tam. Między drzewami — pisnęła, nie mogąc opanować przyśpieszonego oddechu.
Mogła zginąć. Tak po prostu.
— Ci... Spokojnie, już nic ci nie grozi — zapewnił wojownik, obchodząc ją dookoła i przyglądając się, czy nie ma żadnych ran na ciele. — Dobrze ci poszło. Musisz być naprawdę waleczna, że tak długo dawałaś ra...
— Nie mów do mnie jak do kocięcia — poprosiła. — Wiem, co mówiłam nieraz o moim ojcu. Że zdrajcy zasługują na śmierć. Czy nie miałam jednak racji, skoro zostawił mnie tu samą? Chciał pozwolić mi... zginąć — wydukała, ocierając pysk. To na pewno nie łzy. Ona przecież nie płacze.
Bażant wahał się. Nie potrafił jej odpowiedzieć. Tak jak mogła się tego spodziewać.
— Przykro mi, Zajęcza Łapo. Kiedyś naprawdę nie był taki. Z Pędzącym Wiatrem byś się dogadała, ale on umarł. Przepadł w Klanie Burzy...
— Dla mnie to go nie usprawiedliwia — przerwała mu z głośnych charknięciem. — Chciał dać mi umrzeć, rozumiesz? Własnej córce. To nie jest normalne! — syknęła, zanosząc się cichym płaczem. — Nawet... Nawet gdyby byłby tu Nastroszona Łapa, ja... Ja pomogłabym mu. Nienawidzę go, ale nie zostawiłabym prawowitego członka klanu na śmierć! A on? On to zrobił! — warczała, bijąc wściekle ogonem o ziemię. — A zresztą, nie mów nic. Tobie... Tobie dziękuję. Znalazłeś mnie i uratowałeś, ale o reszcie zapomnijmy.  Nie mam już żadnego rodzica — wykrztusiła, mijając mentora i kierując swe kroki do obozu.
Miała serdecznie wszystkiego dosyć.

 
<Rybko?>

[przyznano 25%]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz