BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

03 listopada 2022

Od Zanikającego Echa Cd Nastroszonej Łapy

jesień jeszcze

 Ostatnimi czasy… Wszystko się obróciło o 180 stopni. Czuła jakby każdy o niej co chwilę plotkował, ale to nie potrafiło jej powstrzymać w robieniu swojemu najukochańszemu uczniowi na złość. Przyszła po cichu do legowiska uczniów i stanęła przy Nastroszonym. Ah, jaki ona miała plan… Spodoba mu się!
- Czas wstawać, mały homosiu- wyszeptała mu do ucha. Kocur był taki słodki, kiedy spał. Nie zdający sobie sprawę z tego, co będą dzisiaj robić. Wymamrotał całkowicie zaspany.
- Jeszcze chwila mamo... - dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego co się dzieje, od razu poderwał się na łapy.- Zamknij się! - położył jej łapę na pysku. - Nie mów tych słów tutaj
Odsunęła się od niego, zdejmując jego łapę z jej pyska. Tymi słowami jeszcze bardziej ją do tego zachęcał, nie zauważył tego?
- Wstydzisz się, mój drogi uczniu tego, że jesteś gejem?- powiedziała głośniej, gdyby któryś z uczniów akurat miał ochotę wstać i tego słuchać. Ten znów bezczelnie próbował ją uciszyć, ale to nie było takie przecież proste.
- Nie jestem nim! Widzę, że odwaga ci wróciła. Wcześniej nie chciałaś przekroczyć progu obozu.
Wzruszyła ramionami. To prawda, bo puścił obrzydliwą plotkę… Ale…
- Poświęciłam się, by zrobić ci taką miłą pobudkę- powiedziała, co zostało zduszone przez łapę kocura. Podobało jej się to, jaki naburmuszony od razu był. Myślała, że już na zawsze zostanie w tym legowisku ale jednak nie, wyszedł o dziwo i chyba nawet chciał trening… Przygotowała już takie świetne plany na dzisiejszy dzień, że pewnie od razu był podekscytowany!
- Nie rób tak więcej! Jak ktoś się dowie, jakie ty rzeczy miauczysz, to puszcze kolejną o tobie plotkę - zagroził.
- Ale chyba nie chcesz, żeby twoja mama z siostrą się dowiedziały, że jesteś gejem? Ani twoi koledzy?
Zjeżył się na te słowa, patrząc na nią ze… Strachem? Naprawdę? Był taki żałosny.
- Nie! Ani się waż! - pisnął wkurzony i zacisnął pysk.
- Fajnie by było. Polepszyłoby ci to życie. Znalazłbyś sobie chłopaka... Twoja mamusia na pewno byłaby z ciebie dumna...
Zawarczał na to przyspieszając kroku. Aż tak emocjonalnie reagował na takie żarty? Miał już najwyraźniej mocno poprzestawiane w głowie.
- Nie chcę żadnego chłopaka! Ty sobie znajdź!
- Nie potrzebuję chłopaka do szczęścia, w przeciwieństwie do ciebie.
- Ja też nie potrzebuje! - warknął, tuptając jeszcze szybciej, by oddalić się bardziej od niej. Był strasznym tchórzem, skoro uciekał. - Co dzisiaj trenujemy?
- Polowanie. A jeżeli ci nie wyjdzie... To gejowanie.
Mówiła na serio. To mogło być w końcu bardzo zabawne, nie to co normalny trening kiedy on się na nią darł i tak dalej…
- C-co?! - zamrugał zszokowany, stając jak wryty. - No chyba nie! Żadnego gejowania! - syknął. - Nie martw się złapie mysz...
- Zobaczymy...
Nie wierzyła w jego umiejętności, bo miała w głowie szatański plan. Kocur potrafił już złapać zwierzynę i tak dalej… Musiała mu nieco przeszkodzić. Widząc, że próbuje coś złowić, zaczęła celowo łamać cienkie gałązki pod jej łapami, chcąc by zwierzyna uciekła. Kocur już skoczyć na piszczke, lecz ta uciekła i odwrócił się do niej z tym mordem w oczach. Nie bała się tego.
- Co to ma znaczyć?!
- Przecież nic nie robię- powiedziała jak głupia, wpatrując się w niego.- Co, piszczka ci uciekła? Szkoda...
Fuknął jak obrażony kociak i znowu próbował to robić. Czy on nie zrozumie, że nie miał szans? Zaczęła przedzierać się przez największe zarośla, chcąc by znowu mu coś uciekło. Szelesty i trzaski z pewnością były do usłyszenia… Kolejna zwierzyna mu się spłoszyła, na co ona jedynie mogłaby się uśmiechnąć, ale musiała zgrywać głupią. 
- Chodzisz jak dzik! Ogarnij się, straszysz mi wszystko!
- Ja ci straszę? A może to twój brak umiejętności?... Masz ostatnią szansę, albo idziesz gejować do drzewa.
Nastroszony najeżył się jeszcze bardziej niż wcześniej, teraz już naprawdę będąc jak jeż. Był tak blisko zwycięstwa… Ale musiała mu przecież przeszkodzić, prawda? Złapała patyk i złamała go na pół, napawając się tym trzaskiem. Kocur podskoczył a myszka uciekła. Teraz w końcu mógł się rozpocząć prawdziwy trening…
- Co ci odbiło?! To chamskie zagranie!
- Jakie zagranie?-  zgrywała głupią.- Nie wiem o czym mówić. Chodź, nauczę cię tekstów na podryw kocura.
- Nigdzie nie idę! Nie będę uczył się być nienormalny! Daj mi spokój wariatko! - prychnął. Jaka znowu wariatko? Ona niby była dziwna? W życiu!
- Nie wstydź się tak. To chodź za mną. Po pierwsze, musisz swojego kocura chwalić, prawda?
Uczeń zbuntował się i nie ruszył się z miejsca. 
- Nie będę chwalić zboczonych kocurów, którzy marzą o tym, by jakiś kocur ich przeleciał! - syknął na nią. 
- Ale przecież ty też o tym marzysz!
- Co?! No chyba nie! Nie dam dupy kocurowi! Nie ma mowy! Sama daj, nadajesz się idealnie do tego, bo jesteś kotką!
- Wolę dać dupę kotce. A ty kocurowi. Proste? Proste. To teraz musisz się nauczyć jak do tego zachęcić partnera- palnęła, chcąc usłyszeć jeszcze więcej tego głupiego oburzenia. Jego reakcja była w końcu taka świetna!
- Nie będę zachęcał nikogo, by mnie przeleciał! Przecież to upokarzające być w roli kotki! Dlatego to nienormalne i powinno zostać zakazane! - warczał. - Nie jestem tak porąbany jak ty!
- Czemu w roli kotki? W roli kocura. Kocur z kocurem. I tyle.
- Ale ktoś musi być na dole niczym kotka! - syknął. - A to... wstyd! Poniżenie! Okropne! Ble! Nie będę dawał nikomu dupy jak ty! Żadnemu kocurowi! Ani chichotał, wplatał kwiatki w siebie i był tak zboczony jak ty!
- Zobaczymy- powiedziała, wpadając na pomysł. Na kolejny wspaniały pomysł!- Zaczekaj tu, albo inaczej urwę ci uszy.
Przewrócił oczami. 
- Dobra. Ale nie każ mi czekać cały dzień, bo sobie pójdę - ostrzegł, kładąc się na ziemi. Nie wiedział jeszcze co go czeka. Tak… Spodoba mu się przecież na pewno bliskie spotkanie z jakimś kocurem? Poszła szybko do obozu, znajdując Szyszkową Łapę. Pod pretekstem wspólnego treningu przyprowadziła go do Nastroszonego. Uczeń nie opierał się. Chciałaby, żeby syn Tulipan był taki sam, a nie diabłem wcielonym!
- Patrz, masz kolegę teraz. Poznajcie się czy coś...
Jego wzrok rzucony na drugiego był wspaniały. To zdziwienie… 
- Hej - rzucił starszy, patrząc na niego z zainteresowaniem. 
- Nie. - rzucił od razu, mordując ją spojrzeniem. - Nie zrobiłaś tego! 
Uczeń nie za bardzo wiedział o co chodzi, zerkając to na niego to na nią. Ah, jak zawsze dymny musiał wszystko psuć! Nie chciała przecież, by Szyszek uciekł nagle!
- Ale czego? Ja tylko dbam, byś nie był sam jak palec...- powiedziała, po czym szybko podeszła do Nastroszonego.- Wykorzystaj moje rady- szepnęła mu do ucha.
Szyszkowa Łapa dalej stał jak taki kołek. Uznała go chyba za zbyt inteligentnego… Musiała mu coś więcej tłumaczyć?
- Mam się z nim zaprzyjaźnić? Myślałem, że miałem wam pomóc w treningu - powiedział Szyszek zdziwiony. Nastroszony za to bezczelnie sobie gdzieś polazł, mając najwyraźniej gdzieś cały ich trening. Skołowana popatrzyła na odchodzącego ucznia. Cóż. Popatrzyła na Szyszka.
- Przepraszam za mojego ucznia. On... Bardzo lubi kocury i chciał mieć z jakimś trening tylko trochę się speszył, wiesz? On nie ma kolegów takich bliskich... Myślałam, że na dobre mu wyjdzie w końcu kontakt z rówieśnikiem... Ale się chyba przestraszył. Może się w tobie podkochuje i się trochę zawstydził? Nieważne, możesz wrócić do obozu.
- Och... - speszył się słysząc te słowa. - Nie. Ja... W sumie... Ja też lubie kocury. - wyznał. - To nic złego. - uśmiechnął się lekko. - Podkochuje? Jest pani pewna? Nie gadał ze mną nigdy... Jeżeli tak jest, to w sumie... możemy spróbować... Nie chcę by cierpiał. Wydaje się miły - miauknął uczeń.
- Na następny trening możemy pójść wspólnie jak chcesz. Będziesz miał okazję by z nim porozmawiać...- powiedziała, w głębi duszy cholernie się ciesząc. Tak, tak! Skoro teraz Szyszek myśli, że dymny się w nim podkochuje… To było świetnie!
- Z chęcią. Ja... Spróbuje go przekonać, by się otworzył. Pewnie jak się dowie, to będzie na panią zły, że mi pani to zdradziła, ale... ale to miłe co usłyszałem dzisiejszego dnia - uśmiechnął się znowu. - Mam przyjść o świcie?
Kiwnęła głową. Wszystko się idealnie układało!
- Tak. Będziemy czekać nieopodal obozu, znajdziesz nas. Nastroszony pewnie z czasem będzie bardziej miły. Po prostu... Wiesz, trema. Zawsze jak ciebie widzi, to spala buraka. To nie tak, że ciebie nie lubi. On cię lubi aż za bardzo. To nic złego. Nie oceniaj go pochopnie.
- Rozumiem... To w takim razie... Do jutra! - pożegnał się w dobrym nastroju, wracając do obozu. Ona również była w świetnym humorze. Aż za bardzo…

***
Rano czekała na Szyszkową Łapę uradowana, patrząc się z radością na Nastroszonego.
- Patrz. Idzie twój kolega- szepnęła mu do ucha, zauważając zbliżającego się ucznia. Szybko nadepnęła Nastroszonemu na ogon. Chciała go przy burym upokorzyć i zgodnie z jej założeniem pisnął, padając jak martwy na ziemię. Jak zawsze się trochę rozbeczał i siorbał tym nosem. O to jej chodziło! 
- Co się stało? - rzucił zaniepokojony Szyszkowa Łapa z troską, od razu go przytulając. 
Nastroszony wydał z siebie zduszony pisk, wyrywając mu się i uciekając za nią spanikowany.
- N-nie dotykaj mnie! 
- Oj... Nastroszony, nie musisz się tak stresować. Wszystko będzie dobrze, Szyszek nic ci nie zrobi...- popchnęła ucznia w stronę nowego kolegi. Nie mogła znieść tego, że jej uczeń od razu zaczął mordować starszego wzrokiem… Tak to nie powinno wyglądać!
- N-nie! - cofnął się strosząc sierść.
- Czemu płakałeś? Coś się stało? - rzucił jej pytające spojrzenie, chcąc wyjaśnienia. 
- W-wracaj do obozu! Zostaw mnie!
- On... Chyba po prostu trochę się zestresował spotkaniem z tobą- powiedziała, przeszywając Nastroszonego wzrokiem. Nie mógł tego teraz wszystkiego zepsuć. Miał nowego kolegę, a to chciał zaprzepaścić!
- Wcale nie! - warknął twardo. - To nie ma z Tobą nic wspólnego! 
- Słuchaj... Ja... ja wiem, że mnie lubisz... Twoja mentorka mi wszystko powiedziała. Nie musisz w sobie dalej tego trzymać. Ja... ja rozumiem i nie jestem zły - powiedział uczeń. 
- Co?! Nawet cię nie znam! Nie ufaj tej wariatce, wcisnęła ci kit!
- Nastroszony... Nie bądź taki wstydliwy już- popchnęła go dalej w stronę Szyszka.- Nie masz powodów by się stresować albo być agresywny... Spokojnie... Ci....
- To ty się uspokój! - warknął do niej. Tak jakby sądził, że się jej posłucha. Chciała z niego zrobić głupie kocię i to świetnie wychodziło, bo w końcu dymny był idiotą!
- Jak chcesz to... to możemy spróbować - zaproponował Szyszkowa Łapa. - Obiecuję, że nie skrzywdzę cię. Wiesz co najlepiej uspokaja? Tulenie... - zrobił krok w jego stronę, a syn Tulipan od razu się wycofał.
- O nie! Nie będę bawił się w waszą chorą grę! Nie ma mowy!
- Zachowujesz się jak dzikus. Kolega chce ci pomóc z twoimi lękami a ty co? Nie musisz się tak wstydzić. To nie jest żadna chora gra...
- Nie mam żadnych lęków! Porąbało cię na starość - zasyczał na nią. 
Szyszkowa Łapa rzucił jej niepewne spojrzenie. Kurcze, musiała go jakoś przekonać, że Nastroszony kłamie! Bo inaczej… Trochę średnio by wyszło.
- Wiesz... Mu trochę teraz odbiło...- powiedziała do Szyszka, po czym znowu spojrzała na Nastroszonego.- Nie musisz się z tym chować, widzę jak reagujesz przy Szyszku... Jeśli coś czujesz... To możesz to powiedzieć.
Śmieszne było to, jak wybałuszył oczy i kręcił głową. Bury przecież mu nie uwierzy, jak będzie się zachowywać jak wariat!
- Czuje obrzydzenie, że próbujesz zrobić... to!
- Ale ja wiem... Podkochujesz się we mnie, prawda? 
Jego mina przybrała zszokowany, przerażony i zniesmaczony wyraz. Ledwo powstrzymywała się od parsknięcia śmiechem.
- Co. Właśnie, że...
- Ale ja niczego nie próbuje zrobić... Po prostu to powiedz. Nie musisz się wstydzić. Pewnie się do tego nie przyznasz, ale... Wiesz. Jeżeli kogoś kochasz, to nic złego.
Kocurek w końcu ugryzł się w język i nie palnął niczego głupiego do starszego. No może trochę, ale to nie zraziło zbytnio Szyszka.
- Nie kocham go! - warknął zły. - Zwariowałaś! Nie zamierzam brać udziału w tej farsie. Żegnam - odwrócił się, by odejść. Ale nie na jej warcie!
- Nastroszony! Zaczekaj!- podeszła do niego z udawaną troską.- Nie musisz się zamykać na Szyszka tylko dlatego bo się wstydzić tego, że kochasz kocury!
- Nie kocham kocurów ani jego! - tupnął łapą. - Nie zmusisz mnie do migdalenia się z nim!
- Ja cię do niczego zmuszam? Że zwalasz swoje uczucia na mnie...
- Zostaw mnie! - popchnął ją. - Jak tak ci zależy, to sama z nim randkuj! - prychnął. 
Szyszek dalej siedział, nie wiedząc co począć. Biedak, że akurat tak trafił…
- Nie za bardzo rozumiem co się dzieję - wyznał uczeń ich dwójce. - To zakochałeś się we mnie czy nie?
Upadła na ziemię z cichym piskiem, po tym jak uczeń ją popchnął.
- On ciebie bardzo kocha, ale boi się to powiedzieć!- palnęła szybko.
- Wcale nie! Ja nie jestem gejem! Ona nagadała ci głupot! - prychnął zdenerwowany.
- Nie stresuj się już tak... Wszystko będzie dobrze. Nikt oprócz nas się nie dowie, że nim jesteś, prawda Szyszku? Bo to bardzo stresujący dla niego temat...
- Och rozumiem... Dlatego taki jesteś nerwowy... Tak. Nikomu nie powiem, obiecuję - zapewnił bury. - Ja też lubie kocury, więc jesteśmy w tym razem - uśmiechnął się miło. 
- A tylko rozpowiedz te głupoty komuś, to nie żyjesz! - zagroził mu kocurek, krzywiąc się z odrazą. - Nie jestem gejem! 
- Nastroszony! Przestań być niemiły!- skarciła go jak dziecko.- To, że się stresujesz, nie znaczy, że możesz się na kimś wyżywać! A teraz koniec. Idziemy na trening. Za mną.
Ruszył od razu za nią, byle zostawić burego w tyle. Był taki głupi, że nie spodziewał się wspólnego treningu? Czy według niego to miało trwać chwilę, żeby się pozłościł?
- Czemu za nami idziesz? - warknął do niego.
- Zanikające Echo mnie zaprosiła na wasz trening - wyjaśnił. 
Znowu zaczął mordować ją wzrokiem.
- Co ty robisz?!
- Przecież nic nie robię! Nie możesz się od innych izolować- powiedziała, kierując się w stronę gejowej łąki. Gdy dotarli na miejsce usiadła przed kocurami. To wszystko tak będzie pięknie wyglądać… Była przygotowana, żeby zobaczyć ich wspólne polowanie.
- Będziecie razem polować. Spróbujcie tu poszukać jakiejś zwierzyny i wykorzystajcie to, że jesteście we dwójkę.


<Wspaniały homosiu?>

[przyznano 5%]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz