- Włóż sobie to mięso głęboko w dupę i się tym chwal w okolicy, skoro wolisz tylko swoje ego - odpowiedział tylko Szkarłat odchodząc wgłąb ulicy.
No proszę, proszę. Truł mu tyłek przez cały czas, aby coś mu złapał, a teraz tchórzy, jak już upolował mięso? Prychnął i wrócił do konsumpcji. A niech głoduje. Przeżyją najsilniejsi. Na ulicy nie było żadnych zasad.
No proszę, proszę. Truł mu tyłek przez cały czas, aby coś mu złapał, a teraz tchórzy, jak już upolował mięso? Prychnął i wrócił do konsumpcji. A niech głoduje. Przeżyją najsilniejsi. Na ulicy nie było żadnych zasad.
Skupił się na posiłku. Ach mięso... było pyszne. Tak dawno nie jadł, więc teraz smak krwi na języku pobudzał jego żołądek.
Nie minęło sporo czasu, kiedy objadł się do syta. Po Oswaldzie została tylko skóra i drobne resztki. Oblizał pysk, zabierając się za czyszczenie z krwi. Jak do tej pory Szkarłat nie wrócił. Myślał, że zje z nim, w końcu jego imię do czegoś zobowiązywało, ale się przeliczył. No nic. Było więcej dla niego. W końcu po długich dniach głodu, był zaspokojony.
Odszedł z miejsca wydarzeń, póki żaden Dwunożny się na niego jeszcze nie natknął. Unikanie tych stworzeń było trudne, ale już zauważył, że ci więksi mają go gdzieś. Tylko ich kocięta wydawały się bardziej zainteresowane jego osobą. Nie pozostało mu nic innego, jak wrócić do tymczasowego schronienia, które dzielił z bratem. Pewnie ten głupek już tam na niego czekał. Okazało się inaczej. Brat zniknął.
***
Próbował wskoczyć na płot, ale bez większych rezultatów. Myślał, że skoro odkrył sposób zdobywania posiłków, który polegał na kocich walkach i się najadł, to był już w stanie dosięgnąć przeszkody. Wybił się raz, drugi, trzeci, ale za każdym razem jego pazury muskały drewnianą konstrukcję.
- Może pomóc?
Odwrócił się natychmiast, jeżąc sierść. W jego pole widzenia wkroczyła Kukułka. A ona co tutaj robiła? Powoli się rozluźnił patrząc na nią z góry. Może i pomogła mu wtedy, jednak jak się okazało nie za darmo. Musiał stoczyć krwawy bój, ku jej uciesze jak i innych samotników. Teraz pewnie również coś knuła. Nie mogła go polubić od tak! W końcu nikt za nim nie przepadał w Klanie Nocy czy Owocowym Lesie.
- Powinieneś odbić się bardziej, skacząc pionowo, a nie pod kątem - wyjaśniła, prezentując skok. - No dalej - miauknęła widząc, że Czermień nadal był na dole.
Skrzywił się czując się jak kolejny uczniak. Musiał pokazać tej kępie sierści, że jest w stanie jej dorównać! Kierując się wskazówkami samotniczki, skoczył i ze zdziwieniem stwierdził, że był w stanie łapą dosięgnąć szczytu. Tylnymi łapami zaparł się, aby nie zlecieć i wspiął się do góry.
- No widzisz! Brawo! Udało ci się! - pochwaliła go.
- Tak... - Skrzywił pysk. - Czego znów ode mnie chcesz?
- Czemu od razu coś chcę? Przyszłam w odwiedziny. Całkiem nieźle sobie radzisz na arenie. W końcu coś się dzieję. Ostatnia walka była naprawdę spektakularna! To jak rzuciłeś tego wszarza, było całkiem... - przerwała.
- Całkiem co?
- No wiesz. Wow. - Kotka gadała dalej, opowiadając mu kto przed nim, był mistrzem walk. Jej jadaczka się nie zamykała, tak jakby czerpała naprawdę wielką frajdę z tego typu zajęcia.
Na początku, kiedy ją poznał myślał, że była normalna. Taka jak Szyszka i inni, że kwiatki, miłość i ta reszta tęczowych badziewi. Okazało się, że Kukułka lubiła zapach krwi i wyrywanie kłaków. Jak typowy kocur. Na dodatek twierdziła, że władała Wyprostowanymi, dla niego Dwunożnymi. Z chęcią by zobaczył ją w akcji, dlatego przerwał jej wywód o następnym sparingu.
- Pokaż jak rozkazujesz Dwunożnym - miauknął.
Kotka zaśmiała się, jakby powiedział coś zabawnego. Skrzywił się.
- Czemu nazywasz ich takim śmiesznym określeniem? - W końcu wzięła oddech.
- No jak to dlaczego? Mają dwie łapy, nogi... jak zwał tak zwał. - wyjaśnił.
- Nie mają dwóch nóg - Machnęła ogonem, każąc mu za sobą podążyć.
Zaciekawiony ruszył za kotką, wkraczając w całkiem inną część miasta. Było tu mniej krzaków i drzew, a więcej gniazd Dwunożnych. Kukułka sprowadziła go do przezroczystego płotu, który nazwała siatką. Za nią w niewoli, turlając się w śniegu, przebywały kocięta stworów.
- Zobacz na tego Wyprostowanego - Wskazała łapą na młode, które kroczyło na swoich przednich i tylnych kończynach, zagarniając śnieg i tworząc z niego jakąś konstrukcję.
Musiał przyznać, że widok go zaskoczył. Ten potwór poruszał się jak kot! Ale jak? Przecież chodzili na dwóch łapach, a przednich nie mieli!
Widząc jego zdziwienie Kukułka wytłumaczyła mu, że Dwunożni rzadko kiedy używają przednich łap do chodzenia, ale nie czyni to ich Dwunożnymi, bo są Czteronożni. Czyli klany mylnie ocenili te stworzenia, nadając im nazwę?
- Dlatego my tutaj nazywamy ich Wyprostowani. Bo są prości. No wiesz o co chodzi - miauknęła.
Skinął głową. Wiedział. Musiał przyznać, że kocica się znała na rzeczy. Ale co się dziwić, skoro żyła tu pewnie przez całe swoje życie. Poczuł na grzbiecie jej ogon, który zachęcał, aby za nią się udać. Miał oczywiście taki zamiar. Może był głupi skoro uważał, że przestała być zagrożeniem, jednak chciał poznać więcej tajemnic, które znają tutejsze samotniki.
Nagle w oczy rzucił mu się rudy kłak. Szkarłat! Kukułka widząc na kogo przeniósł wzrok, zjeżyła się. O co chodziło? Podpadł jej?
- Szybko! - miauknęła i udała się w kierunku brata Czermienia.
Czarny nie wiedział o co chodziło, dopóki nie zrozumiał. Kocur przechodził przez zasypaną śniegiem czarną drogę, po której sunął potwór. Kukułka pierwsza dopadła nieostrożnego kocura, spychając go z drogi. Na szczęście potwór przemknął obok, nie zmieniając swojego kursu. Czermień zerwał się i szybko podbiegł do tej dwójki, która właśnie zbierała się na łapy.
- Życie naprawdę ci niemiłe - warknął w stronę brata, krzywiąc się.
<Szkarłat?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz