BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 5 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

10 lipca 2025

Od Świergoczącej Łapy CD. Płomiennej Łapy

Podobnie jak u jego siostry, pierwszy trening Świergotka wyznaczony został na dzień po ceremonii mianowania. Chociaż Gąsienicowy Ogryzek powitał młodego ucznia otwarcie i radośnie, z uśmiechem czochrając puszyste futro na jego głowie, tak zaraz później uświadomił go o swoich obowiązkach. Z racji na niepokoje w klanie został on wyznaczony do następnego patrolu granicznego, z którego miał wrócić późno, w jego mniemaniu zbyt późno na jakikolwiek trening. Nijak nie przekonywały go zapewnienia, że rudzielec jest już dość duży, że mógłby pójść z nim na patrol czy nawet najbardziej zdesperowane prośby, pozbawione jakiejkolwiek argumentacji. Ogryzek jedynie kręcił głową, nie tracąc pogodnej miny. Nawet wtedy, gdy Świergotek stracił wiarę w szybsze opuszczenie obozu i zamiast tego postanowił wypytać kocura o sytuację w klanie.
— Oj, już Ty się tak nie zapędzaj. — Kocur pacnął go delikatnie w nos. — Chcesz zrazić inne koty, jak zraziłeś Postrzępiony Mróz?
— Co?! — Świergotek gwałtownie złapał powietrze, próbując się usprawiedliwić.
— No już, już, żartowałem — zaśmiał się. — Siorka mówiła o Tobie same dobre rzeczy, nie martw się. Teraz jednak naprawdę muszę już lecieć, ale obiecuję, że jutro się Tobą zajmę. Trzymaj się, młody. — Rzucił, zaraz wyłapując kogoś wzrokiem i udając się z nim na patrol.

* * *

Noc minęła szybko i chociaż Świergotek przez jakiś jeszcze czas kręcił się z boku na bok, nie mogąc znaleźć sobie miejsca, ani uspokoić swego serca, tak zasnął całkiem szybko. Jak to kociak. Wielkie emocje porwane zostały przez wielką senność, a ta zniknęła wraz z porannym gwarem w klanie. Tym razem nie budziły go już poranne promienie słońca, które były przywilejem mieszkańców żłobka, ale zmiana patrolu o świcie. Podobne zamieszanie niejednokrotnie wybudzało go już ze snu. W przeciwieństwie do ich oryginalnego domu klan miał ściśle określony plan dnia i kocur szybko się do niego dostosował.
Poranna zmiana patroli powiodła jego łapy do głównej sali, gdzie zaczął on poszukiwania niebieskiego kocura oraz obiecanego przez niego treningu. Zapach kotów wciąż mieszał mu się w nozdrzach, przez co kierowanie się wyłącznie nim było niewykonalne. Zamiast tego wodził wzrokiem po pomniejszych grupkach, aż nie dotarł do Gąsienicowego Ogryzka, rozmawiającego z kilkoma innymi kotami.
— Tak ostatnio myślałem… — odezwał się jeden z nieznanych Świergotkowi pysków. — Myślicie, że Przyczajona Kania powróci? Gdzie on mógł pójść? Przecież żaden inny klan go nie przyjmie.
— Klifiacy pewnie też go nie przyjmą — odparł ktoś inny. — A Ty co myślisz, Jerzykowa Werwo? Gdzie jest teraz Przyczajona Kania?
Jerzykowa Werwa odwrócił wzrok. Pytanie wydawało się dla niego kłopotliwe, idące w parze z pewnym uczuciem niezręczności i – ledwo wyczuwalnego – żalu.
— Pewnie już dawno umarł — westchnął. — Przyczajona Kania... wiedział, co robi. Możecie mówić, co chcecie, ale jeśli odszedł, miał powód. To najmądrzejszy kot, jakiego znam. Ktoś... ktoś odwiedził go w jego legowisku, w dniu, gdy Srokoszowa Gwiazda umarł. Nie wiem, o czym rozmawiali. Być może po prostu wymieniali się raportami. Wtedy nie myślałem o tym długo, nawet nie zwróciłem na to uwagi. Pewnie pomyślałem, że ktoś przyszedł złożyć mu kondolencje. Teraz zastanawiam się, czy tamto spotkanie nie było czymś więcej i czy to nie ono popchnęło Przyczajoną Kanię do ucie-odejścia z klanu. – Złość, być może na samego siebie, wystąpiła na pysku Jerzykowej Werwy. — Kto mógł przestra-przekonać Kanię do takiej decyzji? Przecież nie przestraszyłby się zwyczajnych gróźb.
Świergotek nie do końca rozumiał, o czym rozmawiają, stąd też jedynie nerwowo przebierał łapkami, oczekując na swoją kolej. Słowa przepływały koło niego, pełne obcych imion i zdarzeń, ale w nich wszystkich czuć było żal, smutek i irytację. Atmosfera gęstniała, koty zdawały się wyraźnie podirytowane, inne zaś niepewne, a wiele z nich zaczęło szukać pretekstu, aby odejść stąd jak najdalej.
— Świergocząca Łapo! — zawołał do niego Ogryzek, odnajdując swój pretekst i szybko oddalając się od całego zamieszania. — Czyżbyś na mnie czekał? — uśmiechnął się.
— Aha! — odparł dumnie kocur. — Obiecałeś mi dzisiaj trening!
— Psiakrew — wymsknęło się starszemu. — Przed chwilą wróciłem z patrolu, młody, daj się, chociaż chwilę zdrzemnąć. Dwie, trzy godzinki i jestem cały Twój, dobrze? Ty mógłbyś w międzyczasie zająć się czymś pożytecznym.

* * *
Jakiś czas później

— Gąsienicowy Ogryzku! — Świergotek miauczał donośnie do ucha swojego mentora, szturchając go po barku. — Uporządkowałem legowiska, pogadałam trochę ze Świstak i nawet wyciągnąłem parę kleszczy! Możemy już iść?
Niebieska kupa futra poruszyła się niemrawo, mrucząc coś pod nosem. Powieki uchyliły się ostrożnie, wypuszczając na światłe dzienne zielone ślepia, w których kryła się nuta zirytowania. Nawet jeśli Ogryzek darzył swojego ucznia sympatią, tak jeszcze większą sympatią darzył nieprzerwany sen i spokój po długim patrolu. Nawet teraz zastanawiał się on nad przegonieniem nadaktywnego kocura lub powierzeniem mu innych, najlepiej szczególnie długotrwałych zadań, ale zaciekawione i lekko rozbawione spojrzenia innych wojowników trzymały go w ryzach. Zamiast tego wstał, przeciągnął się i przywołał na swój pyszczek uśmiech.
— Nie pozbędę się Ciebie, prawda? — spytał, a co uważniejszy kot mógłby doszukać się w tym nuty złośliwości.
Świergotek nie był uważny.
— Przecież obiecałeś… — mruknął kociak, tracąc trochę swojego animuszu.
— Tak, tak, obiecałem — przerwał mu mentor. — I jak obiecałem, tak zrobimy. Wezmę tylko coś na ząb i widzimy się przed wejściem.

* * *

Oszałamiający zgiełk. Szum, silniejszy od dziesiątek rozmów i dziesiątek kotów. Nieustanny huk, niczym niekończący się warkot wielkiego zwierza. Chociaż Świergotek wielokrotnie marzył o tej chwili, ba, zdarzało mu się nawet podkradać pod wielkie wodne wrota, tak nigdy woda nie wydawała mu się taka głośna. Taka jasna. Wręcz oślepiająca. Wodospad zdawał się oddziaływać na każdy jego zmysł z osobna, budząc w nim coraz większy lęk. Zwodnicze myśli niczym węże, pełzały po jego umyśle. Może starsi mieli rację? Może jest jeszcze zbyt młody na wychodzenie na zewnątrz? Nie da sobie przecież rady…
Ogon niemal szurał po ziemi, jego łapy cofnęły się bez udziału jego woli, a on sam niemal podskoczył, gdy wpadł na swojego mentora. Zielone oczy spoglądały na niego uważnie, choć rudzielec miał wrażenie, że kryje się w nich ocena. Resztki krwi na nieskazitelnie białym pysku mentora sprawiały upiorne wrażenie. Wyglądał tak dorośle. Był taki wysoki. Co, jeśli tylko on stchórzył? Co, jeśli wszyscy z jego rodzeństwa przeszli przez nie bez wahania? Co, jeśli wszystkie kociaki przechodziły przez nie bez wahania?
— Trochę straszne, co nie? — spytał Ogryzek, oblizując dokładnie swój pysk. — Nie bój nic, nie gryzie — dodał, przeskakując z gracją na drugą stronę.
Zniknął. Młody czuł się, jakby został zupełnie sam. Wszystkie pozostałe koty wydawały się być tak daleko, zajęte swoimi sprawami, niewzruszone na jego trudności. Pozostał tylko on i obijające się o jego gardło serce. Płuca, w których nagle zabrakło powietrza. I ten waleczny duch, nawet jeśli na moment przygasł, tak wciąż był gotów podjąć się wyzwania. To właśnie on pokierował jego łapy, spiął mięśnie i przerzucił go na drugą stronę, ku światłości.
— Pierwsze koty za płoty, jak to mawiają. — Ogryzek stał i spoglądał ciekawie na ucznia, doskonale pamiętając swoją pierwszą przeprawę.
Dzień, w którym dane mu było zobaczyć świat po raz pierwszy. Ten żywy, głośny i niesamowicie kolory twór, pełen wszelakiego stworzenia. Pełen poruszających się na wietrze drzew, spadających pyłków, mknących chmur czy przelatujących ptaków. Z każdej strony docierały do Ciebie inne bodźce, dotychczas ograniczone przez półmrok jaskiń oraz ograniczoną ilość czworonożnych, która żyła swoim własnym, z góry ustalonym rytmem. Na zewnątrz nie istniał jednak rytm. Nie w takim sensie. Każde zwierzę żyło swoim własnym torem, ale w perspektywie absolutu - żaden dzień nigdy nie wyglądał tak samo.

* * *

— Wskakuj. — Łapa Ogryzka wskazywała na położony niedaleko tunel.
Piasek pod ich łapami lekko parzył, ale według Świergotka nie był to dostatecznie dobry argument, żeby wskakiwać w ciemny i zimny tunel. Zapachem przypominał on wilgotne tereny dookoła obozu, pełne przemoczonej ziemi.
— No już, hop, hop. Nie mamy całego dnia. — Mentor spojrzał na niego ponaglająco.
Świergotek przełknął narastającą w gardle gulę i gwałtownie pokręcił głową. Miał już dzisiaj chwilę słabości i nie zamierzał do niej wracać. Nie zamierzał wychodzić przez Gąsienicowym Ogryzkiem na tchórza, ani też nie zamierzał się takowym stawać. Jego ogon powędrował dumnie do góry, a on wszedł do środka, pozwalając, żeby ciemność go pochłonęła.
— Już się nie cykamy? Ja to się akurat cykałem, gdy pierwszy raz tędy szliśmy. — Głos mentora zdawał się go prowokować, ale ten dalej szedł przed siebie.
— W obozie też jest ciemno. A mi się udało nawet kiedyś wykraść do legowiska wojowników po zmroku! — Zarzucił dumnie Świergotek.
— Oho, z pewnością. Teraz się jednak zatrzymaj, jeśli nie chcesz wyrżnąć w ścianę. Ja nas poprowadzę.
Kociak stanął natychmiast, a łagodny śmiech mentora sprawił, że zrobiło mu się ciepło w środku. Chciał dobrze wypaść, a czuł, jakby znowu wyszedł na durnia, gdy poczuł futro Ogryzka, ocierające się o jego bok w miarę jak go mijał.
— No dobrze, czy możesz mi powiedzieć, po co tu jesteśmy?
— Mówiłeś, że tunele to bardzo dobry sposób ewakuacji, czyli ucieczki, z różnych miejsc. Można się też w nich ukryć albo spotkać z kimś. — Wyliczył dumnie Świergotek, starając się nie zgubić swojego przewodnika.
Głos w tunelu wydawał się przytłumiony, nie odbijał się tak dobrze, jak od ścian ich obozu. Dźwięki zanikały, głoski się gubiły, a młody kocur za żadne skarby nie chciał dołączyć do grona zaginionych, więc przebierał swoimi łapkami tak szybko jak mógł, chcąc dorównać tempa Gąsienicowego Ogryzkowi.
— Właśnie, żeby się spotkać — zaśmiał się — Wiesz, że niektóre koty wykorzystują je nawet do sekretnych spotkań z kotami z innych klanów?
— Ale po co… Nie mogliby się spotkać na granicy?
Odpowiedzią był jedynie radosny śmiech kocura, który nie chciał zagłębiać Świergotka w tajniki przyrody oraz sposobu przychodzenia na świat nowych istnień. Zamiast tego po kilku minutach, poświęconych na usilne nasłuchiwanie kroków mentora w tunelu, powrócił do poprzedniego tematu.
— No dobrze. Teraz połączymy trochę wiedzy praktycznej z teoretyczną — powiedział, stając przed kociakiem tak, że ten zaraz na niego wpadł. — Po pierwsze, w tunelach nigdy nie przestajesz nasłuchiwać. Póki nie nauczysz się rozkładu korytarzy, Twój przewodnik jest Twoim jedynym ratunkiem. Jeśli skręcisz w zły tunel, to uwierz mi, możesz się już nie odnaleźć.
Świergotek przełknął głośno ślinę. Zrozumiał też, dlaczego mentor od czasu do czasu zaczepiał go ogonem. Najprawdopodobniej chciał sprawdzić, czy wciąż tam jest.
— Po drugie, Ty sam chcesz pozostać niesłyszalny. Tunelami chodzi wiele różnych kotów i póki nie jesteś pewien ich pochodzenia, lepiej się nie wychylać. Jasne? — Rudzielec skinął krótko głową, ale po przedłużającej się ciszy, poprawił się.
— Jasne.
Mentor, widząc opadający entuzjazm swojego ucznia, obrócił się w jego kierunku.
— Ile mamy zmysłów, młody?
— Pięć? — odpowiedział niepewnie, spodziewając się podstępu.
— Pięć, jak pięć palców w przedniej łapie. A z ilu nie możemy korzystać w tunelu?
— Z jednego, ze wzroku.
— Zgadza się. Dlatego też powinniśmy polegać na wszystkich pozostałych — zawahał się. — No może poza smakiem. Słuch pomaga nam śledzić innych i znajdować innych. Dotyk pozwala zidentyfikować tunele. W niektórych z nich znajdują się znaki, wskazujące dalszą drogę, a w innych to wilgoć mówi Ci, jak daleko jesteś od wejścia. Co będziemy mogli wyczuć?
— Wilgoć?
— Albo… brak wilgoci. — Świergotek przechylił głowę w bok, nie rozumiejąc, do czego zmierza mentor. — Im bliżej wyjścia jesteśmy, tym więcej świeżego powietrza jesteś w stanie wyczuć. I tym właśnie powinieneś się kierować. To co, czas na praktykę?
Adrenalina znów uderzyła kociaka. Krew płynęła szybciej, mięśnie drżały, gotowe do działania. Tym razem jednak nie zamierzał się poddawać, zamierzał z nich skorzystać.
— Mów, co mam robić! — zawołał dziarsko, a w oczach widać było gotowość.
— Zadanie podzielimy na dwie części. Odliczysz do dziesięciu i zaczniesz iść za głosem moich kroków. Zastanów się jednak dobrze, bo z każdym złym zakrętem będzie mnie słychać coraz gorzej. No i żeby nie było, gdy teraz szliśmy, to ja starałem się iść głośno, naprawdę. Teraz nie będzie tak łatwo. — Świergotkowi wydawało się, że w ciemności widzi nikły blask jego wyszczerzonych kłów. — Gdy przestaniesz słyszeć kroki, zastanów się, czy nie powinieneś użyć swojego nosa. Ostatnie zakręty powinieneś pokonać sam, kierując się w stronę lekkiej morskiej bryzy, tak ładnie rzecz ujmując. — Uśmiechnął się lekko, a jego głos złagodniał. — Gotowy?
— Gotowy! — Świergotek poczuł, jak ogon mentora po raz ostatni smyra go po pysku, a potem został sam.
W głowie odliczał cicho. Dziesięć, dziewięć, osiem… Jaskinie wydały się nagle małe, klaustrofobiczne, przeraźliwie wręcz ciche. Chociaż wytężał uszy, to słyszał jedynie powolne kapanie odległej wody oraz bicie własne serca. Siedem, sześć, pięć… Jego ucho drgnęło lekko, ale kocur nie był nawet pewny, co takiego usłyszał. Cztery, trzy, dwa, jeden… Nadszedł czas.
Młody kocur otworzył oczy, które odruchowo zamknął na czas odliczania. Stanął pewnie na swoich czterech, wciąż niewyrośniętych łapach. Niczym słońce po burzy, ciemność wydawała się minimalnie przed nim rozjaśniać, nawet jeśli wciąż nie odkryła przed nim tajemnicy tuneli, ani ich układu.
Jego ucho drgnęło, skręcając lekko w prawo. Coś przed nim było, coś słyszał. Czy były to odgłosy łap? Musiał w to wierzyć. Jego łapy wykonały pierwszy krok, potem zaś kolejny i kolejny, z każdym z nich nabierając wiary we własne siły.
Znowu to usłyszał. Cichy szmer na granicy jego słuchu, jakby jakaś łapa zgarniała ziemię, może nawet ogon. Tym razem dużo pewniej podążył w stronę dźwięku, niemal nie wpadając na prawą stronę tunelu. W ostatniej chwili poczuł jednak coś w rodzaju ciepła, jakby wilgotne ściany odbijały ciepło jego własnego futra, dając mu tym samym znak o kończącej się zaraz ścieżce.
Młody szedł jednak żwawo i pewnie, polegając na słyszalnych od czasu do czasu hałasach. Raz było to szurnięcie łapy, innym razem coś, jakby ktoś ślizgał się po mokrej nawierzchni, a potem znów przypominało to niemal ciche nucenie. Sądząc po tym, jak rzadko było słychać te głosy - jego mentor doskonale znał technikę skradania i wszystkie sygnały robił specjalnie, właśnie dla niego.
Świergotek nie zamierzał więc opuścić żadnego sygnału, nie zamierzał zawieść Ogryzka. Przed każdym zakrętem zatrzymywał się, nasłuchując kolejnych dźwięków i szło mu to dobrze, póki się nie rozproszył. Jego łapa osunęła się w pomniejszą dziurę, sprawiając, że ten niemal wylądował na własnym pysku. Sygnał przepadł. Kocur patrzył bezmyślnie na czekający go wybór i nie wiedział, w którą stronę powinien się udać. W pewnym momencie starał się nawet wrócić wspomnieniami do swojej pierwszej wyprawy, ale bez skutku. Ogryzek był bystrym wojownikiem i dobrze wykonał swoją robotę. Ich rozmowa w tunelach nie służyła bowiem tylko do uspokojenia młodego kocura, ale miała również inne zadanie - dystrakcję.
W tym momencie nie było mowy o żadnej dystrakcji. Świergocząca Łapa stał samotnie w środku tuneli, słysząc jedynie własny oddech, który przyspieszył nieznacznie. Czuł krew płynącą mu w żyłach, tętniącą w jego własnej głowie. Wszystko wydawało się nagle przeraźliwie głośne, zagłuszające. Jego stojące na baczność uszy były gotowe się poddać. Czy dobrze mu się wydawało? Czy z lewej strony słyszał jakiś dźwięk?
Jego łapy poniosły go powoli, niepewnie, kierując się w stronę rzekomego szurnięcia. Miał tylko nadzieję, że był to dobry strzał i nie skończy tutaj sam, odcięty od świeżego powietrza…
Zaraz.
Rude ciało odprężyło się, uszy pochyliły się do tyłu, pozwalając sobie na odpoczynek. Zamiast tego w ruch poszły wąsy oraz wątły nos kocura, szukający tego jednego, wymarzonego powiewu morskiej toni. Delikatnego wiatru, łaskoczącego jego futro i obiecującego przyjemny odgłos fal. Świergotek zaciągnął się po raz kolejny i wtedy go wyczuł. Nie było go jednak w lewej odnodze, a w prawej, którą nieopatrznie ominął. Szybko porzucił on swoją poprzednią trasę, kierując się już tylko i wyłącznie zapachem, który z każdym krokiem stawał się coraz wyraźniejszy. Przed samym wyjściem wydawało mu się też, że wyczuł Ogryzka, stojącego dumnie na piachu.
— Czyli jednak nie mam Ciebie z głowy? — spytał, choć w jego głosie i oczach skrzyła się duma z nowego ucznia.

* * *

Nawet jeśli w głowie Świergotka minęły wieki, tak w rzeczywistości ich trening nie był wcale taki długi. Mentor pozwolił mu jeszcze chwilę pokorzystać z promieni słonecznych oraz przyjemnej pogody, a po krótkim zanurzeniu łap w rzece - zaciągnął go z powrotem do obozu, niemal natychmiast udając się na swoje posłanie.
— Widzimy się jutro, młody? — spytał na odchodne, ziewając i nawet nie wsłuchując się w radosne potakiwanie Świergotka, który wkrótce sam udał się do ich nowego legowiska.
Nawet jeśli wciąż rozpierała go energia oraz chęć rzucenia się przed siebie i biegania, aż nie padnie na pysk, tak emocje z całego dnia dawały o sobie znać, a powieki ciążyły mu coraz bardziej. Nigdzie nie widział rodzeństwa. Najwyraźniej oni też wybrali się na trening lub wykonywali nowe obowiązki. Może nawet mijał ich po drodze, ale z radości nawet nie zwrócił na nich uwagi? Z tą myślą powoli zwinął się w kłębek, zarzucając swój puszysty ogon niemal na pysk. Senny świat wzywał go do siebie, a on już miał dać porwać się w jego objęcia, gdy jego uszy drgnęły lekko, wyjątkowo wyczulone na dźwięki po dzisiejszej wyprawie.
— Świergotek! — Usłyszał głos swojej siostry, jeszcze zanim jego oczy w pełni przyzwyczaiły się do światła.
Jej obecność pozbyła się ostatnich resztek snu, jakie w nim pozostały, a on skoczył na cztery łapy, jakby coś się paliło. Szybkim wzrokiem omiótł drugiego rudzielca, niemal natychmiast dostrzegając na nim plamy kurzu, powstałe zapewne wskutek treningu.
— Jesteś brudna! — zawołał, rzucając się na ratunek.
Mimo protestów siostry zaczął on sukcesywnie wylizywać całe jej futro i badawczym wzrokiem upewniać się, że niczego sobie nie zrobiła. Wciąż pamiętał, jak bardzo przerażona była ona na ceremonii mianowania, co dopiero na treningu. Zbyt przejęty własnymi sprawami, nawet nie pomyślał o tym, żeby z nią porozmawiać. Stąd z radością w sercu słuchał, jak opowiadała mu o swoim dniu.
— A ty? Co dziś robiłeś? — Spytała, po podsumowaniu swojego dnia.
— Byliśmy z Gąsienicowym Ogryzkiem w tunelach! Musimy tam kiedyś pójść, jak tylko się ich nauczę! Granie w chowanego będzie absolutnie kozak. — Z pyszczka Świergotka wydobył się cichy pisk. — Wiesz, że Ogryzek zostawił mnie samego? Kazał mi liczyć do dziesięciu, a potem szukać wyjścia przez słuchanie jego kroków. Tylko że on potrafi chodzić cicho jak mysz! No i prawie się zgubiłem. — Rzucił, wypinając dumnie pierś, jakby było to jakieś osiągnięcie. — Ale się znalazłem!
Przez jego mały słowotok zapomniał o lizaniu siostry, więc teraz wytrwale powrócił do poprzedniego zajęcia. Oj, zdecydowanie była brudna.
— No i byliśmy też na samej plaży, piasek jest taki przyjemny. To jakbyś była w wodzie, ale nie była w wodzie. Zupełnie nie jak ziemia. — Rozmarzył się. — Jak myślisz, pozwolą nam teraz samym wyjść? Może będziesz mogła mi pokazać, jak się wspinać? Albo… — Zniżył głos do szeptu. — Ja pokażę Ci, jak chodzić po tunelach!

<Płomienna Łapo?>
[2953 słów + nawigacja w tunelach]

[przyznano 59% + 5%]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz