Złap to. Dasz radę. To tylko głupia mysz. Nie może ci umknąć. Rzucił się na ofiarę, ale bezskutecznie. Nie miał pojęcia co robił źle, ale ewidentnie był w tym kiepski. A jak na złość, Wężowy Pysk przypatrywał się motylkowi! Podbiegł do kocura i dał mu z łapy w pysk. To nieco rozbudziło wojownika, który spojrzał na niego zaskoczony.
- UCZ MNIE TY PRZEKLĘTY KOCURZE! TEN TWÓJ KLAN GWIAZD CIĘ POKARA ZA TAKIE TRAKTOWANIE UCZNIA! - wrzasnął mu w pysk, drżąc na całym ciele od niepohamowanej wściekłości.
Wężowy Pysk zamrugał oszołomiony, rozejrzał się, a następnie jego wzrok spoczął na rozeźlonym uczniu.
- Em... - Tylko tyle. Zwykłe "Em" wydobyło się z jego pyska.
To koniec.
- Co tu się dzieję? - Zobaczył jak z zarośli wychodzi Szakłakowy Cień ze swoją uczennicą.
Pamiętał, że byli raz na wspólnym patrolu. Wojownik był strasznie miły, nieco przypominał mu ojca, jednak to zbytnio go nie odpychało, wręcz cieszył się z jakiegokolwiek kontaktu. W końcu ze swoim mentorem, nie mógł w ogóle pogadać, bo był chory na umyśle!
- Co się dzieję? On nie chce mnie uczyć! - Wskazał ogonem na wojownika.
- Wężowy Pysku! - oburzyła się Brzoskwiniowa Łapa. - Nie możesz zaniedbywać ucznia!
- Racja! - dodał jej mentor. - Musisz go wyszkolić, to twój obowiązek jako członka klanu.
- On i tak nic nie rozumie. - Czarny machnął łapą. - Interesuję się bardziej jakimś kwiatkiem niż mną!
Trójka kotów wpatrywała się w Wężowy Pysk, wyczekując jakiejś odpowiedzi. O dziwo dostali ją, co bardzo zdziwiło kocurka.
- Rozumiem.
Westchnął. No cóż. Mało powiedział, ale jednak coś. Może teraz weźmie się do roboty?
- Jak źle się czujesz może idź do meczyki? - zaproponował Szakłakowy Cień, widząc dziwne zachowanie wojownika.
- Nie. Czuję się dobrze. Nauczę go polować.
Czy on się przesłyszał? Niemożliwe! Wężowy Pysk w końcu scalił więcej niż jedno słowo! Jednak zbytnio nie wierzył w jego zapewnienia. Może mówił tak, aby się ich pozbyć? Bardzo możliwe.
- To nie zabieramy wam czasu, cześć - pożegnał się wojownik, poganiając uczennice do ćwiczeń.
Zostali sami. Ich wzrok się spotkał. Trwali w ciszy, tocząc zawziętą bitwę w niemruganie. Czermieniowa Łapa ani myślał przegrać! Musiał uświadomić tą lisią strawę, że nie ma żadnej innej, dodatkowej opcji.
Jest! Zauważył to! Mrugnął! Wygrał! Uśmiechnął się triumfalnie.
- Teraz gadaj jak to robisz. - Chodziło mu oczywiście o polowanie. - Za każde milczenie, dostaniesz z łapy! - ostrzegł mentora pokazując mu swoje ostre pazurki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz