Biegnij... Biegnij. Biegnij! - Mówiła sama do siebie w myślach.
Na jej pysku pojawił się uśmiech. Tak! Kochała to! Teraz trzeba było biec i to szybko oraz niepostrzeżenie przez długie trawy Klanu Burzy. Chwilę później nie było jej już w obozie.
Naglę zahamowała. Głos jej w głowie i bunty jej ciała, znowu... Jakaś piekielna siła. Przez to o mały włos nie wywaliłaby się przed Orzechowym Futrem.
Myślisz, że te wszystkie brudne sprawki ujdą ci to na sucho, co?
Czarna nie odezwała się zaczęła biec szybciej. Już nie długo. Już nie długo zobaczy ukochanego.
Głos w głowie kotki wreszcie ucichł. Konwaliowe Serce zobaczyła na horyzoncie płowy kształtów w połowie skryty za kamieniem koło granicy Klanu Burzy i Klanu Wilka.
- Mam cię! - zamruczał i dotknęła zaskoczenia Kocura. Po chwili wręcz rzuciła się na Świta liżąc go od początku głowy do końca prawego ucha. Płowy się rozluźnił. Lizała tak go przez dobre kilka chwil. Nie mogła się wręcz nacieszyć tym szczęściem. Tak bardzo go kochała i się o niego bała. - Wszytko dobrze? Powiedz jak coś jest nie tak..., jeśli ktoś ci zrobił krzywdę zmienię go w karmę dla wron, zniszczę mu życie i wszystko co ma...
- Jest ok i... zostałem wojownikiem! Teraz jestem Świtająca Maska.
- Naprawdę! Gratuluję! - zamruczała Konwalia. - Bardzo ładne imię...
- A co u ciebie? - Świt liznął kotkę kilka razy po jej nosie.
- Tak... Niestety zostałam zdegradowana do uczniów... za karę na pięć księżyców. Nie zdążyłam ci tego powiedzieć przedtem.
- Co się stało? Co przeskrobałaś? - próbował zaśmiać się Kocur i pocieszyć czarną.
- Był pies. Zginęła uczennica, Cieniowa Łapa. Resztę myślę, że dowiesz się na zebraniu. - powiedziała smutnym głosem. - T-to chyba przeze mnie... Tak bardzo mi przykro... Chciałabym cofnąć czas...
Świt spojrzał się w zmartwione oczy kotki i liznął ją po uchu.
- Na pewno nikogo nie zabiłaś, a przynajmniej nie na umyślnie. To musiało być naprawdę smutne. Nie martw się. - przytulił się do asystentki medyczki. - Mamy siebie... Kocham cię... - szepnął Kocurek do ucha czarnej.
- A ja ciebie bardziej...! - ożywiła się żółtooka przyjacielsko się przekomarzając.
- Nie, bo ja.
Konwaliowe Serce na chwilę zamilkła wpatrując się w morskie oczy Świtającej Maski.
- Mam prośbę... Zostańmy tak do rana... Razem. - powiedziała marzycielskim głosem Kotka.
- Zostawimy zbyt dużo zapachu i mogą nas zobaczyć, kochanie. Rano mamy dużo patroli. - miauknęła płowy. - Ale za to możemy zostać dłużej niż zwykle.
- Tak... - czarna wtuliła się mocniej w płową sierść. Splotła z nim ogon. Chciała by ta chwila trwała wiecznie.
- Zrobimy wyścig? Taki mały i krótki.
- Dlaczego nie? Bieganie podczas zachodu słońca to jedna z najlepszych rzeczy.
Konwalia popędziła przed siebie, a Świt za nią. Wydawało jej się albo i nie, że słysz jakieś krzyki. Postanowiła to zignorować i biegła dalej.
- Szybka jesteś! - zawołał - Ale nie szybsza od mnie! - zaśmiał się skacząc na Kotkę i przewracając ją na plecy.
Czarnuszka zamruczała głośno i obróciła płowego na swoje miejsce. Stała nad nim patrząc się na jego pysk i głośno mrucząc.
- Słyszysz? Jak by ktoś krzyczał ''nie''...
- Hm... Nie, nikt chyba nie krzyczy. Przesłyszało ci się.
- Racja, ale chyba...
- E tam! Konwalio, pewnie słysz jakieś małe zwierzę. Może masz dobry słuch?
- Nie wiem... Zwierzęta chyba nie krzyczą ''nie''? A dobra tam, masz rację. Jak by ktoś potrzebował pomocy to ty też byś usłyszał. Nie marnujmy czasu...
- Berek! - miauknął głośno Świtająca Maska i odskoczył.
Konwaliowe Serce szybko popędziła za Kocurem. Przez chwilę przestała się skupiać na krzykach i biegła szybko przez wysoką trawę. Czasem czuła, że jej ciało chce zawrócić, ale nie pozwalała na to, ona była silniejsza. Skupiła się na płowym, chciała też pokazać, że szybko biega.
<Świtająca Masko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz