- Czermień? - Zastrzygł uszami, zwracając głowę w stronę nadchodzącego kociaka. A on tu czego? Powinien być w żłobku, czy w więzieniu z innymi. Pojawienie się białego bardzo mu się nie spodobało.
- Czego? - warknął ostro.
Nie powstrzymało to Koszatka przed zbliżeniem się.
- Jesteś smutny?
Prychnął. On smutny? Czy naprawdę tak źle wyglądał?
- Nie jestem smutny tylko zirytowany - sprostował.
Zapadła pełna napięcia cisza. Nie odczuwał tego jednak, zajęty biadoleniem nad swoim losem. To milczenie nawet mu odpowiadało, ponieważ kociak mu wtedy nie przeszkadzał.
- Może... - zaczął Koszatek, a Czermieniowa Łapa poczuł jak zaraz go coś rozniesie od środka. - Może... Pobawimy się w coś? Wtedy zapomnisz o smutku.
- Ja. Nie. Jestem. Smutny! - wrzasnął na młodszego, zrywając się na łapy.
Kociak cofnął się przestraszony, upadając na tyłek. Czarny fuknął na niego i odszedł. Nie miał zamiaru się zadawać z tym przylepcem. Dostrzegł Wężowy Pysk, który leżał w cieniu i jak gdyby nic, zajmował się wypoczynkiem, kiedy powinien szkolić ucznia! Ostatnio był zmuszony znosić te całe bajki o Klanie Gwiazd od jakiegoś rybożercy. Bardzo mu się one nie spodobały. Że niby jakieś martwe koty są obok nich i patrzą na ich czyny? Bezsens! Nie chciał czegoś takiego dopuszczać do myśli, bo to by znaczyło, że ojciec nadal gdzieś tu się pałęta. Może nawet niewidzialnie go tuli? Fuj!
Podszedł do wojownika i trącił go łapą. Oczywiście usłyszał jego zmęczone westchnięcie. Tak. On też się bardzo cieszył z tej wizyty.
- Słuchaj no ty bezmózgi, lisi bobku! Przestań robić z siebie mysią strawę i naucz mnie walczyć! - warknął.
- Polowanie - Uzyskał tylko taką odpowiedź, po czym z rosnącą furią obserwował jak kocur zmierza w kierunku wyjścia z obozu.
Polowanie... Polowanie! Gdyby jeszcze go uczył, a nie sam załatwiał temat! Nie mając jednak nic lepszego do roboty, ruszył za nim. Może gdyby zdechł to dostałby kogoś lepszego? Przeprowadzając w głowie różne scenariusze śmierci kocura, doszli w końcu do lasu. Spędzili w nim bardzo dużą ilość czasu polując, a raczej próbując coś upolować. Czermieniowej Łapie raz po raz, to nie wychodziło, za to mentorowi jak najbardziej. Zżerała go przez to nieopisana złość do kocura, który zachowywał się jakby miał go gdzieś.
- Wracamy - rzucił wojownik biorąc zdobycz w pysk i kierując się do obozu.
Furia rozsadzała go od środka. To było niedopuszczalne! Dlaczego go ignorował? Dlaczego? DLACZEGO? Czuł się tak bardzo bezsilny. Gdy tak dalej będzie to wyglądać jego brat i siostra go przewyższą! Myśl, że zostanie strącony na margines, bardzo go dołowała. A gdyby tak uciec? Rozejrzał się po lesie. Ale dokąd miałby iść? Nie wiedział nawet gdzie znajduje się jego klan.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz