Chłodne powietrze wbiło w nią swoje lodowate szpony, powodując dreszcze.
Otworzyła oczy, przy okazji ziewając. Obóz spowijała ciemność.
Dzisiejszej nocy, księżyc przykryły chmury, zwiastujące kolejne opady
śniegu. Słyszała spokojne oddechy pozostałych wojowników. Brakowało
dwóch kotów – Srebrnego Deszczu i Szepczącego Wiatru. O ile kocura
przed snem widziała to niebieskooka kotka przepadła jej ze wzroku już
jakiś czas temu. W tamtej chwili pewnie by pomyślała o próbie
odnalezienia dawnej przyjaciółki ale jej umysł zaprzątała inna myśl –
Gdzie się podział Srebrny Deszcz? Kiedy kładła się spać, mogła przysiąc,
że czuła jak ten wtula się w jej sierść.
Przeciągnęła się, wbijając pazury w chłodną ziemię. Wyszła, czując pod
łapami chłodny śnieg. Miała już dosyć Pory Nagich Drzew, ciągle mróz,
głód i przygnębienie. Wyczekiwała Pory Nowych Liści niczym uschnięty
kwiat deszczu. Śnieg także jej zaczynał przeszkadzać. Przylepiał się do
futra, które momentalnie stawało się wilgotne, zostawiało się w nim
zdradliwe ślady… zaraz, zaraz. Ślady!
Jeśli Srebrny Deszcz wyszedł niedawno, mogła go wytropić po śladach!
Spojrzała na odciski łap, które prowadziły do tunelu w murze obozu.
Zaczęła podążać za nimi w nadziei, że ją doprowadzą kocura.
^*^*^*^*^
Gdyby Klan Gwiazd przesłał jej jakąś wizję tego, co zobaczyła zabrałaby
ze sobą kogoś. Było już za późno jednak. Widziała Srebrny Deszcz,
otoczony przez grupkę cuchnących kotów z obrożami na szyi. Wśród nich
rozpoznał jego ojca – Smołę. Poznała go po tych zielonych niczym trawa
oczach. Błagała Gwiezdnych o wsparcie, o jakiś pomysł, który uratowałby
ją i kocura z tej sytuacji bez uszczerbku na zdrowiu, któregokolwiek z
nich.
Słyszała szyderstwa słane ku niemu ze strony kotów. Dla nich on był
żałosną imitacją dzikiego kota. On wysłuchiwał ich dzielnie ale jego
drgający ogon zdradzał, że się denerwował. Naprawdę potrzebowała
dobrego pomysłu. Mogłaby teraz pobiec do klanu ale jakby to wyglądało?
Srebrny Deszcz nie miał ran ani starganego futra, więc nie mogłaby im
wmówić, że został zaatakowany przez grupę samotników. Poza tym, wydałaby
się wtedy sytuacja sprzed wielu księżycy, gdy to we dwójkę przegnali
natarczywego ojca kocura. Przymknęła powieki zakłopotana. Co miała
zrobić? Nie mogła tak po prostu się zdradzić, bo skończyłaby jako karma
dla wron. Przydałby się jakiś logiczny plan.
Jej uwagę przykuła szylkretowa kotka z różową obrożą. Odłączyła się od
grupy i wyszła, prawdopodobnie na jakiś mini-patrol, sprawdzić zapewne
okolicę. Źrenice Zroszonego Nosa rozszerzyły się. Nagle do jej głowy
wpadł dosyć niepewny plan ale do jego wykonania potrzebowała drugiego
kota z klanu.
Wiedziała już kogo poprosi ale wpierw musiała obezwładnić tamtą kotkę.
Zaczęła się za nią skradać, uważnie stąpając po śniegu, który w każdej
chwili mógł ją zdradzić. Samotniczka nie dbała o dyskrecję a raczej nie
potrafiła jej sobie zapewnić. Każdy jej krok kończył się głośnym
skrzypnięciem i głośnym przekleństwem. Kiedy znalazła się na długość
zająca od niej, skoczyła na nią i przednimi łapami wcisnęła jej głowę w
biały, lodowaty puch. Szylkretowa wierciła się przez jakiś czas jeszcze
ale w końcu znieruchomiała. Zroszony Nos złapała ją za kark i
zaciągnęła pod najbliższe drzewo. Zaryzykowała stosując tą metodę.
Niepokoiła się o fakt, że mogła ją udusić ale boki kotki unosiły się
rytmicznie. Żyła.
Znalazła jakąś starą borsuczą norę. Upewniła się, że zapach był stary, ułożyła ciało intruzki i pognała w podskokach do obozu.
^*^*^*^*^
- Tato, obudź się – szturchała kocura, który mamrotaniem zdradzał, że nie za bardzo miał ochotę wstawać – Tato!
- C-co? – mruknął zaspany – Zroszony Nos? O-o co chodzi?
- Chcę abyś ze mną gdzieś poszedł ale wpierw obiecaj, że cokolwiek tam zobaczysz lub usłyszysz nikomu nie powiesz, dobrze?
- A cóż to takiego ważnego – szepnął, powoli się podnosząc, przy okazji
ukazując rządek białych zębów podczas ziewnięcia – że mam zachować
dyskrecję?
- Dowiesz się na miejscu, ale mogę ci zaufać prawda?
- Oczywiście, ale wiedz, że mam złe przeczucia.
^*^*^*^*^
Łososiowy Pysk dreptał przy jej boku. Rozbudził się podczas drogi.
Milczał, jakby oczekując aż sama córka mu wyjawi czego od niego chce.
Wiedziała, że wiele ryzykowała mieszając w to innego kota ale sama nie
dałaby rady.
W końcu doszli do odpowiedniej nory. Kotka ruchem ogona kazała poczekać
ojcu na odległość. Ten posłał jej zaniepokojone aczkolwiek spokojne
spojrzenie. Wstawiła głowę do nory, obawiając się, że mogłaby nie zastać
tam szylkretki a jej plan wziąłby w łeb. Poczuła jednak futro pod nosem
i bijący od niego odór Drogi Grzmotu. Zniesmaczona chwyciła za kępkę
futra i wyciągnęła wciąż nieprzytomną samotniczkę.
Pręgowany kocur wygiął się w łuk, gdy zobaczył kotke. Zasyczał i pusząc futro jakby powiększył się dwukrotnie.
- Kto to jest?! Co się dzieje Zroszony Nosie?! – odsłonił zęby.
- Nie mam pojęcia kim ona jest ale musisz wiedzieć, że Srebrny Deszcz ma
kłopoty – miauknęła spokojnie, chcąc dać ojcu do zrozumienia, że nie
pora na agresję.
- Kłopoty? Jakie?
- Długo by opowiadać ale w lesie jest grupka samotników i…
- Czemu nie powiadomiłaś Milczącej Gwiazdy? – przerwał jej – Zmobilizowała by klan i wypędziłaby tą bandę łobuzów!
- Ech to nie takie proste.
W skrócie opowiedziała Łososiowemu Pyskowi o Smole, ojcu Srebrnego
Deszczu i ich wcześniejszym spotkaniu. O tym, co mogłoby oznaczać dla
jej partnera, gdyby ktokolwiek z klanu poza nimi się o tym dowiedział.
- Nie wiesz, co by powiedziała Milcząca Gwiazda, ostatnio złagodniała,
okazałaby pewnie wyrozumiałość – gładził nastroszone futro na grzbiecie i
szyi – Chociaż z drugiej strony rozumiem twoją lojalność wobec
Srebrnego Deszczu. Cieszę się, że to właśnie mi to powiedziałaś, wiem,
że ufasz mi jak córka winna zawierzać ojcu.
- Mam w końcu fantastycznego ojca – podeszła bliżej i liznęła kocura w nos – I mogę na nim polegać.
- Zawsze do usług.
Akurat szylkretowa zaczęła się wybudzać. Jęknęła, stęknęła aż w końcu zaczęła coś mamrotać.
- C-co się stało? – pytała zdezorientowana, próbując się podnieść – Co…
Zroszony Nos nie dała jej dokończyć wgryzła jej się w grzbiet i
powaliła, przy okazji upychając grudkę śniegu w pyszczek. Przyszpiliła
ją do podłoża i wysyczała wściekle do ucha:
- Słuchaj mnie uważnie zgniła, kupo futra. Znalazłaś się na terytorium
Klanu Wilka. Powinnam cię za to zabić ale dam ci szansę odejść –
zdziwiła się słysząc swój groźnie brzmiący ton ale miała nadzieję, że
był wystarczająco poważny aby kotka uwierzyła.
- Nnn-ie b-je s-iię cebe ty – mówiła z trudem przez śnieg włożony w pysk
ale powoli biała masa topiła się w jej pysku, więc mówiła coraz
wyraźniej – Mój ojciec jak tylko się d-dowie to cię zabije.
- Nie rozśmieszaj mnie. Myślisz, że przerazi mnie jakiś zapchlony samotnik?
- Jest z moimi braćmi, wystarczy, że zawołam a przyjdą i cię wypatroszą. Zrobią z ciebie padlinę!
- Ilu ich jest? Pięciu? Dziesięciu?
- Trzynastu a razem z moim ojcem czternastu – kotka chciała zgrywać
pewną siebie ale powoli wyczuwała jej narastający lęk, w końcu nie
widziała swojego napastnika.
- Nie bądź śmieszna – parsknęła – Klan Wilka ma drugie tyle wojowników a
ja wysłałam swojego towarzysza do obozu aby sprawdził okolicę, czy nie
ma więcej takich intruzów jak ty – kiwnęła na Łososiowy Pysk aby nic nie
mówił.
- C-co? – wydukała z przerażeniem.
- Jestem jednak litościwa i mogę ci dać szansę ich ostrzec.
Kotka zaczęła drżeć. Bała się. Zroszony Nos osiągnęła zamierzony cel.
- To jak będzie?
- Odejdziemy i nigdy nie wrócimy, przysięgam!
- Niech będzie, dzisiaj mam akurat dobry dzień.
Wypuściła ją. Ta natychmiast się podniosła i pognała na złamanie karku,
przed siebie, nie oglądając się. Miała nadzieję, że kotka odnajdzie
swoich po zapachu.
- Groźna z ciebie kotka ale wciąż nie wiem skąd wytrzasnęłaś pomysł, że Klan Wilka ma aż tylu wojowników.
Zroszony Nos podeszła do ojca i wyjaśniła mu swój plan. Kocur zgodził
się na niego, z wahaniem należy dodać, i oboje zmierzali w kierunku,
gdzie banda bezdomnych kotów otoczyła srebrnego kocura.
^*^*^*^*^
Kiedy doszła, zauważyła, że przed Smołą kuli się przed chwilą
wypuszczona kotka. Szybko się uporała z odnalezieniem ich. Opowiadała z
przerażeniem w oczach. Srebrny Deszcz natomiast przyglądał się temu i
przysłuchiwał oczami wielkimi jak spodki.
Westchnęła i przedarła się przez gąszcz gołych krzewów. Wszystkie koty
zwróciły na nią uwagę. Smoła przyglądał jej się z zainteresowaniem aż z
obrzydliwym uśmiechem na pysku zaśmiał się.
- O… niedoszła ukochana Srebra, czyżbyś znowu bawiła się w bohaterkę?
- Odejdźcie stąd inaczej poznacie czym jest gniew Klanu Wilka i Klanu Gwiazd.
Zgromadzone koty przyglądały się kpiąco. Szylkretowa stanęła na równe łapy i przerażonymi oczami spoglądała na nią.
- Chodźmy! Ojcze, ich klan przewyższa nas liczebnością i siłą! – błagała mając łzy w oczach.
- To tylko gadanie. Skoro są tacy potężni to niech wylezą ze swoich
kryjówek i staną do równej walki – wyzywająco wysunął pazury.
- Ostrzegałam was ale nie skorzystaliście.
Ledwie widocznie poruszyła końcówką ogona. Udając smutek spuściła
głowę. Wtedy wkoło drobnej polanki odezwały się syki, kocie warczenia i
liczne kroki zdradzane trzaskającym śniegiem. Samotnicy skulili się
jakby aż w końcu jeden po drugim zaczęli z przerażeniem uciekać. Mimo
wściekłych syków Smoły na polanie nie ostał się nikt poza nim i
złotookim, czarnym kocurem.
- Ty! – warknął czarny i skoczył na nią ale zgrabnie wyminęła jego cios i
kopnęła go tylną łapą w bok. Kątem oka zobaczyła jak Smoła biegnie ku
niej ale zza krzewów wyskakuje Łososiowy Pysk i ora pazurami jego
grzbiet.
Srebrny Deszcz ocknął się z szoku i ruszył na swojego ojca, pomóc
starszemu wojownikowi w walce. I dobrze, miała przeczucie, że poradzi
sobie z tą czarną, wychudłą kupą futra.
Kocur podniósł się i tym razem ostrożniej przymierzał się do ataku. Jego
czerwona obroża zdobiona była kłami różnych zwierząt, pewnie
napotkanych psów i kotów, złowrogo prezentowała się na jego sz yi.
Okrążał ją aż w końcu znowu wyskoczył i tym razem lekko zahaczył pazurem
o jej nos ale gdy zapadł się po brzuch w zdradzieckim śniegu ona
zaatakowała. To, co się stało później trwało dosłownie uderzenie serca.
Złapała go za kark i usłyszała jak coś chrupnęło. Kocur miauknął z bólu i
przez chwilę się miotał aż w końcu jego ciało znieruchomiało. Rzuciła
go na śnieg. Trójka walczących kotów spojrzała na nią z wytrzeszczonymi
oczami.
- Cień, nie! – czarny kocur chciał się ruszyć ale podrapana łapa skutecznie mu to uniemożliwiała.
Przybliżyła się do niego z iskrami w oczach.
- Wtedy nazwałeś mnie słabą i miałeś rację, byłam słaba – wysyczała –
Ale jak widzisz uczę się na swoich błędach, i tym razem nie zawahałam
się zabić i nie zawaham się zabić także ciebie.
Smoła starał się zachować dumnie ale wiedział, że przegrał. Podniósł
się i ponownie kulejąc, ostatni raz spojrzał to na ciało swojego
towarzysza to na Srebrny Deszcz aż zniknął im z pola widzenia. Odczekali
jakiś czas, aż adrenalina wszystkim opadła. Dopiero teraz Zroszony Nos
zdała sobie sprawę, że zabiła. Ciężar wkradł się na jej duszę. Miała
nadzieję, że Klan Gwiazdy jej to wybaczył i uznał to za konieczność
samoobrony.
Srebrny Deszcz, z kilkoma niegroźnymi zadrapaniami, ale bez poważnych
ran podszedł do ciała martwego kota i obwąchał je. Łososiowy Pysk
przytulił się do córki. Widziała, że podobnie jak jej partner nie
ucierpiał zbyt poważnie w walce. Milczeli przez jakiś czas. Dopiero
Srebrny Deszcz przełamał ciszę.
- Jak? – spytał wciąż spoglądając zszokowany na Zroszony Nos – Gdzie klan?
- To wszystko to był podstęp – mówiła lekko drżącym głosem – Za te
dźwięki odpowiadał Łososiowy Pysk, aż się dziwię, że uwierzyli.
- Widać, że odwaga i inteligencja nie jest ich atutem – powiedział
dumnie jednouchy kocur – Bez obrazy dla ciebie Srebrny Deszczu.
Kotka bez słowa podeszła i wtuliła się w futro swojego partnera. Cały drżał a nawet słyszała przez chwilę, że łkał.
- Wybacz, jeśli był ci drogi a-ale ja musiałam to zrobić – miauknęła błagalnie.
<Srebrny Deszcz? Trochę długie wyszło .-.>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz