Królicza Ułuda przyszedł nad granicę z Klanem Wilka z myślą tylko o jednej kotce. Dyniowa Skórka. Ostatnio… myślał o niej bardzo dużo. Aż za dużo jak na niego. Nigdy wcześniej żaden inny kot nie zajmował tyle miejsca w jego głowie! Cóż, niestety nie były to myśli proste ani nadzwyczaj miłe. Były jak jakaś dziwna, niezrozumiała mieszanka zmartwienia, zdziwienia i… czegoś, czego sam nie potrafił nazwać. Tęsknoty? Może dziwnego pragnienia posiadania pewności, że u płomiennorudej wszystko dobrze? Martwiło go to, co ostatnio wydarzyło się na zgromadzeniu – ale nie to, że jakiś samotnik przyszedł na zgromadzenie z czyjąś głową… nie, nie. Bardziej zainteresowany był tym, że wojowniczka z Klanu Wilka nosiła na sobie tą dziwną, łaskoczącą w nos woń. Choć wiedział dobrze, skąd ten zapach, to starał się nie dopuszczać do siebie tej myśli. W końcu Dynia na pewno była tylko trochę zagubiona po śmierci brata, nic innego. On… po prostu chciałby jej pomóc. On… bez udziału niczego dodatkowego. Ale oprócz chęci pomocy, była też inna myśl, do której nawet sam się nie chciał przyznać. Czuł, że cała ta relacja z Dynią, jakkolwiek dziwna by nie była, może być jego szansą. Szansą, by w końcu jakoś pokazać się przed Trójokim Zającem. Jego brat jako pierwszy znalazł sobie jakąś kotkę, był spokojny, ogarnięty – nic dziwnego, że potrafił tak dobrze ją uwieść. Królik tylko biegał z miejsca na miejsce, plątał się w swoich własnych emocjach, był zazdrosny. Ale teraz… mógł mieć przy sobie kotkę, kogoś, kogo mógłby również nazwać ważnym. Może wtedy to jemu brat by zazdrościł?
Tylko… czy wojowniczka w ogóle coś do niego czuła? Nie miał pojęcia. Czasami była przy nim niesamowicie ciepła, prawie że wesoła, a czasami zachowywała się tak, jakby nawet nie zauważyła jego obecności. Jednak w tym wszystkim jedno było pewne – że jeśli nie będzie z nią rozmawiał i nie zaryzykuje, to nigdy się nie dowie. Być może straci szansę na to, aby zyskać kogoś… dla siebie. Choć wiedział, że dzielą ich granicę, nie myślał nad tym zbyt wiele. Jasne, wierzył w Klan Gwiazdy, starał się przestrzegać zasady, ale… jak mógł, skoro od tego zależał jego wizerunek w oczach Trójokiego Zająca?
Wziął głęboki wdech i począł sobie powtarzać, że jego brat to nie wszystko, że nie musi się zmieniać tylko po to, aby być lepszy niż on. Dyniowa Skórka nie była w końcu kolejnym wyścigiem, tylko prawdziwą kotką, z którą być może miał jakieś szanse na wspólną przyszłość. Gdy już prawie zawracał, pogodzony z myślą, że tym razem nie ma szans na spotkanie z rudą wojowniczką, usłyszał znajomy głos:
— Te, Królik! — rozbrzmiało wśród drzew. Zamarł, stając jak wryty, uszy stawiając czujnie. Jego serce w jednej chwili przyspieszyło, jak gdyby właśnie przebiegł cały las. To znowu była ona – i nie musiał nawet patrzeć, by to wiedzieć. Może to i on podszedł za pierwszym razem, ale od tamtego momentu… to ona zawsze go zauważała. Zawsze wyłapywała w tłumie, zawsze wołała z daleka. — Znowu się widzimy jak miło! Co za zbieg okoliczności… — zachichotała, zbliżając się do niego szybkim krokiem. Nim się obejrzał, ich futra niemal się stykały. Być może przekroczyła już granicę, ale kocur był teraz zbyt bardzo skupiony na niej, żeby myśleć o kodeksie. Choć czuł ulgę, że spotkał ją całą i zdrową, coś w nim sprawiało, że zachowywał dystans. Coś, czego nie rozumiał, za co przeklinał siebie, ale nie potrafił się przełamać.
— Och, hej. Tak, to bardzo dziwne, że spotykamy się tak często — mruknął nieco oschle, odwracając od niej głowę. Zacisnął mocno powieki, załamany swoim zachowaniem, a potem ochłonął i spojrzał na nią z nowym błyskiem w oczach. — Ale… może po prostu jesteśmy dla siebie stworzeni? — dodał w nieśmiałej próbie żartu. Nie wiedział, dlaczego przy Źródlanej Łunie tak łatwo było mu mówić o takich rzeczach, a przy niej czuł się… inaczej. Dyniowa Skórka zaśmiała się głośno, jakby wcale nie wyłapała jego tonu, jakby nie zauważyła tego, że wojownik dokonuje niepewnych kroków naprzód.
— Ale jesteś zabawny! — mruknęła z rozbawieniem, machając ogonem. Jej słowa zabrzmiały lekko, ale w Króliku coś się momentalnie skurczyło. Zamiast ulgi poczuł delikatne ukłucie tuż pod żebrami. To nie było coś, co chciał usłyszeć. To wcale nie miało być zabawne, tylko szczerze, poważne… Westchnął cicho, nie chcąc jednak dać po sobie poznać rozczarowania. Może innym razem, może przy następnym spotkaniu uda mu się powiedzieć coś bardziej… wprost.
— Pamiętasz, jak ostatnio pytałeś mnie o mój zapach? — zapytała nagle, przerywając jego rozmyślania. Uniosła jedną brew, patrząc na niego z dziwnym błyskiem w oczach. Bursztynowookiego przeszły dreszcze, a futro na karku lekko się zjeżyło. Serce zabiło mu szybciej, bo nie był gotowy na ten temat. Czy to znaczyło, że wiedziała? Że domyśliła się, dlaczego naprawdę tak go to interesowało?
— Tak… pamiętam — przyznał nieśmiało. Wbił wzrok w swoje łapy, nagle czując się jak mały kociak przyłapany na robieniu czegoś wbrew zasadom. Miał ochotę zniknąć. Spodziewał się rozczarowanego tonu, może jakiegoś złośliwego komentarza, wyśmiania – ale nie usłyszał nic. Tylko cichy szelest liści. Podniósł głowę niepewnie, a jego oczy rozszerzyły się z niedowierzania. Dyniowa Skórka nachylała się właśnie, wyciągając coś ze swojego futra. Pomiędzy rudymi strzępkami futra schowane miała kilka listków kocimiętki. Królicza Ułuda śledził każdy ruch jej pyszczka, czując, jak jego gardło zasycha. — O-och… czy… to to, o czym myślę? — wyjąkał w końcu. Kotka kiwnęła głową z uśmiechem, jakby właśnie oznajmiła mu, że przyniosła dla niego mysz, a nie… to.
— Pomyślałam, że mogłabym cię trochę poczęstować! — powiedziała beztrosko, jakby dzielenie się ziołami nad granicą było dla niej codziennością. — Nie udało mi się znaleźć czegoś lepszego… ach, życie jest cięższe, od kiedy zmarła Zabielone Spojrzenie! Miała takie świetne pomysły… — westchnęła i spojrzała gdzieś w bok. Jej wzrok na krótką chwilę posmutniał. Kremowy zamrugał. Imię tej kotki nic mu nie mówiło, ale… coś w tonie Dyniowej Skórki podpowiadało mu, że byli dla siebie… kimś. Tak, zdecydowanie kimś. Zastanawiał się tylko o jakie pomysły jej chodziło. Czy to ta ‘Zabielone Spojrzenie’ opowiedziała kotce o kocimiętce i… za pewnie nie tylko niej.
— Przepraszam… to była twoja…? — zaczął, ale kotka od razu ucieszyła go machnięciem łapy.
— Ech, nieważne! — rzuciła nagle żywszym tonem, znów beztroska. — Mam tylko nadzieję, że byłaby ze mnie dumna! — Uśmiechnęła się, po czym jednym szybkim ruchem wzięła listki do pyszczka, aby następnie wcisnąć je Króliczej Ułudzie. Ich nosy niemal się zetknęły, gdy podsuwając mu kocimiętkę, spojrzała mu prosto w oczy. — No, na co czekasz? — zapytała, przechylając głowę z zaciekawieniem. Wojownik zawahał się – wiedział, że kocimiętkę stosowało się do leczenia infekcji, że pomagała na kaszel… ale też, że była w stanie poprawić kotom humor. Przez jego przewinęły się wątpliwości, czy na pewno chce to robić, ale obawa była silniejsza… Obawa przed tym, że Dynia uzna go za tchórza, słabiaka, że pomyśli, że jest sztywny, że się boi i jest taki nieciekawy!
Wciągnął zapach kocimiętki do nosa, czując, jak jego mięśnie się rozluźniają. Z początku nie był za bardzo przekonany, bo wciąż gdzieś z tyłu tliły się obawy, ale gdy w jego głowie pojawiło się dziwne, nieznane mu dotąd uczucie – przestał się opierać. Jego spojrzenie się rozjaśniło, a jego pyszczek sam z siebie ułożył się w coś na kształt zadziornego uśmiechu.
— No i? — zapytała ruda kotka. — Jak się czujesz?
Wojownik przeciągnął się z głębokim westchnieniem, a jego uszy zadrżały.
— Zdecydowanie lepiej… — mruknął, nie poznając już nawet swojego głosu. Nigdy w życiu nie czuł się tak wyluzowany przy Dyniowej Skórce, a teraz? — Nie wiedziałem, że znasz się na ziołach… — dodał, mrużąc delikatnie ślepia.
— No widzisz! A ja ci powiem, że od razu lepiej wyglądasz! — zarechotała. — Całkiem ci służy ta kocimiętka! Zapamiętam to sobie! — Wojownik spojrzał na nią i poczuł, jak jego żołądek ściska się z ekscytacji.
— Ty mi służysz, Dynio — wypalił, zupełnie bez namysłu. — Tylko jeszcze nie wiem, czy w pozytywnym tego słowa znaczeniu… — dodał, tym razem ciszej i do samego siebie. Kotka spojrzała na niego ze zdziwieniem, a dopiero potem zaniosła się śmiechem tak głośnym, że aż ptak zerwał się z pobliskiej gałęzi.
— Oj, weź! Przestań mi słodzić! — westchnęła, udając, że łapą odpycha go od siebie. — To wszystko dzięki Zabielonemu Spojrzeniu… to jej zawdzięczam moją wiedzę! Choć muszę przyznać, że chociaż tamto zgromadzenie nie należało do najprzyjemniejszych… to od tamtego momentu nauczyłam się jak rozsądnie korzystać z tych dziwnych jagódek! Jeśli tylko kiedyś się do nich dorwę, to chętnie się z tobą podzielę… — przyznała, jakby dawanie takich prezencików było tylko zwykłym, lecz nietypowym sposobem na wyrażanie swojego zamiłowania do drugiego kota.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)
Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)
Miot w Klanie Klifu!
(dwa wolne miejsca!)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz