Przyjrzał się śpiącej szylkretce. Legowisko uczniów w ich nowym miejscu zamieszkania, nie było już takie zatłoczone, co zapewniało więcej luzu w rozprostowaniu łap. Pomysł o ucieczce był jednym z lepszych w jego krótkim życiu. Zmrużył oczy. To, że im się udało, nie mówiło jednak, że pozostałym lisiakom pójdzie tak łatwo. Zamyślił się. Jakiś sposób się znajdzie.
— Wiesz, że strasznie chrapiesz?
Bocian leżący obok posłania Konopi, wzruszył ledwo zauważalnie ramionami. Prychnął pod nosem. Największym leniem był Czapla, to on zawsze chrapał. Nie tęsknił za bratem, ale wkurzał go fakt, że zginął w obozie wroga. Dalej sądził, że to nocniaki go otruły. Zacisnął zęby. Pszczółka będzie załamana, nie mogła się dowiedzieć. O ile dla niego bracia byli sługami, dla matki oznaczali więcej niż najcenniejsze zioło na wieczną młodość.
— Co ci?
— Nie interesuj się, lisi bobku. — mruknął biały kocur, krótko się przeciągając, zanim wstał na równe łapy. Usłyszał prychnięcie szylkretki. Poczekał aż ta się podniesie. Dopiero, gdy to zrobiła, ruszył w stronę wyjścia z legowiska.
Na zewnątrz panowała ciepła pogoda. Promienie jesiennego słońca grzały jego grzbiet, natomiast śpiew ptactwa skusił go tylko, by wybrać się na polowanie. Spojrzał na Konopię. Nie zamierzał zostawić jej samej. Jeszcze coś wymyśli. Wiedział, że burzaki mieli ich na oku. Sądził jednak, że nie wykryją ich pochodzenia.
— Pójdźkowa Łapo! Ostowa Łapo! — podbiegł do nich Narcyzowy Pył. Bocian przeklął kocura w myślach. Różnił się zdecydowanie od Nostalgii.
Nie zyskał sympatii białego, chociaż na razie zabrał go tylko na oprowadzenie po terytorium. Zarówno Konopii, jak i Bocianowi, podobał się fakt, że będą mogli poznać styl walki i polowania już trzeciego klanu. Będą niezniszczalni.
— Ah, nareszcie obudziliście się. Musimy iść na trening. Ale najpierw podziwiajcie mnie. Czyż nie jestem najpiękniejszy?
— Dzisiaj wybierzemy się wraz z Narcyzowym Pyłem i Ostową Łapą. — Hiacyntowa Cętka podszedł do swojej uczennicy, uważnie przyglądając się dwójce lisiaków.
Bocian rzucił mu niechętne spojrzenie. O kolejnego mysiego móżdżka więcej. Przynajmniej będzie miał Konopie, to może nie zwariuje. Ruszył za dwójkę kocurów, nawet nie słuchając kolejnych przechwałek Narcyza. Zamiast tego przybliżył się bliżej córki Bazylii tak, że muskali się futrami. Widząc jej spojrzenie, pospiesznie dodał.
— Nie możemy wiecznie siedzieć u burzaków. Trzeba ruszyć łbami i wymyślić jakiś plan wyzwolenia tych lisich bobków. — miauknął do kotki szeptem.
<Konopio?>
Shipuje ich
OdpowiedzUsuńA tak poza tym to podziwiajcie Narcyza:>