Z łapą było coraz gorzej praktycznie z dnia na dzień. Kopciuszek na początku był pewny siebie, a także tego, że ta cholerna kończyna mu nie odpadnie. Uznał, że nie okaże słabości i nie przyjdzie do legowiska medyka. Jak się okazało na marne. Wkrótce łapa zaczęła wydzielać okropny odór. Czuł, jak całkowicie traci z części tylnej łapki czucie. To właśnie teraz zwijał się ze strachu, a także bólu, do czego oczywiście nigdy by się nie przyznał. Nie płakał, bo w końcu kocurowi nie przystoi, ale nieprzyjemnie uczucie nie pozwalało mu nawet na zebranie myśli. Leżałby tak w nieskończoność, gdyby nie pysk Pajęczej Nici zaglądający do legowiska uczniów. Zmrużył oczy i już chciało syknąć, żeby sobie poszła, ale tym razem zaskomlał bardzo cicho, jakby stwierdził w końcu, że jednak potrzebuję pomocy.
— M-Muszę chyba iść do medyka — miauknął niewyraźnie, próbując wstać.
Pajęcza Nić spojrzała tylko, jak wywala się po raz kolejny o własne łapy, a następnie spojrzała w stronę Agatówkowej Łapy.
— Pomóż mu — mruknęła tylko szylkretka i wyszła na zewnątrz, najpewniej zajmując się własnymi sprawami.
Majacząca Łapa wraz z drugą uczennicą zrobił coś, co powinien zrobić od kilku już księżyców, a mianowicie zajrzał nareszcie do legowiska medyka. Usiadł na uboczu, czekając aż ktoś się nim zajmie. Miał odrobinę zawiedzione spojrzenie. Tak jakby obrażała to jego własna postura. Spojrzał niemal błagalnie w stronę srebrnej sortującej akurat zioła. Nie sądził nigdy, że będzie musiał się aż tak uniżać przed…kotka. Wzdrygnął się lekko na tę myśl. Uznał nawet, że obrzydliwym będzie, jeśli go dotknie. Nagle miał najszerszą ochotę stamtąd uciec. Srebrnej natomiast wystarczyła tylko chwila, aby stwierdzić, że łapa jest w okropnym stanie.
— Moglibyśmy spróbować ją wyleczyć, ale…to raczej tylko pogorszy. Musimy ją amputować — miauknęła kotka ostrożnie, a Kopciuszek zjeżył futro, już mając ochotę się zamachnąć w stronę kotki.
Powstrzymał go przed tym tylko zdrowy rozsądek, a także fakt, że musiałby chodzić po obozie z gnijącą łapą, co było niewygodne, ale też obrzydliwe. Już samo zadbanie o kończynę było katorgą, a co wspominać dalej. Także leżał w legowisku medyka chyba po raz pierwszy w życiu nie po porannej kąpieli i zaniedbany. Czuł się brudny. Obrzydliwy, ale też wystraszony. Kiwnął tylko głową w stronę rudej, a już po jakimś czasie, gdy tylko dostał kilka ziaren maku, było po wszystkim.
***
Leżał na uboczu, jako jeden z chorych. Widząc, jak podchodzi do niego ruda kotka, poczuł się okropnie. Powinien jej podziękować, ale nie sądził, że jako kotka na to zasługiwała. Siedział więc przez moment w ciszy, nerwowo wbijając pazury w podłoże.
— Naprawdę nie było możliwości, abym miała tę łapę? — zapytał w końcu.
<Jagnięcy Ukłonie?>
[423 słowa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz