O proszę, czyżby jej nudny braciszek postanowił przejść na ciemną stronę mocy? Kąciki ust Gorzkiej niemalże od razu podskoczyły w górę, a niebieskie oczy szylkretki zalśniły, nie mogąc się doczekać przygody. Nie mogła jednak tak od razu się zgodzić! Ach, na Gwiezdnych, ona miałaby odpuścić okazji, aby poprzekamarzać się z bratem? Nie ma takiej opcji. Popchnęła łapką kulkę mchu na drugi koniec kociarni i rzuciła bratu tajemnicze spojrzenie.
— Czy ja wiem? — zapytała, obchodząc go wokół — Ty to chyba nie lubisz niebezpieczeństwa, co? — rzuciła, jakby od niechcenia, po czym zbliżyła pysk do jego ucha. — Nie boisz się, co powie mama, braciszku?
Widziała, jak pod wpływem jej szeptu małe uszy kocura zastrzygły się lekko i musiała przyznać, że dało jej to nie małą satysfakcję. Mimo wszystko miała nadzieję, że wcale go nie zniechęciła. Naprawdę cieszył ją pomysł, z jakim wyszedł czekoladowy kocur. Grzechem byłoby z niego nie skorzystać, prawda?
— Nie powie nic, jeśli się nie dowie — odpowiedział z uśmiechem. Gorzka stanęła w miejscu, unosząc ogon do góry i wlepiając w niego poważne spojrzenie. — Co? — bąknął, nie do końca rozumiejąc, o cóż znowu jej chodzi.
— Test. Zdany. Pomyślnie. — Z każdym słowem, poprzedzonym chwilą pauzy, rysy jej pyszczka wygładzały się, aż wreszcie posłała mu szczery, zawadiacki uśmiech. Uderzyła go delikatnie łapką w bark, po czym wybiegła z kociarni. — No, chodź, zanim się rozmyślisz! — zawołała radośnie. Brat ruszył za nią. Gdy tylko opuścili przytulne, ciepłe leża, poczuli chłód, a ich futerka zaczęły powoli przykrywać się białą barwę. Gorzka bez wątpienia uważała, że Pora Nagich Drzew była magiczna. Zimny puszek otaczał wszystko, gdzie tylko sięgnąć okiem. Dominował łąki, gałęzie, a nawet igiełki drzew. A gdy się na niego nasiusiało, zmieniał kolor! Magia, jak nic! Nie to jednak było najlepsze. Śliska pierzynka, jaką las okrył się do snu, dawała wiele okazji do potencjalnych psot! Sypnąć jakiemuś staremu zgredowi śmiegiem w pysk? Proszę bardzo! Wrzucić siostrę w zaspę? Nie ma problemu! Podkopać lekko powierzchnie wokół stosu, aby wszyscy chcąc tam iść się przewracali? Łatwizna!
— No, chodź! — pisnęła ponaglająco Gorzka, wskakując pod śnieg. Będąc pod ową warstwą odkryła, że posiadanie jej w uszach nie jest wcale takie przyjemne, ale nie zamierzała tego mówić głośno. W końcu, jej nic nie było groźne! Gdy miała pewność, że jej brat również się ukrył, ruszyła z werwą w stronę wyjścia z obozu, starając się utrzymać swoją ekscytację na wodzy na tyle długo, aby ich nie przyłapali. W końcu jej główka wyskoczyła spod ukrycia. Coś białego zostało na jej nosku, a ona zazezowała, aby to zobaczyć? Śnieg? Już miała go strząsnąć łapą, gdy kichnęła, a puszek sam z niej spadł. Uśmiechnęła się, wychodząc całkowicie ze śniegu.
— Patrz, braciszku! Jesteśmy! — oznajmiła radośnie, skacząc i obracając się wokół własnej osi. Zaraz jednak zdała sobie sprawę, że tylko ona tak skacze i się obraca. — Braciszku? Gdzie jesteś? — zapytała, patrząc czujnie na boki. Nie to, że bała się być tutaj sama. Z pewnością rozłożyła by na łapy każde niebezpieczeństwo, jakie odważyło by się stanąć z nią do boju. Co jednak, jeśli Zmierch stchórzył i wrócił do obozu? Och, niech go. Jak tylko Gorzka go dorwie, to ją po--
Może chciałaby dokończyć tą myśl, coś jednak chwyciło ją za łapkę i wciągnęło pod ziemię, a ta pisnęła cicho.
— C-co jest?! — poczęła kopać na oślep, nie wiedząc, co robić. Gdzie jest tatuś?!
— No już, przestań, to boli! — rozbawiony głos brata dobył się spod jej łap, a ona odkryła, że padła ofiarą jego pułapki. Och, trudno opisać, jaka duma tchnęła w jej serce, gdy się o tym zorientowała. Wyszła ze śniegu i obserwowała, jak czekoladowy robi to samo.
— Nieźle, naprawdę, nieźle — pochwaliła, uśmiechając się — chociaż ja tam się wcale nie bałam, ale gdybyś zrobił tak Gasnącej, albo temu całego Kozie, lub Bodziszkowi, oni na pewno by padli z przerażenia! — Roześmiała się wesoło, szczęrząc ząbki.
< Braciak? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz