— Tam tylko chodzą jakieś zakochane zasmarkańce.
Spojrzała w bok, czując, jak trochę coś zacisnęło jej się na sercu. Niezbyt przyjemne uczucie, które rozproszyło ją od poprzedniego, nerwowego, ale miłego, mrowienia po wcześniejszym szturchnięciu. Nie wiedziała jak na nie zareagować, prawdopodobnie doszukując się w nim więcej, niż w nim było. Dotyk od drugiego kota był z pewnością dziwnym uczuciem. Sprawiającym jej dyskomfort, tak słodki, że chciała go więcej.
Wzięła głębszy oddech.
— Oczywiście, jeśli nie chcesz, nie musimy tam iść. — poparła, szczególnie dobierając ton i uśmiech do następnych słów, by nie były źle odebrane — A więc kieruj gdzie indziej. Idę tuż za tobą.
Szylkretka wydawała się odrobinę rozluźnić, choć mogło być to złe słowo i tylko przewidzenie.
Wyłączyła więc myślenie i dała się prowadzić w teren, nie próbując przewidzieć gdzie idą, tylko rozglądając się trochę na boki, na górę, pod łapy, czasami coś komentując. Wypadek tylko czekał i w końcu się zdarzył, gdy przy kolejnym kroku, zabrakło jej gruntu pod łapami.
— Żyję! — zawołała z ziemi, wyraźnie speszona uciekając spojrzeniem, niezgrabnie zbierając się na łapy i po chwili rozglądania nerwowo chichocząc — O, popatrz, kwiatek! Jaki ładny!
Nachyliła się do roślinki, trochę musząc się nastarać, by dopaść łodyżkę. Ostrożnie ją przegryzła i uniosła głowę, patrząc na liliową. Ta patrzyła gdzieś wyżej, nie na nią, choć jej nadzieje szeptały, że może kątem oka patrzy w jej stronę.
Otrząsnęła sierść z suchej trawy i wskoczyła z powrotem.
— Chcesz? To dla ciebie. — zaproponowała, podsuwając jej go pod łapy. Zatliła się w niej iskierka, gdy spod powiek dostrzegła drobny ruch drugiej kotki. Szybko jednak zgasła.
— Po co mi jakiś chwast? — syknęła Mleczyk, odrobinę defensywie.
— Oh… Może zmienisz zdanie. Poniosę ci go. — Odrobinę sflaczała, schylając się, dodając przed tym żartobliwie — Przynajmniej nie będę cię denerwować swoim gadaniem.
***
W obozie było cicho przez najbliższe dni po zdarzeniu. Częściowo dlatego, że większość wciąż dochodziła do siebie. Część, która wyraziła chęci, jak ona, wciąż krążyła po terenach, szukając enigmatycznych znaków. Liczba patroli zdecydowanie zmalała.
Zmuszona do pozostania w obozie, w końcu znalazła chwilę, by uporządkować swoje futro i trochę porozglądać się po obecnych pyskach, zatrzymując się na Mleczyk. Strzepnęła sierścią, w beznadziejnej próbie pozbycia się gałązek czy traw i wstała.
— Hej. — zaczepiła łagodnym głosem — Bardzo mi przykro z powodu śmierci twojego taty. Jakbyś chciała czyjegoś towarzystwa, to… zawsze możesz przyjść do mnie? Pogadać, czy coś…
<Mleczyk?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz